Zmarł popularny amerykański aktor, który od zeszłego tygodnia przebywał w szpitalu. Przyczyną złego stanu zdrowia był rozległy udar. Aktor miał 52 lata.

 

Pochodzący z Mansfield w Ohio Luke Perry zaczął swoją karierę telewizyjną w wieku 16 lat. Aktor największą popularnością cieszył się w latach 90. kiedy to wszyscy śledzili losy odgrywanego przez niego bohatera w serialu „Beverly Hills 90210”. Od jakiegoś czasu znów skradał serce widzom w młodzieżowej produkcji „Riverdale”.

 

Źródło: variety
Źródło zdjęć: YouTube @FoxNews
Zobacz także: TE GWIAZDY NIE WSTYDZĄ SIĘ KARMIĆ PIERSIĄ. [zdjęcia]

Lud Toraja, który zamieszkuje  środkową część indonezyjskiej wyspy Celebes praktykuje zwyczaj, który dla nas wydawać się może nieco przerażający…

Toradżowie z wielkim namaszczeniem podchodzą do śmierci i obrzędów z nią związanych. Można powiedzieć, że przeżywają swoje życia myśląc nieustannie o ich końcu. Pogrzeby są jednymi z najważniejszych wydarzeń dla rodzin i często słono kosztują. Ceremonia pogrzebowa z tego względu zazwyczaj odłożona jest w czasie, bo rodziny nie są w stanie jej sfinalizować. Pochówek zwykle odbywa się kilka tygodni lub nawet kilka lat po śmierci – a zwłoki przez cały ten czas trzymane są w… domach.


Może nie aż tak przerażający jest dla nas sam  fakt trzymania zwłok w domach, bo przypomnijmy, że w Polsce do pewnego czasu także funkcjonował zwyczaj traktowania miejsca zamieszkania jako tymczasowego grobu – zwykle trwało to do kilku dni. Jednak wieść o tym, że pochówek jest aż tak odkładany w czasie mrozi krew w żyłach.


 

Śmierć bowiem nie jest dla nich końcem życia – według Ludu Toraja zmarli nadal żyją, ale są po prostu chorzy. Dlatego też mumifikują zwłoki bliskich i dbają o nie tak jakby nadal należeli do świata żywych. Mieszkańcy wyspy Celebs wierzą, że po śmierci dusza pozostaje obecna w domu. Z tego też powodu zmarłym należy zapewnić wygody żywych: ubrania, jedzenie, wodę… czy czułość. Tak! Przytulanie zmumifikowanych zwłok np. młodszego rodzeństwa nikogo nie powinno więc dziwić…

Poniżej zdjęcie przedstawiające Clarę pozującą ze swoją zmarłą siostrą Arel:


Jednak prawda jest taka, że nie tylko brak środków wpływa na odkładanie w czasie pochówku. Często związane jest to także z przepracowaniem traumy po odejściu kogoś bliskiego. Toradżanka Yohana Palangda w rozmowie z National Geographic przyznała się, że  późny pogrzeb pomaga jej pogodzić się ze stratą: “Moja matka zmarła nagle, nie jesteśmy jeszcze gotowi by się z nią pożegnać.”

 

W trosce o dobrą formę zwłok Toradżowie pokrywają ciała formaliną, która ma właściwości konserwujące. Jednak ciała zmarłych potraktowane nawet najlepszymi specyfikami mumifikującymi prędzej czy później  rozkładają się. Dlatego też trzymanie zwłok w miejscach zamieszkania często wiąże się z nieprzyjemnym zapachem niszczejącego ciała. Lud Toraja stara się radzić z tą niedogodnością – zwłoki często otoczone są suszonymi roślinami, które niwelują przykry zapach.

Jeśli myślimy, że cała ceremonia kończy się na pochówku, to się trochę mylimy. W sierpniu każdego roku bowiem zmarli krewni opuszczają swoje trumny w celu obmycia.

Populacja ludu Toraja wynosi około 1 miliona osób. Oprócz specyficznego podejścia do traktowania śmierci słyną z budowy charakterystycznych domów ze spiczastymi dachami zwanych tongkonan’ami. Ich tradycje i kultura stanowią bardzo ważną część indonezyjskiego przemysłu turystycznego.

Źródła: TheSun, WP
Źródła zdjęć: Facebook @Claudio Sieber
Zobacz także: Współzałożyciel grupy Talk Talk nie żyje. Miał 64 lata..

