31-letni Daniel Brandon od dziecka fascynował się dziką przyrodą. Szczególnie dużą sympatią darzył pająki i węże. I to właśnie miłość do tych drugich doprowadziła do tragedii. Mężczyzna hodował ogromnego ponad 2,5 metrowego pytona, do którego był bardzo przywiązany. Posiadał go od momentu, kiedy gad mieścił się w jego dłoni. Każdego wieczoru wyciągał Tiniego z akwarium i bawił się z nim.

 

 

 

Brytyjczyk darzył stworzenie dużym kredytem zaufania i na pewno nie przewidział, że tamtego feralnego dnia zabawa zakończy się, tak makabrycznie. Wyniki sekcji zwłok i trwające kilka miesięcy śledztwo dowiodło, że Daniel został uduszony przez swojego węża. Początkowo policjanci badali sprawę pod kątem morderstwa bądź nieszczęśliwego wypadku. Najnowsze ustalenia biegłych jednoznacznie wskazały, że 31-latek stał się ofiarą 2,5 metrowego pupila.

 

 

 

Młody mężczyzna prócz pytona, trzymał w mieszkaniu 10 innych gadów, a także tarantule. Śmierć syna okazała się szokiem dla jego matki. Kobieta nie jest w stanie zrozumieć dlaczego syn zginął w tak dramatycznych okolicznościach. Przyznała, że wielokrotnie zwracała mu uwagę, ponieważ Tiny zachowywał się agresywnie nawet w stosunku do swojego opiekuna. Jednak 31-latek przekonywał ją, że wie jak sobie poradzić z ulubieńcem. Niestety tamtego wieczoru wyraźnie zabrakło mu sił, a miłość jego życia doprowadziła go do śmierci.

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Historia 54-letniego Roberto Esquivel Cabrery z Meksyku jest nie do pozazdroszczenia, choć sam jest sobie tego winien. Mężczyzna swoje gigantyczne przyrodzenie zawdzięcza „ćwiczeniom”, dzięki którym jego penis rozciągnął się do gigantycznych rozmiarów 50 cm! W tym celu obwijał go bandażami i zawieszał na nim obciążenia. Robił to po, ponieważ chciał znaleźć się w Księdze Rekordów Guinessa, o co od wielu lat bezskutecznie się ubiega.

 

Mimo pokaźnych rozmiarów, jego członek sprawił mu masę kłopotów utrudniając życie na każdym kroku. Cierpi na częste infekcje dróg moczowych, poza tym nie może znaleźć sobie partnerki, gdyż przez gigantyczne rozmiary penisa seks jest niemożliwy i od lat bezskutecznie szuka pracy. Roberto został zarejestrowany jako osoba niepełnosprawna i co miesiąc pobiera niską rentę, z której musi się utrzymać.

 

54-letni Meksykanin ma żal do całego świata o to, że nikt nie chce uznać go za lidera w swojej kategorii. Mężczyzna uważa, że gdyby jego nazwisko znalazło się w Księdze Rekordów Guinnessa żył był dostatnio i nie musiał martwić się o jutro. Niestety nie uwzględnia ona osób, które sztucznie modyfikowały swoje ciało czy organy. Lekarze wielokrotnie oferowali mu swoją pomoc chcąc skrócić przyrodzenie, jednak on nie zgodził się licząc, że kiedyś zyska popularność na świecie.

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com foto youtube.com.

Historia Ellie Taylor-Davis jest naprawdę wstrząsająca. Dziewczyna kochała się ze swoim chłopakiem, jednak po seksie poczuła się fatalnie. Taki stan rzeczy wytłumaczyła sobie zmęczeniem, jednak po jakimś czasie poczuła, że z jej brzuchem dzieje się coś dziwnego. Bardzo ją to zaniepokoiło, więc zaczęła przeglądać internet, by znaleźć przyczynę swoich  dolegliwości. Po przejrzeniu paru stron, z których treści wynikało, że nie ma powodów do zmartwień uspokoiła się i nie drążyła dalej tego tematu.

Kiedy kilka tygodni później, Ellie wybrała się do ginekologa w celu przeprowadzenia rutynowych badań i po antykoncepcję hormonalną opowiedziała lekarzowi o swoich problemach z brzuchem. Na prośbę pacjentki przeprowadzono dodatkowe badanie mające odnaleźć przyczynę jej cierpienia. 21-latka od tamtego momentu ciągle odczuwała niepokój, a chciała mieć pewność, że z jej zdrowiem jest wszystko w porządku.
 

