Historia pięknej Rosjanki opowiedziana na Instagramie przez jej siostrę to idealny scenariusz na dramat filmowy. 24-letnia Maria Lebiediewa 2 lata temu miała poważny wypadek samochodowy, który całkowicie odmienił jej życie . Wydarzył się chwilę po kłótni z narzeczonym, który wściekł się, że spędziła zbyt dużo czasu na imprezie u koleżanki. Mężczyzna zareagował bardzo impulsywnie i prowadził samochód z zawrotną prędkością, w wyniku czego zderzył się z innym pojazdem.

 

 

Wypadek zakończył się tragicznie dla ślicznej Rosjanki. Dziewczyna doznała poważnych obrażeń ciała i aż przez trzy tygodnie była w śpiączce. Lekarze kilka miesięcy walczyli o to, by Maria stanęła na nogi i  mogła normalnie funkcjonować. Niestety wypadek i długa rekonwalescencja odbiły się na zdrowiu, wyglądzie i psychice 24-latki. Maria straciła wzrok, ma również poważne problemy z pamięcią. Jej stan pogorszył się jeszcze bardziej w momencie kiedy rzucił ją narzeczony. Wpadła wtedy w depresję i przytyła 40 kilogramów.

 

Siostra pięknej niegdyś Rosjanki, Irina robi wszystko, aby jej pomóc. Publikuje zdjęcia dziewczyny przed i po wypadku, a także prowadzi zbiórkę pieniędzy na dalsze potrzebne leczenie i specjalną terapię. Znajomi Marii są zszokowani jej obecnym wyglądem i wielu nie jest sobie w stanie uzmysłowić, że dziewczyna ze zdjęć to właśnie ona.

 

 

źródła: wprost.pl, foto instagram.com

Dramatycznie zakończyła się zabawa w samochodzie dla 13-letniego chłopca. Do tego przerażającego wypadku doszło pod koniec października na drodze ekspresowej w pobliżu chińskiego miasta Xinyu. Nastolatek, który podróżował autem ze swoimi rodzicami wyraźnie znudzony długą drogą postanowił poszukać mocniejszych wrażeń. Chłopiec wystawiał głowę przez szyber dech. Pech chciał, że na jej drodze stanął znak drogowy wyznaczający dopuszczalną wysokość pojazdów…

 

 

 

 

 

Nagranie, które ku przestrodze wysłał mężczyzna z auta jadącego za feralnym samochodem daje wiele do myślenia. Finał tej historii był jasny do przewidzenia. Samochód jechał szybko, a nastolatek nie zdążył się schować. Po uderzeniu w znak chłopiec doznał poważnych obrażeń i zginął na miejscu.

 

 

 

To, że może dojść do tragedii przeczuwali pasażerowie i kierowca auta jadącego za srebrną Toyotą, którzy z przerażeniem komentowali całą sytuację. Miejmy nadzieję, że to przerażające nagranie skłoni innych do myślenia, bo przecież życie mamy tylko jedno.

 

 

 

źródła: o2.pl, youtube.com, foto youtube.com

Dość przykro zakończyła się ucieczka przed policją dla 22-letniego Abrahama Duerte z Cape Coral na Florydzie (USA). Młody Amerykanin został zatrzymany przez patrol drogówki po tym jak przekroczył dozwoloną prędkość. Nic nie wskazywało na to, że zacznie uciekać, ponieważ zachowywał się bardzo spokojnie. W pewnym momencie zmienił zdanie i wybiegł z samochodu. Policjanci postanowili mu w tym przeszkodzić.

 

 

 

 

22-latek wpadł na pomysł ucieczki przez wodę, postanowił więc przepłynąć pobliski zbiornik, jednak wtedy nie zdawał sobie sprawy w jakie „gówno” wdepnął. Okazało się, że w wodzie znajdowały się śmierdzące i niebezpieczne dla człowieka toksyczne algi. Kiedy policjanci dobiegli na miejsce zobaczyli brudnego w zielonej mazi i cuchnącego uciekiniera, która błagał ich, by wydostali go z śmiertelnej pułapki.

 

 

 

 

 

Funkcjonariusze wydobyli na brzeg roztrzęsionego i umorusanego chłopaka. Zapłakany i przestraszony Abraham Duerte uciekał, ponieważ jak się okazało w jego aucie znajdowały się fiolki z olejem THC. 22-latek nim trafił do policyjnej celi został przewieziony do szpitala. Na szczęście brudna kąpiel nie miała dla niego przykrych konsekwencji, no może poza tą, że brzydko pachniał.

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

 

Jak niewiele potrzeba by doszło do tragedii pokazuje przypadek z miasta  Chongqing położonego w południowo-zachodnich Chinach. Kierowca miejskiego autobusu wdał się w słowną przepychankę z kobietą, która przegapiła swój przystanek. Kiedy awanturująca się pasażerka zażądała, by natychmiast się zatrzymał mężczyzna stanowczo odmówił. Te słowa jeszcze bardziej ją rozsierdziły i zaczęła bić kierowcę  tym samym doprowadzając do dramatycznego finału.

