O tym, że nigdy nie powinniśmy godzić się z okrutnym losem przekonali się rodzice 6-letniego Mason’a Motz’a z Katy w Teksasie (USA). Małżeństwo przez cały czas żyło w przekonaniu, że ich syn jest niemową. Chłopiec nigdy nie nauczył się prawidłowo mówić, a lekarze, którzy próbowali mu pomóc rozkładali bezradnie ręce twierdząc, że nic nie da się zrobić, a Mason cierpi na nieznaną chorobę genetyczną.

 

 

 

 

Prawda okazała się zgoła inna, a odkryła ją dentystka Amy Leudemann-Lazar , która wykonywała przegląd stanu uzębienia 6-latka. Kobieta odkryła, że maluch nie może swobodnie mówić, ponieważ wędzidełko języka jest za krótkie.  Przeprowadziła więc metodą laserową trwający minutę zabieg mający na celu jego wydłużenie. Kilka godzin później ku zaskoczeniu rodziców Mason zaczął mówić całymi zdaniami!

 

 

 

 

Rodzice chłopca uważają dentystkę za ich Anioła Stróża. Oboje twierdzą, że gdyby nie spotkali jej na swojej drodze, Mason nadal by cierpiał. Państwo Motz apelują do innych rodziców, by nigdy nie załamywali rąk, a jeśli mają wątpliwości co do diagnozy stawianej przez lekarza, powinni się udać do innego specjalisty.

 

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

Na niecodzienny, a zarazem ratujący życie nienarodzonego dziecka zabieg zdecydowali się lekarze z Belgii. Ciąża 26-letniej Bethany Simpson z Wielkiej Brytanii od początku była zagrożona, dlatego aby maleństwo w jej brzuchu mogło w przyszłości normalnie funkcjonować zespół chirurgów z belgijskiego szpitala zgodził się przeprowadzić innowacyjną operację.

 

 

 

 

Kobieta miała urodzić w kwietniu, jednak z racji poważnych komplikacji zdrowotnych jej nienarodzonej córeczki lekarze postanowili wykonać operację, która pozwoli jej na normalne funkcjonowanie w przyszłości.W tym celu rozcięli brzuch 26-latki i wyjęli z niego jej 7 miesięczne dziecko. Na szczęście bardzo skomplikowana operacja zakończyła się sukcesem i dziewczynka ponownie trafiła do brzucha swojej mamy, w którym spędzi kolejne 2 miesiące. pozostałe do rozwiązania.

Brytyjka od samego początku ciąży wiedziała, że jej córka ma rozszczep kręgosłupa, dlatego robiła wszystko, by znaleźć odpowiednią klinikę, która podejmie się trudnego wyzwania. Rękawicę podjęli belgijscy chirurdzy, którzy sprostali zadaniu. Dzięki ich wysiłkowi córka Bethany Simpson będzie miała szansę na normalne życie.

 

 

 

 

 

źródła: o2.pl, foto pixabay.com

 

Większość kobiet pierwsze kopnięcie swojego nienarodzonego dziecka wspomina jako jeden z najprzyjemniejszych momentów ciąży. Podobnie było w przypadku bohaterki nagrania, która chwyciła za telefon i zaczęła nagrywać jak jej potomek „buszuje” w brzuchu. Jednak maluszek robi to z niezwykłą energią, a widok jest naprawdę niesamowity. Kobieta jest wyraźnie zadowolona z kontaktu jaki próbuje nawiązać z nią dziecko, i głaszcze ogromne wybrzuszenia na brzuchu.

 

 

Patrząc na to co się z nim dzieje można odnieść wrażenie, jakby był wykonany z ciasta, ponieważ odkształcenia są raczej niespotykane. Możemy zaobserwować jakby ktoś dosłownie biegał, bądź przemieszczał się w środku z niezwykle dużą prędkością. Internauci, którzy zobaczyli nagranie sugerowali kobiece, że nosi pod sercem przyszłego piłkarza, bądź w jej brzuchu zagnieździł się obcy, ponieważ stożek jaki się pojawił przypomina obcą formę życia.

 

 

 

Filmik wzbudził ogromne poruszenie u osób, które go obejrzały. Rozprawiali o nim nawet medycy z popularnego w USA „The Doctors”. Tak czy inaczej trzeba przyznać, że wygląda to niezwykle uroczo.

 

 

 

 

 

źródło: youtube.com, foto: youtube.com

Dziecko to największy dar jaki otrzymujemy od Boga dlatego niemal każda matka zdecydowała by się oddać swoje życie, by ocalić niewinne maleństwo. Podobnie postąpiła Brianna Rawlings. 19-letnia Australijka, która chorowała na białaczkę stanęła przed decyzją: rozpocząć chemioterapię, bądź uratować swojego synka. Młoda kobieta nie zawahała się nawet chwili.

