Dramatyczne wideo jakie pojawiło się w sieci wyraźnie pokazuje, jak ciężarna matka została porażona paralizatorem przez jednego z funkcjonariuszy. Mimo błagań 20-latki strażnicy z aresztu w Columbus w stanie Ohio pozostali nieugięci i użyli tzw. tesera. Oskarżona Martini Smith została zatrzymana pod zarzutem dźgnięcia nożem swojego partnera. Kobieta wielokrotnie posądzała go wcześniej o bicie, pewnego dnia nie wytrzymała i broniąc swojego ciała dopuściła się zbrodniczego czynu.

 

 

 

 

 

Kiedy znalazła się w więziennej celi, policjanci kazali jej rozebrać się, zdjąć całą biżuterię i założyć regulaminowy, więzienny uniform. Problemy rozpoczęły się w momencie kiedy nie potrafiła usunąć srebrnego kolczyka z języka. Strażnicy zaczynają krzyczeć, a ona w panice manewruje palcami w ustach, jednak nie potrafi sobie poradzić. Coraz bardziej poddenerwowana 20-latka tłumaczy, że ma zdrętwiałe palce, ponieważ przez sześć godzin była skuta kajdankami. Wtedy policjant mówi, że jeżeli go nie wyjmie to porazi ją prądem. Kobieta prosi o papierowy ręcznik, aby sobie pomóc, jednak strażnik jest nieugięty.

 

 

 

 

Po chwili daje jej ostatnie ostrzeżenie i razi ją prądem. Elektrody przeszywają jej nagą klatkę piersiową. Młoda kobieta pada na betonową ścianę i osuwa się na posadzkę celi. Próbuje się zasłaniać, jęczy z bólu i dramatycznie łapie oddech. Po feralnej akcji, pięć dni później Martini Smith poroniła. O swoich traumatycznych przeżyciach, od wypadku minęło 8 lat opowiedziała dziennikarzom. Okazało się, że wszelkie zarzuty pod jej adresem zostały wycofane. Swojego oprawcę raniła w obronie i sąd ją uniewinnił. Mimo to do dziś nie może się otrząsnąć z tamtych dramatycznych wydarzeń, które śnią jej się po nocach. Przyznała, że czuje jakby to było wczoraj. Opowiada o ogromnym bólu jaki czuła po stracie swojego dziecka. Amerykanka przyznała, że nie zapomni tego do końca swoich dni.

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

 

Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządza swojemu dziecku paląc w czasie ciąży. Niesie to z sobą wiele niebezpieczeństw dla maluszka, które w przyszłości mogą bardzo odbić się na jego zdrowiu. Najczęstsze z nich to alergie, astma czy ogólne problemy z układem oddechowym.

 

 

 

 

Badania, które przeprowadziła doktor Nadja Reissland z Uniwersytetu z Durham mają uzmysłowić jak zachowuje się płód w łonie matki, która będąc w ciąży paliła papierosy. Zdjęcia z USG wyraźnie pokazują jak maluszek reaguje na nikotynę. Dziecko łapie się za głowę, zasłania oczy i wygląda na rozdrażnione. Lekarka swoje niezwykle przydatne badania przeprowadziła na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie statystki są zatrważające, ponieważ, aż 12 procent kobiet, które spodziewają się potomka pali papierosy, nie zdając sobie sprawy ile krzywdy sprawia mu ich bezmyślne zachowanie.

 

 

 

Doktor Reissland planuje na ten temat przeprowadzić jeszcze bardziej szczegółowe badania, które mają na celu w 100 procentach potwierdzić jej teorię. Pani doktor podkreśla, że nie chce atakować palących matek, ponieważ są dorosłe i jest to ich świadomy wybór, jednakże chce zwrócić uwagę na narastający problem  i skłonić do porzucenia nałogu na te szczególne w życiu każdej kobiety 9 miesięcy.