 

 

 

 

Nagranie z wnętrza autobusu ku przestrodze opublikowała lokalna policja. Widzimy na nim kierowcę, który próbuje bronić się przed uderzaniami jednej z pasażerek. Kobieta awanturowała się od momentu gdy mężczyzna odmówił jej otworzenia drzwi po tym jak przegapiła swój przystanek. Ciosy w głowę rozproszyły go na tyle, że wykonał niekontrolowany skręt, która okazał się fatalny w skutkach.

 

 

 

 

Autobus z 15 pasażerami zderzył się z pojazdem z naprzeciwka, a następnie runął z kilkumetrowego wiaduktu do rzeki Jangcy. W wypadku zginęli kierowca i wszyscy pasażerowie feralnego kursu. Policjanci wciąż poszukują ciał dwóch osób, które uznaje się za zaginione. Tragedia wstrząsnęła tamtejszą opinią publiczną, która nie kryje przerażenia tym co wydarzyło się na pokładzie pojazdu.

 

 

źródła: o2.pl.foto youtube.com

 

 

 

 

To co zrobiła ta 64-letnia kursantka to kolejny dowód na to, że nie wszyscy powinni mieć prawo jazdy. Kobieta po raz trzeci podchodziła do egzaminu, jednak ostatni egzamin na długo utkwi jej w pamięci. Podczas zadań praktycznych  na placu manewrowym, wykonując tzw. wzniesienie pomyliła gaz z hamulcem wjeżdżając z impetem do otwartego garażu, w którym stało kilka aut należących do WORD-u. Efekt nie był trudny do przewidzenia, rozpędzone auto poważnie uszkodziło dwa zaparkowane samochody.

 

 

Kobieta była w szoku i myślała, że tak trzeba było zrobić, wcisnąć hamulec do końca. Problem jest jednak taki, że pomyliła go z gazem… Z informacji pracownika ośrodka wynika, że  starsza pani nie miała problemów z egzaminem teoretycznym, który zdała bez problemu. Schody zaczęły się podczas egzaminu sprawdzającego umiejętności praktyczne, które w brutalny sposób zweryfikowały umiejętności kobiety. Proste zadanie okazało się przeszkodą nie do przejścia.

 

 

64-latka tłumaczyła się później, że na robienie prawa jazdy namówiły ją dzieci. Miała wozić swoje wnuki. Na całe szczęście już chyba nie będzie jej to dane, ponieważ bardzo wątpliwe, by próbowała zdawać kolejny raz. Może to i lepiej, bo aż strach pomyśleć do czego mogłaby doprowadzić jeżdżąc autem po mieście.

 

 

 

źródła: tvn24.pl, foto youtube.com

Dramatyczne konsekwencje dla 34-letniego Josepha Greena z USA miała decyzja o prowadzeniu samochodu po wypiciu dużej ilości alkoholu. Do wypadku doszło w kwietniu 2016 roku, jednak skutki tego co się stało będzie odczuwał do końca życia. Amerykanin wracał od rodziny, u której zjadł kolację. Podczas powrotu do domu postanowił zatrzymać się w barze, gdzie wypił kilka kolejek wódki. Pijany mężczyzna ruszył w dalszą drogę, jednak za daleko nie ujechał.

 

 

 

 

Tragedia rozegrała się kilka minut po wyjściu z baru. 34-latek stracił kontrolę nad pojazdem, a po uderzeniu w przydrożny głaz wypadł z szoferki. Jakby tego było mało został przygnieciony przez samochód, który stanął w płomieniach. Przeżył tylko dzięki interwencji innego kierowcy, który ruszył mu na ratunek. W wyniku wypadku Joseph doznał wielu poważnych obrażeń ciała. Jednak jego największym dramatem była utrata nóg i przyrodzenia, które lekarze musieli amputować.

 

 

 

 

34-latek przyznaje dziś, że jazda „po pijaku”, była najgorszą decyzją jaką podjął w życiu. Stracił zdrowie i zmarnował sobie życie. Dziś próbuje zaakceptować to, że już nigdy nie będzie w pełni sprawnym facetem i nie założy rodziny. Jest również czynnym uczestnikiem kampanii mających na celu przekonać innych kierowców, by nie wsiadali do auta po alkoholu.

 

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto pixabay.com

 

 

 

Podróż poślubna do Hondurasu miała być dla 24-letniego Egaela Tishmana i 27-letniej Shif Fanken spełnieniem marzeń. Para z Izraela z utęsknieniem wyczekiwała wylotu w nieznane i bardzo egzotyczne miejsce. Wszystko miało być niezwykłe, a oni mieli cieszyć się tylko sobą i korzystać z wyjątkowego miesiąca miodowego. Nawet w najczarniejszych scenariuszach nie przewidzieli, że nie wrócą razem do kraju.