 

 

 

 

Życie młodej kobiety załamało się kiedy była w 17 tygodniu ciąży. Australijka dowiedziała się, że cierpi na białaczkę. To właśnie wtedy lekarz zadał jej pytanie, czy chce przerwać ciążę i rozpocząć leczenie, czy nie bacząc na konsekwencje chce donosić dziecko. Odpowiedź Brianny była jednoznaczna: ratujmy mojego synka.

 

 

 

Pomimo ostrzeżeń specjalisty Brianna chciała urodzić, jednak 3 miesiące przed terminem porodu stał kobiety diametralnie się pogorszył. Aby uratować maleństwo lekarze wykonali cesarskie cięcie, jednak szczęście młodej mamy nie trwało długo, ponieważ maleńki Kayden zmarł 12 dni po swoich narodzinach. Mimo wszelkich przeciwności losu 19-latka nie kryła swojego szczęścia, że została mamą. Niestety kilka miesięcy później Brianna podzieliła los swojego synka, kobieta zmarła 29 grudnia przegrywając nierówną walkę z nowotworem.

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto pixabay.com

 

Wielkiego strachu najedli się matka i inni kierowcy poruszający się jedną z głównych ulic miasteczka Mankato w Minnesocie (USA). Wszystko za sprawą szokującego wypadku jaki wydarzył się tam w poniedziałek tuż przed godziną 12. Kobieta, która podróżowała ze swoją 2-letnią córką nie zauważyła jak jej dziecko wypada z auta na przeciwległy pas ruchu i dalej kontynuowała podróż!

 

 

 

Na szczęście w tym przypadku wszystko skończyło się happy endem, ponieważ do incydentu doszło w pobliżu skrzyżowania z sygnalizacją świetlną, a auto kobiety jak i inne samochody jechały dość wolno. Dziewczynka siedziała na tylnym siedzeniu, była prawidłowo przypięta do fotelika, jednak jak się okazało później roztargniona matka źle go przymocowała i prawdopodobnie nie domknęła drzwi, przez co mała wypadła z auta.

 

 

 

Kobieta przyznała, że nawet się nie przypuszczała, iż stało się coś złego. Mimo, że inni kierowcy machali do niej to nadal nie wiedziała, że „zgubiła” córeczkę. Na miejsce wypadku wróciła po 20 minutach kiedy zorientowała się, że w aucie nie ma ani dziecka ani fotelika Mimo upadku dziewczynka wyszła z wypadku bez najmniejszego zadrapania. Matka 2-latki wyznała, że nadal do niej nie dociera, że mogło stać się coś tak strasznego.

 

https://www.facebook.com/chad.mock.18/videos/1905672512820542/

 

 

źródła: dailymail.co,uk, facebook.com foto: facebook.com

REKLAMA

Dramatyczne wideo jakie pojawiło się w sieci wyraźnie pokazuje, jak ciężarna matka została porażona paralizatorem przez jednego z funkcjonariuszy. Mimo błagań 20-latki strażnicy z aresztu w Columbus w stanie Ohio pozostali nieugięci i użyli tzw. tesera. Oskarżona Martini Smith została zatrzymana pod zarzutem dźgnięcia nożem swojego partnera. Kobieta wielokrotnie posądzała go wcześniej o bicie, pewnego dnia nie wytrzymała i broniąc swojego ciała dopuściła się zbrodniczego czynu.

 

 

 

 

 

Kiedy znalazła się w więziennej celi, policjanci kazali jej rozebrać się, zdjąć całą biżuterię i założyć regulaminowy, więzienny uniform. Problemy rozpoczęły się w momencie kiedy nie potrafiła usunąć srebrnego kolczyka z języka. Strażnicy zaczynają krzyczeć, a ona w panice manewruje palcami w ustach, jednak nie potrafi sobie poradzić. Coraz bardziej poddenerwowana 20-latka tłumaczy, że ma zdrętwiałe palce, ponieważ przez sześć godzin była skuta kajdankami. Wtedy policjant mówi, że jeżeli go nie wyjmie to porazi ją prądem. Kobieta prosi o papierowy ręcznik, aby sobie pomóc, jednak strażnik jest nieugięty.

 

 

 

 

Po chwili daje jej ostatnie ostrzeżenie i razi ją prądem. Elektrody przeszywają jej nagą klatkę piersiową. Młoda kobieta pada na betonową ścianę i osuwa się na posadzkę celi. Próbuje się zasłaniać, jęczy z bólu i dramatycznie łapie oddech. Po feralnej akcji, pięć dni później Martini Smith poroniła. O swoich traumatycznych przeżyciach, od wypadku minęło 8 lat opowiedziała dziennikarzom. Okazało się, że wszelkie zarzuty pod jej adresem zostały wycofane. Swojego oprawcę raniła w obronie i sąd ją uniewinnił. Mimo to do dziś nie może się otrząsnąć z tamtych dramatycznych wydarzeń, które śnią jej się po nocach. Przyznała, że czuje jakby to było wczoraj. Opowiada o ogromnym bólu jaki czuła po stracie swojego dziecka. Amerykanka przyznała, że nie zapomni tego do końca swoich dni.