 

źródła: 5minutdlazdrowia.pl, foto youtube.com

Głupota tej pary nie zna granic. Rodzice mieszkający w miejscowości Champagne koło Paryża zostali oskarżeni  o  nieumyślne spowodowanie śmierci swojej 13-miesięcznej córeczki. Przeprowadzający sekcję zwłok lekarze wykryli w mleku, które podawano maleństwu ślady leków uspokajających i antydepresantów.

 

 

Dziewczynka kiedy trafiła do szpitala w pobliskim Le Mans była nieprzytomna, zapadła w śpiączkę, z której lekarze nie byli w stanie jej wybudzić. Rodzice Maelyne, 27-letnia Delphine Niepceron i jej partner 43-letni Cyrille Le Got początkowo kłamali lekarzy. Tłumaczyli, że ich córka wypiła kieliszek wina pozostawiony przez jednego z gości, jednak nie udało im się ich oszukać. Przeprowadzone badania wykazały, że w krwi dziewczynki znajdują się toksyczne dawki leków, jakie podaje się osobom cierpiącym na depresję.

 

 

O tym bulwersującym incydencie powiadomiono policję, która przeprowadziła rewizję w domu Francuzów. Funkcjonariusze znaleźli wiele butelek z mlekiem, które zabezpieczono i poddano badaniom. Para prócz zmarłej dziewczynki miała jeszcze drugą, trzyletnią córkę. W jej mleku znaleziono identyczne substancje, jakie rodzice podali Maelyne. Policjanci podejrzewają, że bezmyślni rodzice swój proceder stosowali od dłuższego czasu. Miało to na celu uspokojenie dzieci i sprawienie, aby nie płakały i szybko zasypiały. Oskarżeni nie przyznają się do stawianych zarzutów, a łączna kara jaka im grozi to 20 lat pozbawienia wolności.

 

źródła: dailymail, foto pixabay.com

Zbrodnia jaką popełnił 44-letni Ioan Campeanu jest wręcz nie do opisania. Rumun, który na co dzień mieszkał i pracował w Londynie z zimną krwią zabił swoją 28-letnią dziewczynę. Andre Hilitanu zginęła tylko dlatego, że powiedziała mu, iż jest z nim w ciąży. Kiedy Ioan dowiedział się o tym niezwykle ważnym w życiu każdego rodzica wydarzeniu wcale się nie ucieszył. Nakazał partnerce, by pozbyła się dziecka…

 

 

 

 

28-latka kategorycznie odmówiła. Wtedy Ioan zaciągnął ją do łazienki chwycił nożyczki i kilkukrotnie ugodził ją w brzuch i klatkę piersiową doprowadzając do zgonu. Śmierć jaką poniosła Andre i jej nienarodzone dziecko była tak przerażająca, że kiedy brytyjski sędzia odczytywał jej szczegóły ludzie wychodzili z sali. Jakby tego było mało Campeanu po dokonaniu zbrodni zadzwonił do swojej córki i oznajmił jej co zrobił.

 

 

 

Kobieta szybko zadzwoniła na policję i opowiedziała o telefonie od ojca. Z relacji córki 44-latka wynika, że ten od dłuższego czasu zmagał się z poważnymi problemami psychiatrycznymi i był uzależniony od narkotyków. Rumun spędzi za kratami resztę swoich dni.

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto pixabay.com

10-letni syn Bryan’a Thorrnhill’a z USA sprawiał w ostatnim czasie wiele problemów. Chłopiec dokuczał kolegom i koleżankom w czasie jazdy do szkoły autobusem. Przez swoje naganne zachowanie dostał zakaz podróżowania z innymi dziećmi na 3 dni. Ojciec 10-latka postanowił dać nauczkę swojemu synowi, żeby już nigdy nie krzywdził rówieśników. Kara jaką wymyślił podzieliła Internautów, jednak okazała się bardzo skuteczna.

 

 

Prze kolejne 3 dni drogę do szkoły chłopiec musiał pokonywać biegając, z ciężkim plecakiem. Tuż za nim samochodem jechał jego tata. Mężczyzna nie ugiął się nawet wtedy, gdy padał deszcz.  Bryan opublikował nagranie wraz z komentarzem, gdzie wyjaśnia co zrobiło jego dziecko i jak dużych problemów sobie narobiło. Chłopiec nie dość, że został wyrzucony z autobusu to otrzymał kilkudniowy zakaz podróżowania nim. Tata przyznał, że nie toleruje takiego zachowania.

