Wielkiego strachu najedli się matka i inni kierowcy poruszający się jedną z głównych ulic miasteczka Mankato w Minnesocie (USA). Wszystko za sprawą szokującego wypadku jaki wydarzył się tam w poniedziałek tuż przed godziną 12. Kobieta, która podróżowała ze swoją 2-letnią córką nie zauważyła jak jej dziecko wypada z auta na przeciwległy pas ruchu i dalej kontynuowała podróż!

 

 

 

Na szczęście w tym przypadku wszystko skończyło się happy endem, ponieważ do incydentu doszło w pobliżu skrzyżowania z sygnalizacją świetlną, a auto kobiety jak i inne samochody jechały dość wolno. Dziewczynka siedziała na tylnym siedzeniu, była prawidłowo przypięta do fotelika, jednak jak się okazało później roztargniona matka źle go przymocowała i prawdopodobnie nie domknęła drzwi, przez co mała wypadła z auta.

 

 

 

Kobieta przyznała, że nawet się nie przypuszczała, iż stało się coś złego. Mimo, że inni kierowcy machali do niej to nadal nie wiedziała, że „zgubiła” córeczkę. Na miejsce wypadku wróciła po 20 minutach kiedy zorientowała się, że w aucie nie ma ani dziecka ani fotelika Mimo upadku dziewczynka wyszła z wypadku bez najmniejszego zadrapania. Matka 2-latki wyznała, że nadal do niej nie dociera, że mogło stać się coś tak strasznego.

 

if it didnt happen in front of me i'd never have believed it….😡 the child was ok. the parents came back. paramedics and police checked the child out as well. very lucky. (For usage and licensing, contact licensing@viralhog.com)

Gepostet von Chad Cheddar Mock am Montag, 14. Januar 2019

 

 

źródła: dailymail.co,uk, facebook.com foto: facebook.com

REKLAMA

28-letnia Dawn Croke z Irlandii po tym co zrobiła jest na ustach całego świata. I choć swój bohaterski czyn przypłaciła śmiercią osieracając tym samym dwóch maleńkich synów i zrozpaczonego męża to dała coś w zamian. Dzięki niej 6-letnia dziewczynka, którą ocaliła dostała najpiękniejszy dar jakim jest życie. Młoda kobieta zyskała status bohatera swojego miasteczka.

 

 

 

Tragiczne wydarzenia miały miejsce w minionym tygodniu. Dawn, jej mąż i synowie pary znajdowali się na terenie szkoły, w której kobieta na co dzień pracowała. W pewnym momencie 28-latka zauważyła jak rozpędzone terenowe auto zbliża się w ich kierunku. W pobliżu znajdowała się jeszcze 6-letnia dziewczynka, która nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa jakie grozi jej życiu.

 

 

 

Nauczycielka zareagowała instynktownie i w ostatniej chwili odepchnęła dziecko na bok. Niestety jej nie udało się już uciec. Młoda kobieta zginęła pod kołami potężnego auta. Śmierć Dawn Croke, która była niezwykle cenioną i lubianą przez swoich uczniów nauczycielką była prawdziwym wstrząsem dla szkoły w której uczyła. Zrozpaczona społeczność miasteczka zrobi teraz wszystko by pomóc rodzinie zmarłej w otrząśnięciu się z traumatycznych wydarzeń.

 

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

REKLAMA

Piękna pogoda, sucha jezdnia. malownicze krajobrazy i mały ruch na drodze to wymarzone warunki dla każdego kierowcy. Jednak w tym przypadku sielską atmosferę przerwał przerażający incydent, który zarejestrowała kamerka zamontowana w jednym z  aut. Kierowca, który nagrał to niecodzienne zdarzenie przyznał, że był w niesamowitym szoku kiedy zobaczył co się stało.

 

 

Pod maskę auta jadącego z naprzeciwka wbiegł jeleń. Ze względu na to, że kierowca podróżował Volksvagenem Beetle, którego maska jest nachylona pod specyficznym kątek wraz z siłą uderzenia sprawiły, że zwierzę wręcz wystrzeliło jak z katapulty kilka dobrych metrów w powietrze. Ciężko jednoznacznie wytłumaczyć to zdarzenie jednak filmik, na którym jest ono udokumentowane wygląda wręcz niewiarygodnie.

 

 

Z relacji kierowcy wynika, że jeleń przeleciał kilkadziesiąt metrów koziołkując w powietrzu i upadł na polanę obok drogi. Zwierzę nie przeżyło spotkania z samochodem, a auto zostało dość poważnie uszkodzone. Na całe szczęście kierowca wyszedł z całej sytuacji bez szwanku i oprócz szoku jaki przeżył jest cały i zdrowy. Na pewno na długo zapamięta te traumatyczne chwile i jeszcze nie raz będzie do nich wracał.