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

 

Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządza swojemu dziecku paląc w czasie ciąży. Niesie to z sobą wiele niebezpieczeństw dla maluszka, które w przyszłości mogą bardzo odbić się na jego zdrowiu. Najczęstsze z nich to alergie, astma czy ogólne problemy z układem oddechowym.

 

 

 

 

Badania, które przeprowadziła doktor Nadja Reissland z Uniwersytetu z Durham mają uzmysłowić jak zachowuje się płód w łonie matki, która będąc w ciąży paliła papierosy. Zdjęcia z USG wyraźnie pokazują jak maluszek reaguje na nikotynę. Dziecko łapie się za głowę, zasłania oczy i wygląda na rozdrażnione. Lekarka swoje niezwykle przydatne badania przeprowadziła na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie statystki są zatrważające, ponieważ, aż 12 procent kobiet, które spodziewają się potomka pali papierosy, nie zdając sobie sprawy ile krzywdy sprawia mu ich bezmyślne zachowanie.

 

 

 

Doktor Reissland planuje na ten temat przeprowadzić jeszcze bardziej szczegółowe badania, które mają na celu w 100 procentach potwierdzić jej teorię. Pani doktor podkreśla, że nie chce atakować palących matek, ponieważ są dorosłe i jest to ich świadomy wybór, jednakże chce zwrócić uwagę na narastający problem  i skłonić do porzucenia nałogu na te szczególne w życiu każdej kobiety 9 miesięcy.

 

źródła: 5minutdlazdrowia.pl, foto youtube.com

Głupota tej pary nie zna granic. Rodzice mieszkający w miejscowości Champagne koło Paryża zostali oskarżeni  o  nieumyślne spowodowanie śmierci swojej 13-miesięcznej córeczki. Przeprowadzający sekcję zwłok lekarze wykryli w mleku, które podawano maleństwu ślady leków uspokajających i antydepresantów.

 

 

Dziewczynka kiedy trafiła do szpitala w pobliskim Le Mans była nieprzytomna, zapadła w śpiączkę, z której lekarze nie byli w stanie jej wybudzić. Rodzice Maelyne, 27-letnia Delphine Niepceron i jej partner 43-letni Cyrille Le Got początkowo kłamali lekarzy. Tłumaczyli, że ich córka wypiła kieliszek wina pozostawiony przez jednego z gości, jednak nie udało im się ich oszukać. Przeprowadzone badania wykazały, że w krwi dziewczynki znajdują się toksyczne dawki leków, jakie podaje się osobom cierpiącym na depresję.

 

 

O tym bulwersującym incydencie powiadomiono policję, która przeprowadziła rewizję w domu Francuzów. Funkcjonariusze znaleźli wiele butelek z mlekiem, które zabezpieczono i poddano badaniom. Para prócz zmarłej dziewczynki miała jeszcze drugą, trzyletnią córkę. W jej mleku znaleziono identyczne substancje, jakie rodzice podali Maelyne. Policjanci podejrzewają, że bezmyślni rodzice swój proceder stosowali od dłuższego czasu. Miało to na celu uspokojenie dzieci i sprawienie, aby nie płakały i szybko zasypiały. Oskarżeni nie przyznają się do stawianych zarzutów, a łączna kara jaka im grozi to 20 lat pozbawienia wolności.

 

źródła: dailymail, foto pixabay.com

Zbrodnia jaką popełnił 44-letni Ioan Campeanu jest wręcz nie do opisania. Rumun, który na co dzień mieszkał i pracował w Londynie z zimną krwią zabił swoją 28-letnią dziewczynę. Andre Hilitanu zginęła tylko dlatego, że powiedziała mu, iż jest z nim w ciąży. Kiedy Ioan dowiedział się o tym niezwykle ważnym w życiu każdego rodzica wydarzeniu wcale się nie ucieszył. Nakazał partnerce, by pozbyła się dziecka…

 

 

 

 

28-latka kategorycznie odmówiła. Wtedy Ioan zaciągnął ją do łazienki chwycił nożyczki i kilkukrotnie ugodził ją w brzuch i klatkę piersiową doprowadzając do zgonu. Śmierć jaką poniosła Andre i jej nienarodzone dziecko była tak przerażająca, że kiedy brytyjski sędzia odczytywał jej szczegóły ludzie wychodzili z sali. Jakby tego było mało Campeanu po dokonaniu zbrodni zadzwonił do swojej córki i oznajmił jej co zrobił.

 

 

 

Kobieta szybko zadzwoniła na policję i opowiedziała o telefonie od ojca. Z relacji córki 44-latka wynika, że ten od dłuższego czasu zmagał się z poważnymi problemami psychiatrycznymi i był uzależniony od narkotyków. Rumun spędzi za kratami resztę swoich dni.

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto pixabay.com