31-letni Daniel Brandon od dziecka fascynował się dziką przyrodą. Szczególnie dużą sympatią darzył pająki i węże. I to właśnie miłość do tych drugich doprowadziła do tragedii. Mężczyzna hodował ogromnego ponad 2,5 metrowego pytona, do którego był bardzo przywiązany. Posiadał go od momentu, kiedy gad mieścił się w jego dłoni. Każdego wieczoru wyciągał Tiniego z akwarium i bawił się z nim.

 

 

 

Brytyjczyk darzył stworzenie dużym kredytem zaufania i na pewno nie przewidział, że tamtego feralnego dnia zabawa zakończy się, tak makabrycznie. Wyniki sekcji zwłok i trwające kilka miesięcy śledztwo dowiodło, że Daniel został uduszony przez swojego węża. Początkowo policjanci badali sprawę pod kątem morderstwa bądź nieszczęśliwego wypadku. Najnowsze ustalenia biegłych jednoznacznie wskazały, że 31-latek stał się ofiarą 2,5 metrowego pupila.

 

 

 

Młody mężczyzna prócz pytona, trzymał w mieszkaniu 10 innych gadów, a także tarantule. Śmierć syna okazała się szokiem dla jego matki. Kobieta nie jest w stanie zrozumieć dlaczego syn zginął w tak dramatycznych okolicznościach. Przyznała, że wielokrotnie zwracała mu uwagę, ponieważ Tiny zachowywał się agresywnie nawet w stosunku do swojego opiekuna. Jednak 31-latek przekonywał ją, że wie jak sobie poradzić z ulubieńcem. Niestety tamtego wieczoru wyraźnie zabrakło mu sił, a miłość jego życia doprowadziła go do śmierci.

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Do przerażającego wypadku doszło w czasie uroczystości pogrzebowych w Indonezji. 40-letni mężczyzna postanowił godnie pożegnać swoją zmarłą matkę, dlatego wyprawił jej pogrzeb zgodny z obowiązującą tam tradycją. Podczas wnoszenia trumny z ciałem zmarłej na specjalny podest zawaliła się drabina, a ciężka drewniana trumna spadła na grupę wnoszących ją mężczyzn.

 

 

 

Traf chciał, że ofiarą okazał się 40-letni syn kobiety, Samen Kondorur, który znajdował się na końcu konduktu mężczyzn wnoszących trumnę na wzniesienie. Drewniana skrzynia spadła wprost na jego głowę powodując poważne obrażenia i śmierć mężczyzny. Mimo pomocy jakiej udzielono mu chwilę po tym tragicznym wypadku Samen zmarł pogrążając zgromadzonych w jeszcze większej rozpaczy. Śmierć mężczyzny była szokiem dla lokalnej społeczności, ponieważ był to pierwszy tego typu przypadek w kraju.

 

 

 

 

Wedle tradycji pogrzeby w Indonezji organizowane są z wielką pompą, a trumny są zazwyczaj bardzo ciężkie. Mężczyzna, który zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku został pochowany obok swoje matki. Wielu tłumaczyło ten fakt tym, że był to znak iż matka chciała mieć syna przy sobie.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

Historia 29-letniej Sarah Bramley to przykład na to do czego prowadzi nieodpowiedzialne zachowanie. Dziewczyna chciała dokuczyć byłemu partnerowi, więc wysłała mu zdjęcie ze swoim nowym chłopakiem. Fotografia została wykonana kiedy para kochała się ze sobą. Kobieta nie spodziewała się, że mężczyzna posunie się do najgorszego. Zazdrosny David Sauders wpadł w szał i zamordował chłopaka Sarah.

 

 

 

 

Konsekwencje i odpowiedzialność jaka ciąży na barkach 29-latki z Newcastle w Wielkiej Brytanii spowodowały, że brytyjski sąd uznał ją winnom i skazał na 4 miesiące pozbawienia wolności. W uzasadnieniu wyroku jakie odczytał sędzia napisano, że dziewczyna niejako podżegała byłego partnera do zbrodni. Kobieta najprawdopodobniej chciała w ten sposób wywołać w nim zazdrość i poniekąd jej się to udało. Jednak jej finał był tragiczny.