 

źródła: youtube.com, foto youtube.com

Dramatyczne konsekwencje dla 34-letniego Josepha Greena z USA miała decyzja o prowadzeniu samochodu po wypiciu dużej ilości alkoholu. Do wypadku doszło w kwietniu 2016 roku, jednak skutki tego co się stało będzie odczuwał do końca życia. Amerykanin wracał od rodziny, u której zjadł kolację. Podczas powrotu do domu postanowił zatrzymać się w barze, gdzie wypił kilka kolejek wódki. Pijany mężczyzna ruszył w dalszą drogę, jednak za daleko nie ujechał.

 

 

 

 

Tragedia rozegrała się kilka minut po wyjściu z baru. 34-latek stracił kontrolę nad pojazdem, a po uderzeniu w przydrożny głaz wypadł z szoferki. Jakby tego było mało został przygnieciony przez samochód, który stanął w płomieniach. Przeżył tylko dzięki interwencji innego kierowcy, który ruszył mu na ratunek. W wyniku wypadku Joseph doznał wielu poważnych obrażeń ciała. Jednak jego największym dramatem była utrata nóg i przyrodzenia, które lekarze musieli amputować.

 

 

 

 

34-latek przyznaje dziś, że jazda „po pijaku”, była najgorszą decyzją jaką podjął w życiu. Stracił zdrowie i zmarnował sobie życie. Dziś próbuje zaakceptować to, że już nigdy nie będzie w pełni sprawnym facetem i nie założy rodziny. Jest również czynnym uczestnikiem kampanii mających na celu przekonać innych kierowców, by nie wsiadali do auta po alkoholu.

 

Do niecodziennej sytuacji doszło w australijskim miasteczku Mount Warren Park na przedmieściach Brisbane. Para, które pojawiła się na stacji  próbowała ukraść paliwo, co nie uszło uwadze pracującej tam kobiecie. Kiedy ta wyszła przed budynek i podeszła do „klientów” korzystających z dystrybutora doszło do niecodziennego zdarzenia.

 

 

Mężczyzna przebywający w aucie tak się przestraszył pracownicy stacji, że postanowił szybko uciec nie bacząc na to, gdzie stoi jego partnerka i czy wyjęła już wąż paliwowy ze zbiornika auta. W tym momencie kobieta trzymająca gumowy przewód niczym ciśnięta z procy „wyleciała w powietrze”. Siła ciążenia była tak duża, że Australijka przeleciała dobrych kilka metrów.

 

 

Oczywiście nie obyło się bez strat. Kabel został wręcz wyrwany z dystrybutora, z którego wylało się praktycznie całe zgromadzone w nim paliwo. Pracownica stacji pobiegła zaalarmować policję, natomiast wspomniana para złodziejaszków uciekła z miejsca zdarzenia. Jednak dzięki zainstalowanemu na stacji monitoringowi szybko zostali schwytani. Za  idiotyczny pomysł grozi im kara więzienia i pokrycie szkód, które wyrządzili na stacji.

 

 

źródła: youtube.com, foto youtube.com

Bezpieczeństwo i zapięte pasy to podstawa podczas jazdy samochodem. Muszą o tym pamiętać kierowca, jak i pasażerowie auta. Niestety wielu ignoruje tę prostą czynność, która niejednokrotnie może uratować nam życie, bądź przyczynić się do tego, że wyjdziemy z wypadku zdecydowanie mniej poturbowani. Niestety na naszych drogach są kierowcy, którzy nagminnie łamią ten nakaz i mają gdzieś swoje bezpieczeństwo, bądź zupełnie o nim nie myślą!

 

 

 

 

Z podobnego założenia wyszła młoda Japonka, która podróżowała autem razem ze swoim chłopakiem. Kiedy ten poprosił ją, by zapięła pasy i usiadła w fotelu normalnie ona zignorowała jego prośbę i zajęła wygodną dla siebie pozycję. Mało tego jej nogi leżały na desce rozdzielczej, a ona smacznie spała. Dziewczyna szybko przekonała się, że nieodpowiedzialne zachowanie podczas jazdy może doprowadzić do tragedii.

 

 

 

Kilka chwil później jej partner gwałtownie zahamował, a ona spadła z fotela i wylądowała na podłodze samochodu. Krzyki zakleszczonej w nienaturalnej pozie kobiety świadczą, że nie była to dla niej zbyt miła przygoda. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a ona prócz tego, że najadła się strachu wyszła z wypadku bez szwanku (w historii zdarzały się przypadki złamań kości biodrowych). Przygoda jaka ją spotkała sprawi, że następnym razem na pewno zapnie pasy.

