Chwile grozy przeżyli pracownicy spopielarni zwłok w domu pogrzebowym Hillside Chapel w Cincinatti (USA). W czasie procesu kremacji zmarłego mężczyzny doszło do eksplozji pieca. Powodem wybuchu była zbyt duża masa ciała nieboszczyka. Z relacji właściciela domu pogrzebowego, Dona Catchena wynika, że temperatura wewnątrz pieca przekroczyła dozwolone normy i ogień rozprzestrzenił się poza komorę, w efekcie czego doszło do wybuchu.

Mężczyzna przyznał, że zwiększenie mocy było spowodowane tuszą kremowanego mężczyzny, który ważył ponad 200 kilogramów. Sam proces trwał dłużej niż powinien, bo aż 4 godziny co doprowadziło do przegrzania pieca, pożaru i wybuchu. Na szczęście prócz pieca, który został zniszczony żaden z pracowników nie odniósł obrażeń. Według przeprowadzonych analiz powodem pożaru i wybuchu był tłuszcz z ciała nieboszczyka, który rozgrzał się do takiej temperatury, że stopił metalową konstrukcję komory pieca.
Właściciel oszacował zniszczenia na ponad 30 tysięcy dolarów. Jak przyznał, szczęście w nieszczęściu, że budynek jest odporny na ogień, ponieważ wszystko mogło skończyć się zdecydowanie gorzej. To  nie pierwszy tego typu przypadek zanotowany na świecie. Podobne sytuacje miały miejsce w krematoriach w Anglii, Niemczech czy Austrii.
źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Śmierć 29-letniego dj’a Avicii była szokiem dla jego kolegów z branży i milionów fanów na całym świecie. Mężczyzna zmarł 20 kwietnia w tajemniczych okolicznościach podczas pobytu w Muscat w Omancie. Nadal nie podano oficjalnego komunikatu na temat jego przedwczesnej śmierci, wykluczono natomiast udział osób trzecich. Mimo młodego wieku, artysta ma w swoim dorobku wiele hitów, które podbijały światowe listy przebojów. Ze śmiercią szwedzkiego muzyka nie mogą pogodzić się jego fani, którzy wciąż go opłakują.

 

 

 

Po prawie tygodniu milczenia do sprawy postanowiła odnieść się rodzina Tima Berglinga. W oficjalnym komunikacie wystosowanym do mediów i fanów Aviciiego jego najbliżsi dziękują za wsparcie i niezwykle ciepłe słowa na temat syna i brata. Podkreślili również, że są ogromnie wdzięczni, że wielbiciele dj’a postanowili uszanować ich prywatność i liczą na dalsze wsparcie w niezwykle trudnych momentach.

 

 

„Chcielibyśmy podziękować za wsparcie i kochane słowa o naszym synu i bracie. Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy kochali muzykę Tima i mieli bezcenne wspomnienia związane z jego piosenkami.

Jesteśmy wdzięczni, że nasza prywatność w tym trudnym czasie została uszanowana. Prosimy, by tak pozostało.

Kochająca rodzina Tima Berglinga”.

 

 

 

źródła: jastrząbpost.pl, foto youtube.com

 

Choć od śmierci szwedzkiego Dj Avicii’ego minęło kilka dni to przyczyna jego zgonu nadal nie została wyjaśniona. Mężczyzna został znaleziony martwy w hotelowym pokoju w piętek 20 kwietnia. Od kilku dni wypoczywał w Muscat w Omanie. Jego tragiczna śmierć to cios dla najbliższych muzyka, jak i fanów jego muzyki. 29-latek tworzył świetne klubowe kawałki, które chętnie puszczano w rozgłośniach radiowych.

 

 

Do tajemniczej śmierci muzyka odniosła się również jego dziewczyna Emily Goldberg. Kobieta pod wpływem silnych emocji i cierpienia jakie ją dotknęło opublikowała w mediach społecznościowych treść wiadomości, które wymieniała ze swoim byłym chłopakiem. Wynika z nich, że próbowała do niego wrócić. Początkowo wysłała zdjęcie swojego kota, a później wyznała mu, że go kocha. Tim Bergling odpowiedział, „Ja Ciebie też, Emily”.

 Upublicznienie prywatnej rozmowy nie spodobało się fanom muzyka. Zachowanie Goldberg określili jako nieetyczne i nie zostawili na niej suchej nitki. Wielu napisało, że robi to tylko po to, by stać się sławną i żeruje na tragedii zmarłego Dj’a. Fani nie dowierzają, by były to „świeże” sms-y. Para rozstała się jakiś czas temu i większość uważa, że są to wiadomości sprzed kilku lat. Znaleźli się również obrońcy dziewczyny, którzy uważają, że jest to forma hołdu i żałoby, jaką chciała w ten sposób oddać byłemu partnerowi.

