Niezwykle zaskakujące zdarzenie zarejestrowała kamera w jednym z chińskich szpitali. Początkowo widzimy pusty korytarz i łóżko, na którym leży kobieta. Pacjenta umiera i wtedy zaczyna się dziać coś niesamowitego.

 

 

W pewnym momencie możemy dostrzec, jakby dusza wypływała z ciała zmarłej. Nagranie sprawia, że mamy ciarki na plecach! Sam film wygląda bardzo realistycznie, lecz mógł to być, dzięki dobrze rozwiniętej technice zwykły żart. Zresztą oceńcie sami!

 

 

 

źródła: youtube.com, foto youtube.com

Anna Turaeva to rosyjska mistrzyni w trójboju siłowym. Choć wielu ludzi na świecie powątpiewa w jej „kobiecość”, była już sportsmenka jest w 100% przedstawicielką płci pięknej! Świadczą o tym archiwalne zdjęcia i wcześniejszy wygląd. Swoją szokującą metamorfozę zawdzięcza wielogodzinnym treningom na siłowni i sterydom, które przyjmowała. To właśnie one doprowadziły do nieodwracalnych zmian w jej ciele i doprowadziły do zaburzeń hormonalnych.

 

 

 

Rosjanka, która zakończyła karierę sportową po poważnej kontuzji kręgosłupa uprawiała trójbój siłowy. Mało tego była nawet mistrzynią świata w tej dyscyplinie. Anna robiła wszystko, aby utrzymać swoją formę na wysokim poziomie za co zapłaciła najwyższą cenę. Jej obecny wygląd przypomina raczej osiłka z siłowni niż kobietę z krwi i kości. Turaeva ma ogoloną głowę, liczne tatuaże, męskie rysy twarzy, i niezwykle umięśnioną sylwetkę. Wielu ludzi myli ją z mężczyzną i trudno im się dziwić.

 

 

Brak kobiecych kształtów powoduje, że była gwiazda trójboju przy swojej partnerce wygląda jak napakowany facet. Rosjanka zakłada do tego tylko i wyłącznie męskie ubrania co jeszcze mocniej podkreśla ten efekt. W sumie to nie ma się czemu dziwić, ponieważ w damskich fatałaszkach jakoś trudno ją sobie wyobrazić. Anna jest częstym gościem w rosyjskich programach rozrywkowych, gdzie wzbudza nie lada sensację i jest powodem do wielu burzliwych dyskusji.

źródła: papilot.pl, foto youtube.com, instagram.com

Śmierć dziecka to najtrudniejszy moment w życiu człowieka. Spotkało to Gruzinkę Tsiuri Kwartatsheila. Kobieta do tej pory nie może pogodzić się ze stratą syna, który zmarł w wieku 22 lat. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że kobieta od 1995 roku przetrzymuje jego ciało w trumnie z małym okienkiem w domowej piwnicy!

 

Od 22 lat praktycznie codziennie Gruzinka dba o doczesne szczątki swojego dziecka. Początkowo balsamowała zwłoki tradycyjnymi metodami. Później miała sen, w którym tajemnicza zjawa poinstruowała ją by używała do tego wódki! Zgodnie z zaleceniami okładała ciało syna prześcieradłami nasączonymi wódką. Uważa, że dzięki temu udaje jej się przywrócić je do stanu przedśmiertnego. Przez lata na każde urodziny zmienia mu również ubranie!

 

Kobieta ze względu na wiek i chorobę nie jest już w  stanie codziennie doglądać ciała syna, dlatego rozkład zaczyna postępować. Mimo wszystko twierdzi uparcie, że jeśli poczuje się lepiej i zastosuje swoje wódczane rytuały rozkład się cofnie…

 

Przetrzymywanie zwłok w piwnicy, a nie cmentarzu tłumaczy potrzebą bliskości. Chce aby jej dziecko było zawsze przy niej. Troszczy się również o swojego wnuczka. Mówi, że robi to ze względu na niego. Tata zmarł gdy chłopiec miał dwa latka. Gruzinka chce, by wnuk o nim nigdy nie zapomniał. Tsiuri mówi, że dzięki niej wnuczek mógł poznać swojego tatę…

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

Wstrząsający widok ukazał się policjantom, którzy odwiedzili jedno z mieszkań w Mikołajewie na Ukrainie. 77-letnia kobieta od dłuższego czasu nie wychodziła z domu, co zaniepokoiło jej sąsiadów. Poprosili więc policjantów, by sprawdzili, czy ze staruszką wszystko w porządku.  Kiedy pukanie do drzwi nie przyniosło efektów, funkcjonariusze zdecydowali się je wyważyć. To co zobaczyli w mieszkaniu jest przerażające. 77-latka leżała w jednym z pokoi na stercie śmieci, natomiast w pomieszczeniu obok spoczywało zmumifikowane ciało drugiej kobiety…

 

 

 

Zmarłą okazała się matka 77-latki. Kobieta nie żyła od ponad 30 lat, a jej zwłoki przez cały ten czas leżały w jednym z pokoi. Policjanci byli zszokowani tym co zastali w mieszkaniu i warunkami w jakich przebywała staruszka. Emerytka nie była w stanie samodzielnie się poruszać. Wokół niej panował wszechobecny brud i smród. 77-latka żyła bez bieżącej wody, gazu i energii elektrycznej, które zostały odcięte po tym jak przestała opłacać rachunki.

