Historia 4-letniego Frankie’go jest przestrogą dla wielu rodziców, którzy wybierają się ze swoimi małymi pociechami na basen. Zrozpaczeni Tara i Francisco Delgado ze łzami w oczach opowiadają o dramacie jaki ich dotknął. Para i ich 4-letni synek postanowili spędzić weekend na basenie. W pewnym momencie Frankie zachłysnął się wodą. Chłopiec nie skarżył się na żadne dolegliwości. Tydzień później zaczęły dziać się z nim niepokojące rzeczy.

 

 

 

 

Zdruzgotani rodzice przyznali, że nie spodziewali się takiego załamania stanu zdrowia dziecka.  Frankie zakomunikował im, że wszystko jest dobrze, więc stwierdzili, że nie ma powodów do obaw. Dziś żałują, że zbagatelizowali sytuację. Tydzień po przykrym incydencie na basenie chłopczyk zaczął skarżyć się na przeszywający ból w klatce piersiowej. Miał ogromne problemy ze złapaniem oddechu i cały czas płakał. Zszokowani rodzice myśleli, że Frankie się przeziębił lub złapał wirusa. Nie spodziewali się, że ma to związek z zachłyśnięciem na basenie.

 

 

 

Dziecko trafiło do szpitala, jednak na jakikolwiek ratunek było już zdecydowanie za późno. W celu wyjaśnienia przyczyny jego śmierci przeprowadzono sekcję zwłok, która wykazała, że jej bezpośrednią przyczyną było utonięcie. Tara i Francisco byli zszokowani po otrzymaniu wyniku, dopiero jeden z lekarzy wyjaśnił im, że było to tzw. suche utonięcie. Woda, którą zachłysnął się Frankie zatrzymała się w jego płucach. Pogrążeni w żałobie rodzice chłopca proszą, by po każdej wizycie na pływalni zwracać uwagę na reakcję swoich pociech.

 

 

źródła: fakt.pl, youtube.com, foto youtube.com

 

Przypadek 25-letniej Cherelle Farrugii z Cardiff (Walia) jest jednym z 35 odnotowanych na świecie. Kobieta cierpi na rzadką chorobę, której przyczyna powstania nie została jak dotąd wyjaśniona i do końca poznana. Jej historia z tą przykrą dolegliwością zaczęła się kilka tygodni po urodzeniu upragnionej córeczki Willow. Cherelle jak każdego poranka postanowiła wziąć prysznic, aby się odświeżyć, jednak nie czuła się po nim komfortowo. Skóra bardzo ją swędziała, do tego pojawiła się bolesna wysypka.

 

 

Młoda mama nie przejęła się tym zbytnio, jednak po każdym kontakcie z wodą sytuacja zaczęła się powtarzać. 25-latka próbowała wszystkiego, początkowo obwiniała o taki stan kosmetyki do pielęgnacji które stosowała, a nawet temperaturę wody. Mimo to po każdej kąpieli odczuwała ogromny dyskomfort i coraz większe przerażenie. Kiedy wyczerpała wszystkie pomysły postanowiła zasięgnąć porady lekarza, dopiero tam poznała prawdziwą przyczynę swojego cierpienia.

 

 

 

Okazało się, że cierpi na chorobę nazywaną aquagenic uticaria, czyli alergię na wodę. Osób żyjących z podobnym schorzeniem jest zaledwie kilkadziesiąt, a medycyna nie wymyśliła jeszcze odpowiedniego lekarstwa na to schorzenie. Choroba ta najczęściej dotyka kobiety i objawia się występowaniem bolesnej pokrzywki po każdym kontakcie z wodą. Mimo nieuleczalnej choroby Cherelle pozostaje optymistką i robi wszystko, by cieszyć się życiem.

 

https://www.instagram.com/p/BlRC2k8HjaL/?taken-by=senorita.cherelle

 

źródła: dailymail.co.uk, instagram.com foto youtube.com,

Lato i wakacje to okres wzmożonej aktywności kleszczy. Przebywając na łące czy w lesie nie trudno złapać niechcianego pajęczaka, dlatego warto się zabezpieczać. Szczególnie powinniśmy mieć tu na uwadze dzieci. Przekonała się o tym Jessica Griffin z Wielkiej Brytanii, której córeczka omal nie umarła po ugryzieniu przez kleszcza. 5-letnia Kailyn Kirk doznała dziwnych objawów, a zrozpaczona matka nie wiedziała co jej jest.

