Wielką wtopą zakończyła się dziewicza podróż super szybkiego pociągu w Indiach. Skład reklamowany jako jeden z najszybszych pociągów na świecie uległ awarii w najmniej spodziewanych okolicznościach. Vande Bharat Express hucznie zapowiadany przez hinduskie władze jako cud techniki i prawdziwy powiew świeżości miał być prawdziwą perełką miejscowych kolei. Niestety pociąg nie jest tak doskonały jak sobie to wyobrażano.

 

 

 

 

Początkowo wszystko malowało się w różowych kolorach. Skład uroczyście zaprezentowano i oddano do użytku. Zrobił to premier Indii, Narendra Modi, który puścił pierwszy skład w trasę.  Wtedy jeszcze nikt nie przewidział tak szybkiego falstartu. Pociąg ruszył ze stolicy kraju New Delhi do miasta Waranasi. Pierwsza część podróży przebiegła bez zarzutu. Jednak chwilę po tym jak pociąg udał się w drogę powrotną doszło do wypadku.

 

 

 

Zdaniem świadków rozpędzony skład uderzył w krowę stojącą na torowisku. Zderzenie okazało się na tyle mocne, że pociąg zepsuł się. Podczas dokładnych oględzin okazało się, że awarii uległ układ hamulcowy, co uniemożliwiło dalszą podróż. Pasażerowie, którą większą część stanowili oficjele państwowi i dziennikarze musieli wracać do stolicy innym składem. Tak więc piękny sen hinduskich kolei został przerwany w najmniej oczekiwany sposób.

 

 

 

źródła: wprost.pl, foto youtube.com

 

 

 

Fatalnie w skutkach dla 19-letniego kierowcy i 3-lata młodszej pasażerki zakończyła się decyzja o podwózce 22-letniego autostopowicza stojącego przy lokalnej drodze w powiecie staszowskim (woj. Świętokrzyskie). Para, która przejeżdżała samochodem przez miejscowość Strzelec zauważyła w pewnym momencie znajomego mężczyznę, który stał przy drodze i próbował zatrzymywać samochody.

Młodzi ludzie zdecydowali się zabrać go ze sobą. Jak się później okazało miało to dla nich fatalne konsekwencje. Z ustaleń policji wynika, że między mężczyznami doszło do słownej utarczki. Funkcjonariusze próbują ustalić czy posprzeczali się o pieniądze, 22-latek nie chciał zapłacić na podwózkę, czy powód był zupełnie inny. Samochód zjechał na pobocze, a kiedy 19-latek nie chciał kontynuować dalszej jazdy za kierownicą siadł autostopowicz.
Kilka minut później samochód prowadzony już przez 22-latka rozbił się na ostrym zakręcie. Z ustaleń lokalnej policji wynika, że mężczyzna nie dostosował prędkości, auto wpadło w poślizg i dachowało. Zarówno kierowca jak i pasażerowie zostali przetransportowani do szpitala. Od prowadzącego pojazd pobrano krew w celu ustalenia czy nie był pod wpływem alkoholu bądź środków odurzających.
źródła: 02.pl, foto youtube.com

 

 

Wielkiego strachu najedli się matka i inni kierowcy poruszający się jedną z głównych ulic miasteczka Mankato w Minnesocie (USA). Wszystko za sprawą szokującego wypadku jaki wydarzył się tam w poniedziałek tuż przed godziną 12. Kobieta, która podróżowała ze swoją 2-letnią córką nie zauważyła jak jej dziecko wypada z auta na przeciwległy pas ruchu i dalej kontynuowała podróż!

 

 

 

Na szczęście w tym przypadku wszystko skończyło się happy endem, ponieważ do incydentu doszło w pobliżu skrzyżowania z sygnalizacją świetlną, a auto kobiety jak i inne samochody jechały dość wolno. Dziewczynka siedziała na tylnym siedzeniu, była prawidłowo przypięta do fotelika, jednak jak się okazało później roztargniona matka źle go przymocowała i prawdopodobnie nie domknęła drzwi, przez co mała wypadła z auta.

 

 

 

Kobieta przyznała, że nawet się nie przypuszczała, iż stało się coś złego. Mimo, że inni kierowcy machali do niej to nadal nie wiedziała, że „zgubiła” córeczkę. Na miejsce wypadku wróciła po 20 minutach kiedy zorientowała się, że w aucie nie ma ani dziecka ani fotelika Mimo upadku dziewczynka wyszła z wypadku bez najmniejszego zadrapania. Matka 2-latki wyznała, że nadal do niej nie dociera, że mogło stać się coś tak strasznego.