 

 

Pokój, gdzie leżało ciało jej matki był jedynym czystym pomieszczeniem w całym domu. Kobieta była ubrana i wyglądała tak jakby cały czas spała. Wokół niej leżały święte obrazki i stały świece. Pod łóżkiem znajdowała się miednica z wodą do mycia ciała. Śledczy ustalili, że gdyby żyła, miałaby 100 lat. Sąsiedzi byli przerażeni, tym co usłyszeli z ust policjantów. Nikt z nich nie zdawał sobie sprawy, że 77-latka mieszka ze zwłokami matki. Dochodzenie przeprowadzone w tej sprawie wykazało, że przez cały czas kobieta pobierała nielegalnie emeryturę za zmarłą.

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

O niebywałym pechu może mówić 71-letni Koreańczyk. Mężczyzna wybrał się do jednego z Sushi barów, na tę niezwykle popularną na całym świecie potrawę. Okazało się, że w sushi jakie otrzymał aż roiło się od mięsożernych bakterii. Tylko dzięki szybkiej reakcji i trzeźwemu umysłowi mężczyzna uniknął śmierci. Kiedy zobaczył, że z jego ręką dzieje się coś niepokojącego pojechał do szpitala. Tam dowiedział się skąd wzięły się jego problemy.

 

 

 

Mężczyzna przyznał, że kilkanaście godzin po zjedzeniu sushi na jego dłoni pojawiły się bolesne pęcherze i wrzody. Poza tym bardzo swędziała go skóra. Początkowo zbagatelizował problem sądząc, że problemy skórne miną kiedy posmaruje dłoń maścią. Kolejnego dnia z ręką było jednak jeszcze gorzej. Narośl urosła do niepokojących rozmiarów. Wtedy postanowił poszukać pomocy w szpitalu w Jeju (Korea Południowa)

 

 

 

Przeprowadzone badania dały jednoznaczną diagnozę. Wraz z sushi do organizmu Koreańczyka trafiła bardzo groźna, mięsożerna bakteria o nazwie Vibro Vulnificus, która dosłownie zjadała jego rękę. Mimo szczerych chęci i ponad trzytygodniowej walki o uratowanie dłoni lekarze byli zmuszeni do jej amputacji. Miała ona na celu zatrzymanie rozprzestrzeniania się bakterii.

 

fot. facebook,com

 

źródła: dailymail.co.uk, foto facebook.com

 

Pewien mężczyzna żył sobie nie wiedząc, jak ogromne zagrożenie tkwi w jego ciele. To co uważał za bolesne pryszcze na plecach okazało się czymś o wiele gorszym. W jego ciele w skutek ugryzienia gza zagnieździły się larwy tego owada. Amerykanin zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że w jego organizmie żyje „obcy”, które konsumuje go na żywca. Ze złożonych przez owada larw urodziły się młode osobniki, które dosłownie „ucztowały” na jego ciele.

 

 

O problemie jaki mu doskwiera opowiedział swoim przyjaciołom. Kiedy ci za pomocą pęsety chcieli pozbyć się „pryszcza” wyciągnęli z jego pleców ogromną, wstrętną larwę. Mężczyzna może mówić o sporym szczęściu, gdyby nie interwencja znajomych mogło dojść do tragedii. Larwy gza są bardzo niebezpieczne dla ludzkiego organizmu. Są przyczyną zakażeń i powodują ciężkie choroby, które mogą zakończyć się śmiercią.

 

 

Na całe szczęście w tym przypadku do zakażenia nie doszło, a mężczyzna swoje zdrowie zawdzięcza spostrzegawczym przyjaciołom, których interwencja uchroniła go od poważnych konsekwencji. Wideo jest obrzydliwe, ale dzięki niemu możemy zobaczyć, że coś co wygląda jak zwykła krosta na plecach, może okazać się zupełnie czymś innym.

źródła: youtube.com, foto youtube.com

 

Historia 66-letniej Amerykanki, mieszkanki Massachusetts powoduje ciarki na plecach. Kobieta od dłuższego czasu narzekała na okropne ataki kaszlu, przez które nie mogła normalnie funkcjonować. Prócz tego odczuwała ogromny ból w prawym boku, tuż pod żebrami. Aby rozwiązać dokuczliwe problemy udała się do lekarza. Po badaniach, gdzie zdiagnozowano grypę medyk przepisał jej leki i odesłał do domu zalecając odpoczynek.