 

 

 

Okazało się, że kobieta zbagatelizowała dziwną krostę, jaka pojawiła się na środku skóry głowy dziewczynki, która w rzeczywistości okazała kleszczem. Pajęczak przez niemal 7 dni żywił się krwią dziecka. Kiedy dziewczynka obudziła się kolejnego dnia była apatyczna i skarżyła się na bóle głowy. Dopiero wtedy Jessica zorientowała się jak wielki błąd popełniła.

 

W szpitalu po przeprowadzeniu wstępnych badań i wykonaniu tomografii komputerowej zdiagnozowano, że 5-latka doznała tzw. „paraliżu kleszczowego”, spowodowała go groźna dla dzieci neurotoksyna zawarta w ślinie pajęczaka. Dziewczynka po krótkim pobycie w szpitalu i otrzymaniu odpowiednich leków została wypuszczona do domu.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

 

 

 

 

 

Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządza swojemu dziecku paląc w czasie ciąży. Niesie to z sobą wiele niebezpieczeństw dla maluszka, które w przyszłości mogą bardzo odbić się na jego zdrowiu. Najczęstsze z nich to alergie, astma czy ogólne problemy z układem oddechowym.

 

 

 

 

Badania, które przeprowadziła doktor Nadja Reissland z Uniwersytetu z Durham mają uzmysłowić jak zachowuje się płód w łonie matki, która będąc w ciąży paliła papierosy. Zdjęcia z USG wyraźnie pokazują jak maluszek reaguje na nikotynę. Dziecko łapie się za głowę, zasłania oczy i wygląda na rozdrażnione. Lekarka swoje niezwykle przydatne badania przeprowadziła na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie statystki są zatrważające, ponieważ, aż 12 procent kobiet, które spodziewają się potomka pali papierosy, nie zdając sobie sprawy ile krzywdy sprawia mu ich bezmyślne zachowanie.

 

 

Doktor Reissland planuje na ten temat przeprowadzić jeszcze bardziej szczegółowe badania, które mają na celu w 100 procentach potwierdzić jej teorię. Pani doktor podkreśla, że nie chce atakować palących matek, ponieważ są dorosłe i jest to ich świadomy wybór, jednakże chce zwrócić uwagę na narastający problem  i skłonić do porzucenia nałogu na te szczególne w życiu każdej kobiety 9 miesięcy.

 

 

źródła: 5minutdlazdrowia.pl, foto youtube.com

Ciąża Mariny stanowiła w ostatnim czasie  temat do wielu dyskusji. Żona bramkarza Wojciecha Szczęsnego przez długi czas skrupulatnie ją ukrywała jednak wścibscy dziennikarze robili wszystko, by w końcu zdecydowała się na wyznanie i potwierdziła tę informację. Nie obyło się przy tym od wielu kontrowersji, ponieważ media robiły wszystko by obedrzeć Marinę z prywatności. Piosenkarka wydała emocjonalne oświadczenie, w którym poprosiła wszystkich o uszanowanie jej prywatności.

 

 

 

Na szczęście Łuczenko trudny czas ma już za sobą. Piosenkarka obwieściła bowiem fanom radosną nowinę, 30 czerwca urodziła cudownego synka. Tą dobrą informacją podzieliła się za pomocą mediów społecznościowych i prócz pięknego opisu pojawiło się zdjęcie maleńkiej rączki Liama na jej Instagramie.

 

 

„Kochani, dziękuję Wam serdecznie za wszystkie życzenia urodzinowe i zarazem chciałabym Wam z radością oznajmić, że 30.06.18 przywitaliśmy na świat naszego cudownego synka. Liam jest już z nami w domku i ma się dobrze. Chcielibyśmy z całego serca podziękować dyrekcji i sztabowi medycznemu szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie za profesjonalizm, dyskrecję i wspaniałą opiekę!”