Informacje jakie przekazał jej lekarz sprawiły, że ugięły się pod nią kolana. Dolegliwości, na które cierpiała okazały się konsekwencją guza. Szczegółowe badania wykazały, że dziewczyna ma raka jajników, który osiągnął bardzo duże rozmiary, miał już 16 cm. Guz powodował ciągły ból i wzdęcia, ponieważ rozpychał organy wewnętrzne. Zycie 21-letniej Ellie było w ogromnym niebezpieczeństwie, dlatego niezwłocznie podjęto decyzję o jego usunięciu. Na całe szczęście historia tej młodej kobiety zakończyła się happy endem. Guz okazał się niegroźny i leczenie nie wymagało zastosowania chemioterapii.

Dziewczyna swoimi przykrymi przeżyciami postanowiła podzielić się z innymi. Ellie ma nadzieję, że jej historia będzie ostrzeżeniem dla kobiet, aby nie bagatelizować podobnych objawów, tylko niezwłocznie udać się do ginekologa.

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

W USA wirus polio (choroba Heinego-Medina) ostatecznie udało się wyeliminować w 1979 roku, dzięki szczepionkom. Wielu do dziś pamięta tragiczne lata 50, kiedy w Stanach wybuchła prawdziwa epidemia. Jedną z takich osób jest Paul Alexander, który na co dzień mieszka w Teksasie. 70-latek to jedna z trzech osób, które przeżyły koszmar tamtych lat. Mężczyzna mimo tego, że nie może samodzielnie oddychać i większość swojego życia spędził w metalowej kapsule, „żelaznym płucu” jest tryskającym humorem starszym panem, który dziękuje Bogu za to, że żyje.

 

Paul, jako sześcioletni chłopak śmiertelnym wirusem zaraził się w roku 1952. Od tamtego momentu jego życie uległo diametralnej zmianie. Chłopiec musiał porzucić wszelkie marzenia o karierze sportowca, nie mógł też bawić się ze swoimi rówieśnikami. Odtąd Paul Alexander całe swoje dotychczasowe życie spędził zamknięty w wielkim, metalowym pudle. Mimo cierpienia, postanowił, że nie może się poddać, ponieważ życie jest tylko jedno. Mężczyzna nauczył się pisać za pomocą długopisu w ustach, potrafi odebrać telefon, a nawet skończył studia i został prawnikiem. Tryskający energią 70-latek jest przykładem dla ludzi, którzy cierpią na inne nieuleczalne choroby. Paul udowodnił, że jeśli się chce to można.

 

Jego maszyna, to respirator, który generuje podciśnienie w klatce piersiowej. Dzięki temu Paul może oddychać. Amerykanin jest jedną z ostatnich żyjących na świecie osób, które korzysta z takiego urządzenia. Choroba Heinego-Medina, na którą cierpi prawnik, to wirusowe zapalenie rogów przednich rdzenia kręgowego. Do zarażenia dochodzi drogą fekalno-oralną. Podczas choroby mogą pojawić się symptomy zapalenia opon mózgowych bądź podrażnienia mięśni oddechowych.

 

źródła: metro.co.uk, youtube.com foto youtube.com

Przygoda jaka spotkała Waktera Carr’a z Alabamy w USA wydaje się z pozoru czymś normalnym, ponieważ każdemu z nas mogą zdarzyć się kłopoty z samochodem. Jednak to co zrobił ten mężczyzna jest naprawdę wyjątkowe. Amerykanin zmienił pracę, miał pracować w firmie zajmującej się przeprowadzkami. Traf chciał, że dzień przed jej rozpoczęciem samochód odmówił mu posłuszeństwa. Mężczyzna nie chciał dać  plamy pierwszego dnia, więc postanowił pokonać całą trasę na piechotę!

 

 

 

Droga jaką musiał przejść wynosiła aż 38 kilometrów mimo to nie zraził się i postanowił ją przejść na własnych nogach. Wyszedł z domu chwilę po północy, ponieważ do pracy miał na 7.00 i rozpoczął swoją wędrówkę. Po 32 kilometrach tułaczki zmęczonego Waltera dostrzegł przejeżdżający drogą policjant. Mężczyzna zatrzymał radiowóz, nakarmił i po krótkiej pogawędce postanowił zawieźć do domu, którego mieszkańców Walter i jego nowi koledzy z pracy mieli przeprowadzać.