 

 

 

 

33-letni David Saunders, który zamordował nożem chłopaka Sarah spędzi w więzieniu resztę swojego życia, ponieważ sąd wymierzył mu najsurowszy wymiar kary. Z wiadomości jakie podał sędzia wynika, że Sarah zdawała sobie sprawę, że jej były był osobą wybuchową i łatwo wpadał w szał mimo to postanowiła się na nim odegrać. Dziewczyna swoim zachowaniem wywołała lawinę tragicznych wydarzeń, których niestety już nie da się cofnąć.

 

 

 

źródła: o2.pl, foto youtube.com

Takie rzeczy tylko w Rosji, a dokładnie w Irkucku na dalekim wschodzie kraju. Podczas mocno zakrapianej imprezy jeden z jej uczestników stracił przytomność i nie reagował na wołania i poklepywania kolegów. Biesiadników do tego stopnia zaniepokoił jego stan, że zadzwonili po pogotowie. Wezwany na miejsce lekarz ku rozpaczy wszystkich stwierdził zgon mężczyzny z powodu przedawkowania alkoholu. I na tym wcale nie kończy się ta historia!

 

 

 

Po przewiezieniu do miejscowej kostnicy ciało mężczyzny ze względu na brak miejsc nie zostało w niej umieszczone i czekało na zwolnienie miejsca na podłodze chłodni. Warunki jakie panowały w pomieszczeniu, przeraźliwy chłód wpłynęły pozytywnie na niedoszłego „nieboszczyka”, ponieważ mocno przemarzł i ożył! Kiedy Rosjanin spisywany na straty otworzył swoje oczy nawet nie zdawał sobie sprawy, gdzie się znajduje. Zamroczony alkoholem wstał i zaczął walić w drzwi pomieszczenia.

 

 

Zaskoczony ochroniarz o zdarzeniu powiadomił pracowników, którzy wraz z wezwanymi policjantami postanowili sprawdzić niepokojące hałasy. Ku zaskoczeniu z wszystkich jeden ze zmarłych cudem ożył. Mężczyzna został przesłuchany i wypuszczony do domu. Jednak zamiast tam skierował się z powrotem do miejsca, od którego rozpoczęła się jego historia. Kiedy pojawił się w drzwiach mieszkania jeden z kolegów, którzy pili wódkę za pokój jego duszy zemdlał z wrażenia.

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Prawdziwą tragedią zakończył się romans, w który wdała się 38-letnia Yvone M. Kobieta była do tego stopnia zafascynowana 43-letnim lekarzem, Andreasem Niederbichlerem którego poznała przez Internet, że była gotowa spełnić jego najskrytsze fantazje erotyczne. Niederbichler to znany i ceniony w Niemczech chirurg plastyczny, a 38-letnia kobieta pracowała jako fryzjerka. Zażyłość jaka zawiązała się między nimi miała niestety przerażający finał.

 

 

 

Z ustaleń do jakich doszli śledczy wynika, że podczas jednego ze spotkań w domu mężczyzny para uprawiała seks oralny. Yvonne nie zdawała sobie jednak sprawy, że jej kochanek posypał swoje przyrodzenie kokainą. Kilka minut po stosunku kobieta źle się poczuła i zmarła. Przeprowadzona sekcja zwłok wskazała, że bezpośrednią przyczyną jej śmierci było przedawkowanie wspomnianego narkotyku.

 

 

Ślepa miłość i bezgraniczne zaufanie doprowadziły do śmierci kobiety, która była gotowa rozwieść się z mężem by zamieszkać w domu 43-latka. Doktor Niederbichler zeznał w sądzie, że nie planował zabójstwa kobiety, a jej śmierć była przypadkowa. Z ustaleń sądu wynika, że Yvonne nie była jedyną kochaną uzależnionego od seksu i narkotyków lekarza. Mężczyzna wdał się jeszcze w romans z kilkoma innymi kobietami. Niemiecki chirurg za nieumyślne spowodowanie śmierci 38-latki najbliższe 9 lat spędzi za kratami.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

Wielu z nas nie potrafi się oprzeć smakowi ulubionego piwka i czerpie niewysłowioną przyjemność z picia alkoholu, jednak należy pamiętać, że co za dużo to nie zdrowo. Ważna jest samokontrola, ponieważ bardzo łatwo wpaść w nałóg i zniszczyć życie swoje, jak i innych. Niektórzy w przysłowiowej butelce szukają ucieczki od codziennych problemów, tj. stres, depresja, czy problemy rodzinne.