 

 

 

 

Pomimo wdrożenia leczenia Amerykanka nie odczuwała żadnych zmian. Nadal dokuczał jej suchy kaszel i uciążliwy, przeszywający ból. Do tego na jej ciele powstała ogromna, sina plama zajmująca znaczną powierzchnię brzucha i prawy obolały bok. Nie zwlekając, ponownie odwiedziła specjalistę. Przerażony lekarz szybko zorientował się, że źle zdiagnozował pacjentkę i zalecił tomografię komputerową i przeprowadzenie dodatkowych badań.

 

 

 

Dopiero wtedy rozwiązano szokującą dla niej zagadkę. 66-latka została zakażona pałeczką krztuśca, a uciążliwy kaszel i duszności wywołane chorobą spowodowały złamanie dziewiątego żebra, które się przesunęło. Stąd ogromny siniak na ciele. Diagnoza była dla niej o tyle szokująca, że 8 lat wcześniej szczepiła się przeciwko tej chorobie. Kobieta musiała zostać zoperowana, a także przeszła długą terapię antybiotykową. Dzięki temu powróciła do pełnego zdrowia.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

 

 

 

Rodzice Julie Mott od ponad dwóch lat przeżywają niewyobrażalny koszmar! Ich 25-letnia córka zmarła w 2015 roku po ciężkiej walce z mukowiscydozą. Zrozpaczeni rodzice podjęli decyzję o skremowaniu ciała córki, jak się okazało później nigdy do tego nie doszło! Pracownicy zakładu pogrzebowego, którzy miał zająć się ceremonią  zgubili bowiem zwłoki młodej kobiety!

 

 

 

Historia jest o tyle przerażająca, że najbliżsi Julie do dziś niewiedzą, co tak naprawdę stało się z jej ciałem. Trumna, która dotarła do spopielarni zwłok okazała się uszkodzona i pusta! Właściciel firmy Mission Park Chaples&Cameteries próbował oskarżyć chłopaka 25-latki, który początkowo nie godził się na kremację, jednak teoria ta została szybko obalona przez sąd. Podczas kolejnych długich rozpraw światło dzienne ujrzały nowe fakty. Z ustaleń śledczych wynika, że jeden z pracowników, którzy transportowali ciało i miał z nim bezpośredni kontakt interesował się satanizmem.

 

 

 

Okazało się, że ten trop również nie pozwolił rozwiązać tej sprawy. Trwający prawie 3 lata proces nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, jednak rodzicom Julie udało się wywalczyć ogromne odszkodowanie. Sąd przyznał im 8 milionów dolarów za ból i cierpienie jakiego doświadczyli. Państwo Mott poczuli się usatysfakcjonowani decyzją sądu jednak nie zmieni to faktu, że ta sprawa będzie ciągnąć się za nimi do końca życia.

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Ludzie w dążeniu do doskonałego wyglądu zrobią wszystko, co niekoniecznie jest dobre dla ich organizmu. Wielu nie zdaje sobie nawet sprawy jak ogromną krzywdę wyrządza sobie w ten sposób. Ogromnym błędem jest również brak zasięgnięcia konsultacji medycznych przed wprowadzeniem określonej diety, sposobu odżywiania. Podobnie było w przypadku 25-letniej Australijki, która zmarła przez swoją niewiedzę. Kobieta mogłaby żyć, gdyby wcześniej swoje odżywianie omówiła z dietetykiem.

 

 

Meegan cierpiała na hiperamonemię wtórną, której nabawiła się poprzez katowanie swoich mięśni bardzo intensywnymi ćwiczeniami na siłowni. Negatywne efekty zwiększyła dietą bogatą w białko, spożywanie proteinowych szejków, które miały pomóc jej w budowaniu sylwetki przyczyniły się w pewnym stopniu do pogorszenia jej stanu zdrowia.

 

Kilka dni przed tragedią, skarżyła się bliskim na bardzo złe samopoczucie. Odczuwała ciągłe zmęczenie, wszystko ją bolało i bardzo dużo spała. Kobieta przypuszczała, że dzieje się tak przez intensywne treningi, jakim oddawała się 6 dni w tygodniu. Robiła to, ponieważ chciała za wszelką cenę osiągnąć idealną sylwetkę. Kiedy pewnego dnia nie przyszła na trening jej zaniepokojona przyjaciółka postanowiła ją odwiedzić. Znajoma znalazła ją w mieszkaniu nieprzytomną. Meegan leżała na podłodze w kuchni. Kobieta zadzwoniła po karetkę, która zabrała ją do szpitala, jednak lekarze nie byli już w stanie odzyskać przytomności Australijki. Mimo wysiłków Meegan zmarła dwa dni później.

 

 

Sekcja zwłok wykazała, że zabójcza okazała się dla niej hiperamonemia, czyli zaburzenie cyklu mocznikowego, która spowodowana była zwiększeniem poziomu stężenia amoniaku we krwi. Chorzy cierpiący na tę przypadłość czują się ospali, wymiotują, po czym dochodzi do zgonu w skutek obrzęku mózgu.

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com