 

 

źródła: youtube.co, foto youtube.com

Maleńka Sahiba z Indii miała wiele szczęścia i kiedy dorośnie będzie mogła mówić, że ktoś z góry nad nią czuwał. Roczna dziewczynka wypadła z rąk swojej mamy wprost pod przejeżdżający przez stacje pociąg ekspresowy. Przerażani rodzice i pasażerowie przeczuwali najgorsze i w napięciu czekali kiedy pociąg opuści tor. Nikt nie przypuszczał, że na dworcu w miejscowości Mathura (Indie) wydarzy się cud.

 

 

 

 

Do tego mrożącego krew w żyłach zdarzenia doszło, gdy zgromadzony tłum oczekiwał na przyjazd pociągu. Na peronie panował tłok, a ludzie przeciskali się, by zająć jak najlepsze miejsca. Wtedy jeden z oczekujących na pociąg pasażerów wytrącił z rąk matki roczną Shibę. Na nieszczęście dziewczynka spadła wprost na torowisko.

 

 

 

 

Sahiba i jej rodzice mogą mówić o prawdziwym cudzie, ponieważ dziewczynka wyszła z wypadku bez szwanku. Nie dość, że nie doznała żadnych uszkodzeń ciała to upadła tak, że znalazła się między krawędzią peronu a szyną kolejową. Dzięki niewielkim rozmiarom wręcz wpasowała się w małą przestrzeń. Pociecha szybko trafiła w ręce szczęśliwych rodziców, którzy zabrali ją do domu.

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

 

 

O wielkim pechu może mówić mężczyzna z Bydgoszczy, który w niedzielę, 2 grudnia próbował skrócić sobie drogę. Pan zdecydował się na skok przez metalowe, ostro zakończone ogrodzenie. Zrobił to tak niefortunnie, że metalowa końcówka płotu przebiła mu krocze. Przerażony mężczyzna utknął na środku ogrodzenia, a z pomocą musieli ruszyć strażacy i ekipa karetki pogotowia.

 

 

 

 

Cierpiącego mężczyznę zauważył przechodzień i to on zaalarmował odpowiednie służby. Akcja ze względu na wysokość na jakiej znalazł się mężczyzna i wrażliwe miejsce, w które wbiło się metalowe ogrodzenie wymagały od strażaków precyzji i delikatności. Na szczęście pan, który znalazł się w sytuacji bez wyjścia został uratowany i przewieziony do pobliskiego szpitala, gdzie udzielono mu fachowej pomocy medycznej.

 

 

 

 

Do wypadku zapewne by nie doszło, gdyby mężczyzna był trzeźwy. Mimo to poszkodowany będzie miał nauczkę na przyszłość i następnym razem dwa razy pomyśli i wybierze dłuższą, ale bezpieczniejszą drogę.

 

 

 

 

źródła: planeta.fm, foto pixabay.com

Historia pięknej Rosjanki opowiedziana na Instagramie przez jej siostrę to idealny scenariusz na dramat filmowy. 24-letnia Maria Lebiediewa 2 lata temu miała poważny wypadek samochodowy, który całkowicie odmienił jej życie . Wydarzył się chwilę po kłótni z narzeczonym, który wściekł się, że spędziła zbyt dużo czasu na imprezie u koleżanki. Mężczyzna zareagował bardzo impulsywnie i prowadził samochód z zawrotną prędkością, w wyniku czego zderzył się z innym pojazdem.

 

 

Wypadek zakończył się tragicznie dla ślicznej Rosjanki. Dziewczyna doznała poważnych obrażeń ciała i aż przez trzy tygodnie była w śpiączce. Lekarze kilka miesięcy walczyli o to, by Maria stanęła na nogi i  mogła normalnie funkcjonować. Niestety wypadek i długa rekonwalescencja odbiły się na zdrowiu, wyglądzie i psychice 24-latki. Maria straciła wzrok, ma również poważne problemy z pamięcią. Jej stan pogorszył się jeszcze bardziej w momencie kiedy rzucił ją narzeczony. Wpadła wtedy w depresję i przytyła 40 kilogramów.

 

Siostra pięknej niegdyś Rosjanki, Irina robi wszystko, aby jej pomóc. Publikuje zdjęcia dziewczyny przed i po wypadku, a także prowadzi zbiórkę pieniędzy na dalsze potrzebne leczenie i specjalną terapię. Znajomi Marii są zszokowani jej obecnym wyglądem i wielu nie jest sobie w stanie uzmysłowić, że dziewczyna ze zdjęć to właśnie ona.

 

 

źródła: wprost.pl, foto instagram.com