 

 

35-letnia Beverley Pickorer na własnej skórze przekonała się co to znaczy poddać się zgubnemu nałogowi. Kobieta przez swoją nieodpowiedzialność osierociła czwórkę dzieci. Wszystko zaczęło się kiedy miała około 20 lat. Kilka zawodów miłosnych doprowadziło, że zaczęła szukać rozwiązania swoich kłopotów w alkoholu. Z każdym dniem uzależnienie kobiety się pogłębiało. W pewnym momencie osiągnęło tak tragiczny stan, że wypijała aż 40 piw dziennie! Pickorer doszła do takiego momentu w swoim życiu, że nie potrafiła sobie już z tym wszystkim poradzić.

 

 

W wieku zaledwie 30 lat jej organizm był w fatalnym stanie, natomiast  po osiągnięciu 35 lat zapadła na śmiertelną chorobę, do której doprowadziła marskość wątroby. Zaczęły jej wypadać zęby nie potrafiła płynnie mówić. Przez wiele miesięcy przebywała w specjalnym ośrodku, ponieważ jej stan określano jako wegetatywny i nie dawała rady sama nic zrobić.

 

 

 

 

Kobieta  nie była sama w chorobie, ponieważ cały czas towarzyszył jej życiowy partner Anthony. Mężczyzna uznał, że pokaże jak wygląda jego partnerka, by przestrzec innych przed nadmiernym spożywaniem alkoholu. Anthony na bieżąco publikował jej zdjęcia, które dokumentowały efekty choroby wywołanej alkoholem. Zdjęcia wyraźnie pokazują, co choroba zrobiła z Beverley. Jej zęby całkowicie zgniły, skóra zżółkła, a ciało wyglądało, jak ciało 80-letniej staruszki, a nie młodej kobiety. Ponadto miewała również ataki padaczki.

 

 

 

Nic nie było już w stanie uratować życia partnerki Anthonego. Mężczyzna mógł jedynie bezradnie przyglądać się jej odchodzeniu. Jej stan pogarszał się z dnia na dzień. Straciła wzrok i nie wychodziła z łóżka. Beverley Pickorer zmarła w sierpniu 2014 roku. Jej historia to dobra przestroga i nauka dla innych. Dlatego tak ważne jest zachowanie umiaru w tym co robimy, a szczególnie piciu alkoholu.

 

 

źródładailymail,foto youtube.com

Historia 4-letniego Frankie’go jest przestrogą dla wielu rodziców, którzy wybierają się ze swoimi małymi pociechami na basen. Zrozpaczeni Tara i Francisco Delgado ze łzami w oczach opowiadają o dramacie jaki ich dotknął. Para i ich 4-letni synek postanowili spędzić weekend na basenie. W pewnym momencie Frankie zachłysnął się wodą. Chłopiec nie skarżył się na żadne dolegliwości. Tydzień później zaczęły dziać się z nim niepokojące rzeczy.

 

 

 

 

Zdruzgotani rodzice przyznali, że nie spodziewali się takiego załamania stanu zdrowia dziecka.  Frankie zakomunikował im, że wszystko jest dobrze, więc stwierdzili, że nie ma powodów do obaw. Dziś żałują, że zbagatelizowali sytuację. Tydzień po przykrym incydencie na basenie chłopczyk zaczął skarżyć się na przeszywający ból w klatce piersiowej. Miał ogromne problemy ze złapaniem oddechu i cały czas płakał. Zszokowani rodzice myśleli, że Frankie się przeziębił lub złapał wirusa. Nie spodziewali się, że ma to związek z zachłyśnięciem na basenie.

 

 

 

Dziecko trafiło do szpitala, jednak na jakikolwiek ratunek było już zdecydowanie za późno. W celu wyjaśnienia przyczyny jego śmierci przeprowadzono sekcję zwłok, która wykazała, że jej bezpośrednią przyczyną było utonięcie. Tara i Francisco byli zszokowani po otrzymaniu wyniku, dopiero jeden z lekarzy wyjaśnił im, że było to tzw. suche utonięcie. Woda, którą zachłysnął się Frankie zatrzymała się w jego płucach. Pogrążeni w żałobie rodzice chłopca proszą, by po każdej wizycie na pływalni zwracać uwagę na reakcję swoich pociech.

 

 

 

źródła: fakt.pl, youtube.com, foto youtube.com