 

 

źródła: pomponik.pl, foto instagram.com, youtube.com

 

Sharon Dobbins z Pheonix w USA chciała zmusić swojego 17-letniego syna do tego, aby ten poszedł do kościoła. Zwykłe prośby i namowy nie przyniosły spodziewanego efektu, więc kobieta sięgnęła po zdecydowanie cięższe argumenty. Amerykanka postanowiła użyć paralizatora, by pobudzić swojego leniwego syna do tego by wstał z łóżka i świętował dzień Jezusa. Niestety metoda okazała się na tyle nieskuteczna, że doprowadziła do jego śmierci, która nastąpiła  w wyniku porażenia.

 

 

 

Kobieta zeznała w sądzie, że nie żałuje swojego czynu, ponieważ Bóg jest dla niej najważniejszy i zrobiła to dla niego. Z ustaleń biegłych wynika, że 40-latka najpierw próbowała przestraszyć chłopaka dźwiękiem paralizatora. Chciała w ten sposób przekonać go, by wybrał się na rezurekcję i świętował Zmartwychwstanie Chrystusa. Chłopak zignorował prośbę matki, zwyzywał ją i zagroził, że zadzwoni na policję. Sharon nie potrafiła znieść obelg i w przypływie nerwów potraktowała go dawką „prądu”.

 

 

Kobieta złożyła zeznania i póki co cieszy się wolnością, ponieważ podczas pierwszej rozprawy tak zadecydował sąd. Jedyną konsekwencją jaka ją spotkała jest utrata narzędzie zbrodni, paralizatora. Sprawą zainteresowały się media w USA, którym Dobbins chętnie udziela wywiadów. Kobieta przyznała, że nie czuje się winna i nie widzi nic złego w swoim postępowaniu. Wywiad z kobietą możesz zobaczyć TUTAJ!

 

 

 

źródła: thedailystar.com, foto youtube.com

Ból po śmierci najbliższej nam osoby jest niewyobrażalny. Doświadczył tego Chris Pointon, którego żona zmarła dwa lata temu. Kobieta przez niemal 6 lat zmagała się z bardzo złośliwą odmianą nowotworu, który doprowadził do jej śmierci. Mężczyzna nie mógł pogodzić się ze stratą żony, która zmarła mając zaledwie 34-lata. Kobieta tuż przed swoją śmiercią zrobiła dla niego ostatni, ale jakże wyjątkowy prezent!

 

 

 

Żona zostawiła pod ich łóżkiem w sypialni skrzynkę z kartkami urodzinowymi! Mężczyzna co roku otwiera nowy list od Kate, w którym żona pisze mu o swojej miłości i prosi by był dzielny. Brytyjczyk obchodzi urodziny 11 kwietnia i w tym roku zrobił wyjątek publikując życzenia żony w mediach społecznościowych. Treść listu, jak i to jakim człowiekiem była Kate poruszyło tysiące Internautów. Mimo cierpienia pozostała aktywna do końca swych dni i pomagała innym, ponieważ pracowała jako lekarz.

 

Pudełko, w której Kate ukryła 27 listów to najpiękniejszy prezent jaki Chris kiedykolwiek otrzymał. Wzruszony mężczyzna przyznał, że ostatnią kartkę odczyta w wieku 65 lat. Dzięki listom od ukochanej żony znów poczuł się szczęśliwy. Pomysł Kate jest dla niego terapią, która pozwala ukoić ból, a zarazem piękną pamiątką. Dzięki temu wciąż odczuwa jej bliskość i troskę, którą zawsze go otaczała.
fot.twitter.com
źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com, twitter.com

Mieszkańcy Idaho Falls byli w szoku, kiedy na pobliski parking spadło prawie 100 martwych gęsi!

Wraz z martwymi zwierzętami z nieba padał grad wielkości piłek golfowych, jednak to nie on zabił gęsi. Zdaniem naukowców klucz ptaków został trafiony przez piorun.

źródło:o2.pl

Sharon Dobbins z Pheonix w USA chciała zmusić swojego 17-letniego syna do tego, aby ten poszedł do kościoła. Zwykłe prośby i namowy nie przyniosły spodziewanego efektu, więc kobieta sięgnęła po zdecydowanie cięższe argumenty. Amerykanka postanowiła użyć paralizatora, by pobudzić swojego leniwego syna do tego by wstał z łóżka i świętował dzień Jezusa. Niestety metoda okazała się na tyle nieskuteczna, że doprowadziła do jego śmierci, która nastąpiła  w wyniku porażenia.