 

 

 

Gorący news sprawił, że w mgnieniu oka zaczęły pojawiać się pierwsze gratulacje. Internauci docenili również gust Mariny, ponieważ śpioszki w jakie ubrany jest Liam przypadły im do gustu. Ubranko wywołało duże zainteresowanie, a wiele przyszłych mam już obiecało sobie, że sprawi swoim pociechom podobne.

 

fot. instagram.com

 

źródła: jastrząbpost.pl, foto youtube.com, instagram.com

Moment w którym Kristy Butler dowiedziała się, że jest w ciąży, był dla  niej czymś wyjątkowym. 24-latka i jej partner Celern dość długo starali się o potomka i w końcu się im udało. Para nie kryła swojego szczęścia. Niestety radość nie trwała długo, ponieważ jej brzuch zaczął niepokojąco się powiększać. Sytuacja zbiła ją z tropu, ponieważ wyglądał tak, jakby poród miał nastąpić lada moment.

 

 

Niedoszła mama wybrała się do ginekologa, aby rozwiać wszelkie wątpliwości. Kristy zaszła w ciążę raptem kilka tygodni wcześniej, a jej brzuch wyglądał, jakby była na ostatniej prostej przed porodem. Podobną opinię wydał lekarz, który stwierdził, że musi być w ok. 8 miesiącu. Mężczyzna argumentował, że po niektórych kobietach początkowo nic nie widać i nagle w krótkim odstępie czasu objętość brzucha znacznie się powiększa.

 

Brytyjka była innego zdania i poprosiła o dodatkowe badania. Niestety potwierdziły one jej najgorsze przypuszczenia. USG jasno pokazało, że faktycznie była w ciąży, jednak płód przestał się rozwijać w jej 6 tygodniu. Okazało się, że brzuch 24-latki wypełnia ogromna torbiel, która spowodowała poronienie. Kristy trafiła na salę chirurgiczną, gdzie przeprowadzono operację zmiażdżonego jajnika i usunięto torbiel. Kobieta spędziła w szpitalu ponad 6 tygodni. Jedyne o czym teraz marzy to kolejna próba powiększenia rodziny.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

To szokujące zdarzenie miało miejsce w miejscowości Bladensburg w stanie Maryland w USA. Matka 6-miesięcznej dziewczynki wynajęła opiekunkę, która miała zajmować się jej córką. Traf padł na 36-letnią Ismael Ramon-Mendozę, która okazała się prawdziwym zwyrodnialcem. Kobieta pod nieobecność matki dotkliwie skrzywdziła jej dziecko. Kiedy ta odkryła co działo się w domu podczas jej nieobecności zawiadomiła policję.

 

 

Z rekonstrukcji zdarzeń wynika, że w czasie kiedy opiekunka smażyła tortillę na obiad, 6-miesięczna dziewczynka nie chciała przestać płakać. Rozwścieczona Mendoza postanowiła wtedy uciszyć dziecko w przerażający sposób. Wyrodna kobieta włożyła stópki półrocznego maleństwa do rozgrzanego oleju, który znajdował się na patelni. Po powrocie do domu matka była zaniepokojona zachowaniem swojej córki. Dziecko ciągle płakało i było niespokojne. Dopiero kiedy zdjęła jej skarpetki i zobaczyła pęcherze na jej stopach wiedziała, że w domu rozgrywał się dramat.

 

 

 

Dziewczynka trafiła do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niej poparzenia 2-stopnia. Oskarżenia padły na kobietę, która się nią zajmowała. Początkowo 36-latka udawała zaskoczoną tym, że dziecko ma poparzone stopy i twierdziła, że nie ma pojęcia, jak to się mogło stać. Matka nie puściła tej bulwersującej sprawy płazem i zawiadomiła policję. Dopiero pod naciskiem funkcjonariuszy wyrodna opiekunka przyznała się do winy. Kobieta stwierdziła, że zrobiła to, ponieważ chciała żeby dziecko było wreszcie cicho…

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

Ciąża ma ogromny wpływ na wygląd kobiety. Wiele pań po porodzie nie jest w stanie wrócić do dawnej formy, przez co niektóre z nich wpadają w ogromne kompleksy i wstydzą się swojego ciała. Podobnie było w przypadku 25-letniej Lisseth Exposito. Do czasu kiedy była szczupłą kobietą jej mąż Jose kochał ją ponad wszystko. Sytuacja uległa zmianie kiedy zaszła w ciążę i urodziła dziecko. Znacznie przytyła, a mąż zaczął się od niej odwracać przezywając od grubasów.