 

 

 

 

Do feralnego wypadku doszło w jednym z parków, który swojej ofercie miał zjazd po linie zawieszonej między koronami ogromnych kilkudziesięciu metrowych drzew. Świeżo upieczeni małżonkowie postanowili poczuć dreszcz emocji i zdecydowali się na ekstremalny zjazd. Wszystko odbywało się zgodnie z planem jednak w połowie trasy wystąpił nieoczekiwany problem. Lina kobiety zacięła się, a pędzący za nią z dużą prędkością mąż nie był w stanie się zatrzymać.

 

 

 

 

Egael po zderzeniu z ukochaną doznał poważnych obrażeń ciała, niemniej ucierpiała Fanken. Tuż pod zdarzeniu oboje byli przytomni i świadomi, że doszło do poważnego wypadku. Para z Izraela trafiła do miejscowego szpitala, gdzie stan Tishmana drastycznie się pogorszył. Mężczyzna zmarł po kilkunastu godzinach nieustannej walki o jego życie. Prawdopodobną przyczyną zgonu był krwotok mózgu. Jego ukochana została przetransportowana do USA, gdzie przeszła trudną operację, a lekarze robią wszystko by ją uratować.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto pixabay.com

Policja próbuje wyjaśnić niezwykle zagadkową śmierć Ivany Esther Robert Smit.  Modelka, która posiada belgijsko-holenderskie korzenie to finalistka belgijskiej edycji  „Top model”. Podczas tragicznego w skutkach wypadku przebywała na wakacjach w stolicy Malezji, Kuala Lumpur. 19-latka wypadła z 20 piętra apartamentowca, w którym się zatrzymała. Według malezyjskiej policji, znajdowała się pod wpływem alkoholu.

 

 

 

 

Jej ciało znaleziono na balkonie znajdującym  się na 6 piętrze. Z informacji jakie przekazał portal NST Online młoda kobieta feralny wieczór spędziła w towarzystwie amerykańsko-kazachskiej pary w rozrywkowej dzielnicy miasta, Bangsar. Cała trójka wróciła na noc do hotelu, a wspomniani towarzysze spędzili noc w apartamencie Ivany. Z ustaleń śledczych wynika, że spali w sypialni, natomiast 19-latka odpoczywała w salonie.

 

 

 

 

Teraz śledczy pracują na ustaleniem faktu, czy Belgijka wyszła na balkon i tam się przewróciła spadając kilkanaście kondygnacji w dół, czy pomogły jej w tym osoby trzecie. Rozważana jest również hipoteza sugerująca samobójstwo 19-letniej modelki, jednak rodzina i przyjaciele Ivany nie wierzą w taki obrót spraw. Są w 100 procentach przekonani, że ich córka nie targnęłaby się na swoje życie, ponieważ miała wiele planów, a w Kuala Lumpur przebywała w związku pokazami bielizny marki Triumph.

 

 

 

„W ogóle nie miała czasu myśleć o samobójstwie, była zbyt zajęta życiem. Była bardzo odpowiedzialna. Na pewno nie weszłaby na balustradę balkonu. To niemożliwe.”

 

 

 

 

źródła: mirror.co.uk, foto instagram.com

Niewinne selfie okazało się przyczyną śmierci 27-letniej nauczycielki z Portugalii, która od kilku lat mieszkała na stałe w Panamie. Kobieta postanowiła wykonać zdjęcie na balkonie apartamentowca. Mieścił się on na 27 piętrze budynku i zapewniał jej piękny widok na miasto. Beztroska nauczycielka zignorowała ostrzeżenie pracowników sąsiedniej budowy, którzy krzyczeli do niej by nie opierała się o barierkę. Na dodatek tego dnia wiał bardzo silny wiatr.

 

 

 

 

Na nagraniu, które ku przestrodze trafiło do Internetu widzimy jak Portugalka siedzi na barierce. W pewnym momencie podmuch wiatru sprawia, że traci równowagę i spada z 27-piętra na betonowy podjazd dla samochodów. Z ustaleń panamskiej policji wynika, że kobieta próbowała wykonać wyjątkowe zdjęcie. Świadczy o tym fakt, że spadła wraz z uchwytem do selfie, który znaleziono obok ciała.

 

 

 

 

Mimo natychmiastowego przyjazdu karetki i pomocy jakiej jej udzielono życia 27-latki nie udało się uratować. Kobieta po upadku z tak dużej wysokości nie miała żadnych szans i zginęła na miejscu. Niestety przypadek Portugalki nie jest odosobniony. Na całym świecie przez selfie zginęło już kilkaset osób. Ludzie ryzykują życie dla niezwykłych, a czasem ekstremalnych zdjęć. Czy warto?

 

 

 

źródła: fakt.pl, foto youtube.com