 

https://www.facebook.com/chad.mock.18/videos/1905672512820542/

 

 

źródła: dailymail.co,uk, facebook.com foto: facebook.com

REKLAMA

28-letnia Dawn Croke z Irlandii po tym co zrobiła jest na ustach całego świata. I choć swój bohaterski czyn przypłaciła śmiercią osieracając tym samym dwóch maleńkich synów i zrozpaczonego męża to dała coś w zamian. Dzięki niej 6-letnia dziewczynka, którą ocaliła dostała najpiękniejszy dar jakim jest życie. Młoda kobieta zyskała status bohatera swojego miasteczka.

 

 

 

Tragiczne wydarzenia miały miejsce w minionym tygodniu. Dawn, jej mąż i synowie pary znajdowali się na terenie szkoły, w której kobieta na co dzień pracowała. W pewnym momencie 28-latka zauważyła jak rozpędzone terenowe auto zbliża się w ich kierunku. W pobliżu znajdowała się jeszcze 6-letnia dziewczynka, która nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa jakie grozi jej życiu.

 

 

 

Nauczycielka zareagowała instynktownie i w ostatniej chwili odepchnęła dziecko na bok. Niestety jej nie udało się już uciec. Młoda kobieta zginęła pod kołami potężnego auta. Śmierć Dawn Croke, która była niezwykle cenioną i lubianą przez swoich uczniów nauczycielką była prawdziwym wstrząsem dla szkoły w której uczyła. Zrozpaczona społeczność miasteczka zrobi teraz wszystko by pomóc rodzinie zmarłej w otrząśnięciu się z traumatycznych wydarzeń.

 

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

REKLAMA

Dramatyczne konsekwencje dla 34-letniego Josepha Greena z USA miała decyzja o prowadzeniu samochodu po wypiciu dużej ilości alkoholu. Do wypadku doszło w kwietniu 2016 roku, jednak skutki tego co się stało będzie odczuwał do końca życia. Amerykanin wracał od rodziny, u której zjadł kolację. Podczas powrotu do domu postanowił zatrzymać się w barze, gdzie wypił kilka kolejek wódki. Pijany mężczyzna ruszył w dalszą drogę, jednak za daleko nie ujechał.

 

 

 

 

Tragedia rozegrała się kilka minut po wyjściu z baru. 34-latek stracił kontrolę nad pojazdem, a po uderzeniu w przydrożny głaz wypadł z szoferki. Jakby tego było mało został przygnieciony przez samochód, który stanął w płomieniach. Przeżył tylko dzięki interwencji innego kierowcy, który ruszył mu na ratunek. W wyniku wypadku Joseph doznał wielu poważnych obrażeń ciała. Jednak jego największym dramatem była utrata nóg i przyrodzenia, które lekarze musieli amputować.

 

 

 

 

34-latek przyznaje dziś, że jazda „po pijaku”, była najgorszą decyzją jaką podjął w życiu. Stracił zdrowie i zmarnował sobie życie. Dziś próbuje zaakceptować to, że już nigdy nie będzie w pełni sprawnym facetem i nie założy rodziny. Jest również czynnym uczestnikiem kampanii mających na celu przekonać innych kierowców, by nie wsiadali do auta po alkoholu.

 

Bezpieczeństwo i zapięte pasy to podstawa podczas jazdy samochodem. Muszą o tym pamiętać kierowca, jak i pasażerowie auta. Niestety wielu ignoruje tę prostą czynność, która niejednokrotnie może uratować nam życie, bądź przyczynić się do tego, że wyjdziemy z wypadku zdecydowanie mniej poturbowani. Niestety na naszych drogach są kierowcy, którzy nagminnie łamią ten nakaz i mają gdzieś swoje bezpieczeństwo, bądź zupełnie o nim nie myślą!

 

 

 

 

Z podobnego założenia wyszła młoda Japonka, która podróżowała autem razem ze swoim chłopakiem. Kiedy ten poprosił ją, by zapięła pasy i usiadła w fotelu normalnie ona zignorowała jego prośbę i zajęła wygodną dla siebie pozycję. Mało tego jej nogi leżały na desce rozdzielczej, a ona smacznie spała. Dziewczyna szybko przekonała się, że nieodpowiedzialne zachowanie podczas jazdy może doprowadzić do tragedii.

 

 

 

Kilka chwil później jej partner gwałtownie zahamował, a ona spadła z fotela i wylądowała na podłodze samochodu. Krzyki zakleszczonej w nienaturalnej pozie kobiety świadczą, że nie była to dla niej zbyt miła przygoda. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a ona prócz tego, że najadła się strachu wyszła z wypadku bez szwanku (w historii zdarzały się przypadki złamań kości biodrowych). Przygoda jaka ją spotkała sprawi, że następnym razem na pewno zapnie pasy.