 

 

 

Droga do szkoły wynosi 1,5 kilometra, a kara trwała szkolny tydzień. Mężczyzna przyznał, że dzięki temu iż syn poczuł ból na własnej skórze nauczył się szacunku dla innych. 5-dniowy karny marszobieg przyniósł spodziewane efekty, a zachowanie 10-latka uległo poprawie, o czym poświadczyli sami nauczyciele. Bryan uważa, że w niektórych sytuacjach powinniśmy pokazywać twardą rękę, ponieważ dzieci w dzisiejszych czasach „tego potrzebują”.

 

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com foto youtube.com

 

Na szokujący pomysł wpadła 37-letnia kobieta z Kolumbii. Przez 9 miesięcy wmawiała swojemu mężowi, że jest z nim w ciąży. Oczywiście była to czysta mistyfikacja, robiła to tylko po to, by wziąć go na litość, ponieważ mężczyzna chciał się z nią rozwieść. Jakby tego było mało pokazała mu fikcyjne zdjęcie USG, które wydrukowała z internetu, a swój brzuch powiększała poduszką, którą ukrywała pod ciuchami. Najgorsze wydarzyło się jednak kilka dni przed planowanym rozwiązaniem.

 

 

 

Rozwiązania jakie zastosowała Antonela Milena Padilla przekonały nie tylko jej małżonka, ale i jego rodzinę, która prosiła, by nie porzucał jej w tak trudnej sytuacji. Mężczyzna uwierzył w kłamstwo i nie zorientował się, że 37-latka go oszukiwała. Zawoził ją nawet na badania USG do szpitala, jednak nigdy nie wszedł z nią do gabinetu. Kiedy wreszcie dziecko miało przyjść na świat kobieta zdecydowała się na kolejny szaleńczy krok, wmówiła wszystkim, że została porwana, odurzona silnymi narkotykami, a gdy się obudziła dziecka już nie było!

 

 

 

Kolumbijka twierdziła, że padła ofiarą gangu zajmującego się handlem ludzkimi narządami. Rodzina, jak i mąż również w to uwierzyli. Z błędu dopiero wyprowadzili ich lekarze z miejscowego szpitala, którzy mieli co do tego wiele wątpliwości. Kobieta nie miała na ciele żadnych ran, a kiedy przeprowadzono badania krwi okazało się, że nigdy nie była w ciąży. Prawda okazała się bardzo bolesna dla mężczyzny, który powiedział, że nie chce jej znać. 40-latek jest zszokowany tym co go spotkało, przyznał, że kobieta wyłudziła od niego wiele pieniędzy i zmarnowała 9 miesięcy życia.

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

Życie małego Yahay’a od  urodzenia było bardzo smutne. Choć był niewinnym dzieckiem przez zniekształconą twarz z jaką się urodził był w swoim rodzinnym mieście wyśmiewany przez innych ludzi. Dziecko było odizolowane od reszty społeczeństwa i przez wiele lat wiodło życie wyrzutka społecznego, ponieważ rodzice nie chcieli narażać go na cierpienie.

 

Zdesperowana  kobieta chcąc walczyć o dobro swojego synka zdecydowała się na dramatyczny apel w Internecie. Opisała jego historię dokumentując ją zdjęciami. Matka liczyła, że kogoś wzruszy dramat chłopca, dzięki czemu otrzyma jakąkolwiek pomoc. Okazało się, że kwota jaką zebrano na operację była niewystarczająca, co jeszcze bardziej pogrążyło w rozpaczy całą rodzinę. Jednak pewnego dnia doszło do cudu, zgłosiła się do nich Fatima Baraka z Australii, która zaoferowała, że opłaci zabieg Yahay’a.