 

 

 

Kobieta zeznała w sądzie, że nie żałuje swojego czynu, ponieważ Bóg jest dla niej najważniejszy i zrobiła to dla niego. Z ustaleń biegłych wynika, że 40-latka najpierw próbowała przestraszyć chłopaka dźwiękiem paralizatora. Chciała w ten sposób przekonać go, by wybrał się na rezurekcję i świętował Zmartwychwstanie Chrystusa. Chłopak zignorował prośbę matki, zwyzywał ją i zagroził, że zadzwoni na policję. Sharon nie potrafiła znieść obelg i w przypływie nerwów potraktowała go dawką „prądu”.

 

 

Kobieta złożyła zeznania i póki co cieszy się wolnością, ponieważ podczas pierwszej rozprawy tak zadecydował sąd. Jedyną konsekwencją jaka ją spotkała jest utrata narzędzie zbrodni, paralizatora. Sprawą zainteresowały się media w USA, którym Dobbins chętnie udziela wywiadów. Kobieta przyznała, że nie czuje się winna i nie widzi nic złego w swoim postępowaniu. Wywiad z kobietą możesz zobaczyć TUTAJ!

 

 

 

źródła: thedailystar.com, foto youtube.com

O tym, że wypadki chodzą po ludziach świadczy nagranie z chińskiego hipermarketu. Widzimy na nim mężczyznę i kilkuletniego chłopca spacerujących po sklepie. Maluch beztrosko podąża za tatą ciągnąc go za ręce. Nic nie wskazywało dramatu, który rozegrał się raptem kilkadziesiąt sekund później. Zapewne ani ojciec, ani tym bardziej kilkulatek nie spodziewali się, że będzie to ich ostatni wspólny spacer po galerii.

 

 

 

W pewnej chwili widzimy, jak idący na przedzie ojciec traci równowagę na śliskiej posadzce i upada wprost na swojego 4-letniego synka. Mimo, że sytuacja z pozoru wyglądała niegroźnie zakończyła się najgorzej jak tylko mogła. Ojciec poleciał tak niefortunnie, że doprowadził do złamania karku dziecka. Chłopczyk mimo natychmiastowej pomocy, jaką próbowała udzielić pracownica sklepu, jak i zrozpaczony rodzic zmarł na miejscu.

 

 

 

To pierwszy taki przypadek odnotowany w Chinach, jeszcze nigdy nie doszło do tak wstrząsającego wypadku. Mężczyzna po tym co go spotkało został objęty pomocą psychologa. Dramatyczne zdarzenie będzie się zapewne za nim ciągnąć jeszcze przez bardzo długi czas. Nagranie z wypadku możesz zobaczyć TUTAJ!

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

Sceny jak z horroru przeżyli pracownicy kostnicy w południowoafrykańskiej miejscowości Mbizana. Mężczyźni przewozili ciało zmarłej w szpitalu kobiety. 33-latka zmarła na kilka dni przed planowanym rozwiązaniem ciąży i nikt z personelu szpitala nie pomyślał, aby spróbować wywołać sztucznego porodu. Nie dość, że do tego nie doszło to lekarze z tamtejszego szpitala nie sprawdzili, czy płód w ciele kobiety żyje.

 

 

Kobieta zmarła z powodu ciężkiej choroby układu oddechowego, a jej ciało zgodnie z procedurami pojechało do lokalnej kostnicy, a następnie zostało złożone do trumny. Kilka godzin przed planowaną uroczystością pogrzebową, pracownicy zakładu otworzyli trumnę i dokonali makabrycznego odkrycia. Tuż przy matce leżało martwe niemowlę. Mężczyźni, którzy w branży pogrzebowej pracują kilkanaście lat przyznali, że nigdy nie spotkali się z podobnym przypadkiem.

 

 

Zdaniem doświadczonego lekarza, dr Peterea Hutchinsona takie przypadki miały już miejsce. Według specjalisty niektóre mięśnie zmarłej kobiety tuż po zgonie zostały osłabione co mogło doprowadzić do wypchnięcia płodu na zewnątrz. Sekcja zwłok dziecka ma sprawdzić, czy urodziło się ono żywe czy martwe. Matka, która straciła córkę przyznała w lokalnych mediach, że jest przerażona, iż ktoś dopuścił się tak rażącego błędu. Kobieta przyznała, że odczuwa podwójną stratę i trudno jej się będzie z tego otrząsnąć.

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com