 

 

źródła: youtube.co, foto youtube.com

Maleńka Sahiba z Indii miała wiele szczęścia i kiedy dorośnie będzie mogła mówić, że ktoś z góry nad nią czuwał. Roczna dziewczynka wypadła z rąk swojej mamy wprost pod przejeżdżający przez stacje pociąg ekspresowy. Przerażani rodzice i pasażerowie przeczuwali najgorsze i w napięciu czekali kiedy pociąg opuści tor. Nikt nie przypuszczał, że na dworcu w miejscowości Mathura (Indie) wydarzy się cud.

 

 

 

 

Do tego mrożącego krew w żyłach zdarzenia doszło, gdy zgromadzony tłum oczekiwał na przyjazd pociągu. Na peronie panował tłok, a ludzie przeciskali się, by zająć jak najlepsze miejsca. Wtedy jeden z oczekujących na pociąg pasażerów wytrącił z rąk matki roczną Shibę. Na nieszczęście dziewczynka spadła wprost na torowisko.

 

 

 

 

Sahiba i jej rodzice mogą mówić o prawdziwym cudzie, ponieważ dziewczynka wyszła z wypadku bez szwanku. Nie dość, że nie doznała żadnych uszkodzeń ciała to upadła tak, że znalazła się między krawędzią peronu a szyną kolejową. Dzięki niewielkim rozmiarom wręcz wpasowała się w małą przestrzeń. Pociecha szybko trafiła w ręce szczęśliwych rodziców, którzy zabrali ją do domu.

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

 

 

O wielkim pechu może mówić mężczyzna z Bydgoszczy, który w niedzielę, 2 grudnia próbował skrócić sobie drogę. Pan zdecydował się na skok przez metalowe, ostro zakończone ogrodzenie. Zrobił to tak niefortunnie, że metalowa końcówka płotu przebiła mu krocze. Przerażony mężczyzna utknął na środku ogrodzenia, a z pomocą musieli ruszyć strażacy i ekipa karetki pogotowia.

 

 

 

 

Cierpiącego mężczyznę zauważył przechodzień i to on zaalarmował odpowiednie służby. Akcja ze względu na wysokość na jakiej znalazł się mężczyzna i wrażliwe miejsce, w które wbiło się metalowe ogrodzenie wymagały od strażaków precyzji i delikatności. Na szczęście pan, który znalazł się w sytuacji bez wyjścia został uratowany i przewieziony do pobliskiego szpitala, gdzie udzielono mu fachowej pomocy medycznej.

 

 

 

 

Do wypadku zapewne by nie doszło, gdyby mężczyzna był trzeźwy. Mimo to poszkodowany będzie miał nauczkę na przyszłość i następnym razem dwa razy pomyśli i wybierze dłuższą, ale bezpieczniejszą drogę.

 

 

 

 

źródła: planeta.fm, foto pixabay.com

Historia pięknej Rosjanki opowiedziana na Instagramie przez jej siostrę to idealny scenariusz na dramat filmowy. 24-letnia Maria Lebiediewa 2 lata temu miała poważny wypadek samochodowy, który całkowicie odmienił jej życie . Wydarzył się chwilę po kłótni z narzeczonym, który wściekł się, że spędziła zbyt dużo czasu na imprezie u koleżanki. Mężczyzna zareagował bardzo impulsywnie i prowadził samochód z zawrotną prędkością, w wyniku czego zderzył się z innym pojazdem.

 

 

Wypadek zakończył się tragicznie dla ślicznej Rosjanki. Dziewczyna doznała poważnych obrażeń ciała i aż przez trzy tygodnie była w śpiączce. Lekarze kilka miesięcy walczyli o to, by Maria stanęła na nogi i  mogła normalnie funkcjonować. Niestety wypadek i długa rekonwalescencja odbiły się na zdrowiu, wyglądzie i psychice 24-latki. Maria straciła wzrok, ma również poważne problemy z pamięcią. Jej stan pogorszył się jeszcze bardziej w momencie kiedy rzucił ją narzeczony. Wpadła wtedy w depresję i przytyła 40 kilogramów.

 

Siostra pięknej niegdyś Rosjanki, Irina robi wszystko, aby jej pomóc. Publikuje zdjęcia dziewczyny przed i po wypadku, a także prowadzi zbiórkę pieniędzy na dalsze potrzebne leczenie i specjalną terapię. Znajomi Marii są zszokowani jej obecnym wyglądem i wielu nie jest sobie w stanie uzmysłowić, że dziewczyna ze zdjęć to właśnie ona.

 

 

źródła: wprost.pl, foto instagram.com