 

Kobieta wiedziała ile jest warte szczęście i życie ludzkie, ponieważ kilka miesięcy wcześniej wygrała walkę z rakiem piersi. Rodzice przystali na propozycję Australijki i powierzyli zdrowie dziecka w jej ręce. W niedługim czasie chłopiec leżał w australijskim szpitalu, gdzie przygotowywano go do zabiegu.

 

Operacja była nie lada wyzwaniem dla lekarzy i mimo tego, że początkowo zakładano iż potrwa 6 godzin, trwała aż 18. Przy twarzy dziecka pracował zespół liczący 30 osób. Światowej sławy chirurdzy dokonali udanej rekonstrukcji buzi, dzięki czemu chłopiec będzie mógł wieść normalne życie. Wzruszenia nie kryli rodzice, jak i kobieta, która sfinansowała zabieg. Dziś Yahay jest normalnym, prawidłowo rozwijającym się dzieckiem, które cieszy się z każdego dnia.

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk foto youtube.com

Celeste Ayala jest dziś na ustach całego świata. Argentyńska policjantka pełniąca służbę w szpitalu im. Marii Ludwiki w Buenos Aires nie pozostała obojętna na los płaczącego, niedożywionego dziecka. Kobieta widząc, że nikt nie miał czasu się nim zająć wyjęła je z łóżeczka i nakarmiła piersią. Zdjęcie z całej sytuacji wykonał kolega, z którym pełniła służbę. Gest został doceniony nie tylko przez jej podwładnych, zachwycił również ludzi na całym świecie.

 

 

 

Argentyńska policjantka udzieliła już wielu wywiadów, a jej zdjęcie stało się jednym z najczęściej pokazywanych fotografii w serwisach informacyjnych. Policjantka przyznała, że zadziałał instynkt macierzyński i gdyby taka sytuacja wydarzyła się ponownie, nie zawahałaby się i zrobiłaby to samo. Zanim nakarmiła malucha zapytała personel, czy może to zrobić. Jej prośba spotkała się z pełną akceptacją.

 

 

 

Fotografię, która rozsławiła Celeste wykonał jej kolega z pracy Marcos Heredia. Zdjęcie spotkało się z pozytywnym odbiorem ze strony Internautów i zostało udostępnione na wielu portalach społecznościowych. Gratulacje pod adresem argentyńskiej policjantki płyną z zewsząd, a ludzie są pełni podziwu, że zdecydowała się nakarmić obce dziecko. Skromna kobieta przyznaje tylko, że spełniła swój obowiązek i zaapelowała do innych, by byli bardziej wrażliwi na problemy małych dzieci.

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

Jenna Folwell z Chandler w Arizonie (USA) przez niemal tydzień kłamała najbliższych i policję, że ktoś porwał jej kilkumiesięcznego synka. Zrozpaczona 19-latka była na tyle wiarygodna, że uwierzyło jej bardzo dużo osób. Młoda kobieta ze łzami w oczach zadzwoniła na policję błagając, by pomogli jej odnaleźć porwane dziecko. Ze szczegółami opowiedziała w jakich okolicznościach doszło do tragedii. Nikt nie zdawał sobie wtedy sprawy, że kobieta mówi nieprawdę.

 

 

 

 

Historia jaką opowiedziała 19-latka zaczyna się na parkingu przed jej domem. Folwell wyznała, że kiedy wkładała chłopca na fotelik, ktoś uderzył ją w głowę. Kiedy odzyskała przytomność dziecka już nie było. Później okazało się, że wszystko sobie wymyśliła, a ciało chłopca ukryte w sportowej torbie przez cały czas leżało w jej mieszkaniu. Gdy prawda wyszła na jaw kobieta stwierdziła, że bała się przyznać, a dziecko zmarło w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

 

 

 

 

Policja szybko ustaliła, że niemowlę zostało zamordowane. Na trop naprowadził ich telefon matki. Kobieta poszukiwała w internecie informacji na temat tego, jak zabić dziecko. Kiedy pokazano jej dowody dała za wygraną i przyznała się do popełnienia zbrodni. 19-latka utopiła jej podczas kąpieli. Za czyn, którego się dopuściła grozi jej dożywocie.

 

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com