 

 

 

 

Z każdym dniem reakcje 29-latka były coraz gorsze. Mężczyzna nie potrafił zaakceptować, że jego żona ważyła już prawie 179 kilogramów i był na nią wściekły, wmawiał jej, że już zawsze będzie wstrętna i gruba. Nie inaczej było po urodzeniu dziecka. Jose nie chciał się w nic angażować i atakował Lisseth. Ciągłe napięcie i nerwy doprowadziły do rozpadu związku, ponieważ kobieta miała dość obelg pod swoim adresem.

 

 

 

To właśnie wtedy jej życie zmieniło się nie do poznania. 25-latka postanowiła udowodnić, że jest w stanie wyglądać pięknie. Lisseth zdecydowała się na bardzo ważny krok w swoim życiu i podjęła decyzję o zmianie dotychczasowego trybu życia. Kobieta zaczęła chodzić na siłownię i zrezygnowała z wysokokalorycznych potraw. Sport i zbilansowana dieta odmieniły ją, a ona znów zaczęła dostrzegać w sobie piękno. Kiedy któregoś dnia Jose zobaczył metamorfozę swojej byłej żony chciał do niej wrócić. Ona jednak kategorycznie odmówiła, ponieważ nie chce marnować czasu na faceta, od którego nie miała żadnego wsparcia.

 

 

 

źródła: youtube.com, foto youtube.com

 

 

 

Młode małżeństwo z niecierpliwością wyczekiwało momentu narodzin swojego potomka, który miał być dopełnieniem ich wielkiej miłości. Przez długie 9 miesięcy Kara i Nikki przygotowywali się do roli rodziców i dbali o to, by przyszła mama urodziła zdrowe dziecko. Kiedy wreszcie przyszedł czas narodzin cała rodzina w zniecierpliwieniu czekała informacji o maleństwie. Niestety nie były one najlepsze. Kara powiła chłopca, który był poważnie chory.

 

 

 

Jego ciało w 80 procentach pokrywały bardzo dziwne krwawe plamy. Chłopczyk wyglądał bardzo źle i natychmiast został szczegółowo zbadany. Diagnoza, jaką postawił lekarz była dopełnieniem smutku świeżo upieczonych rodziców, maleństwo cierpiało przez znamiona melanocytowe, które pojawiły się w bardzo rzadko spotykanej ilości. Zazwyczaj występują one pojedynczo i nie stanowią zagrożenia dla życia, jednak u Dylana doszło do najgorszego. Ogromna ilość znamion wiązała się z wieloma groźnymi powikłaniami, a najgroźniejszym z nich jest rak skóry.

 

 

 

Rozpoczęła się trudna i długa droga o wyleczenie chłopczyka. Lekarze nie mogąc usunąć tak ogromnych płatów skóry postanowili zastosować innowacyjne metody leczenia. Pod skórę Dylana wszczepiono implanty, które powoli napełniano solą fizjologiczną, aby ją rozciągnąć. Dzięki temu po wycięciu krwawych znamion można było przykryć odsłonięte miejsca. W ciągu 4 lat swojego życia i ciągłej walki o zdrowie chłopczyk przeszedł już 30 operacji, jednak to dopiero początek wyboistej drogi.

 

 

 

Rodzice wierzą, że kiedyś ich ukochany chłopczyk całkowicie pozbędzie się dokuczliwych znamion i robią wszystko, aby mu pomóc, ponieważ chłopiec może w przyszłości zachorować na złośliwy nowotwór skóry. Kara i Nikki walczą i jak zapewniają nigdy nie złożą broni.

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com