 

 

 

 

Mężczyzna nie dość, że nie spóźnił się nawet minuty, był przed czasem pół godziny, to mimo trudów jakie go spotkały postanowił od razu wziąć się do pracy. Historia chłopaka urzekła właściciela firmy Bellhops, który postanowił wynagrodzić swojego pracownika. Za trud i zaangażowanie Carr otrzymał od szefa jego SUV-a! Sprawa młodego chłopaka wzruszyła również internautów, którzy pomogą mu zrealizować marzenia, jakim są studia medyczne i służba w marines. Na ich realizację uzbierali już ponad 80 tysięcy dolarów.

 

 

 

źródła: foxnews.com, youtube.com foto youtube.com

Wydawać, by się mogło, że ta historia nie wydarzyła się naprawdę, jednak takie zdarzenie nie dość, że zostało odnotowane, to udokumentowano je na zdjęciach. Mężczyzna, który urządził sobie szalony, nagi bieg to 21-letni Marek H., obywatel Czech, na stałe mieszkający w Libercu. Okazało się, że schwytany golas zażył zbyt dużą dawkę LSD, twierdził, że narkotyk pozwala mu zwalczać depresję, jednak tym razem zadziałał na niego zupełnie inaczej.

 

 

Czech wyznał, że po zażyciu dawki poczuł się bardzo dziwnie. Wydawało mu się, że stał się tygrysem syberyjskim, a „zwierzęcy instynkt” podpowiedział mu, że czas rozpocząć łowy. Nie namyślając się zbyt długo zrzucił odzienie i na czworakach pognał w nieznane. 21-latek biegł w ten sposób przez dobrych 8 godzin, najpierw dotarł lasami na terytorium Polski, a ostatecznie ujęto go w przygranicznym niemieckim mieście Gorlitz, gdzie stał nago na peronie.

 

 

Przemierzając polskie lasy został uwieczniony na tzw. fotopułapce, którą zamontowano na jednym z drzew. Śledczy ustalili, że udało mu się pokonać dwie granice, a dystans jaki pokonał to 25 kilometrów. Podczas zatrzymania nie znaleziono przy nim żadnych substancji psychoaktywnych. Mężczyzna dostał mandat za obnażanie się w miejscach publicznych i został odwieziony do Czech.

 

źródła: ckm.pl, foto youtube.com

Historia 22-letniego Brocka Mieister’a z Plymouth w USA jest niewiarygodna. Młody mężczyzna trzykrotnie wyrywał się ze szponów śmierci. Jego życie od samego początku było wyboistą drogą. Po przyjściu na świat nie oddychał, a kiedy miał kilkanaście lat zachorował na raka mózgu. Brock dostawał chemię i przeszedł radioterapię. Mimo fatalnego położenia pokonał śmiertelnego wroga, jednak ostatnia przygoda jaka mu się przydarzyła jest wręcz nieprawdopodobna.

 

 

 

 

Pewnego styczniowego wieczoru wraz ze swoim przyjacielem podróżował jego pikapem. Na drodze panowały fatalne warunki mimo to postanowili przejechać kilka kilometrów, by dostać się do domu, w którym mieli spotkać z resztą swojej paczki. Okrutny los sprawił, że ich auto wpadło w poślizg na śliskiej nawierzchni i wjechało do rowu. Na nieszczęście dla Brocka impet uderzenia skupił się na jego stronie, ponieważ samochód upadł na bok od strony pasażera.

REKLAMA
REKLAMA

 

22-latek w wyniku zdarzenia doznał poważnych obrażeń, uderzył głową w szybę rozbijając ją. Młody mężczyzna przyznał, że bardzo bolała go szyja, a krew spływała mu po całej twarzy mimo to chciał wysiąść z samochodu. Na szczęście nie pozwolił mu na to przyjaciel. Tym samym uratował mu życie, ponieważ po przewiezieniu do szpitala okazało się, że Brock doznał „dekapitacji wewnętrznej” (oddzielenia czaszki od kręgosłupa). Jest to poważny uraz, który w większości przypadków kończy się zgonem osoby poszkodowanej. Na szczęście dla Brocka los znów okazał się łaskawy.

 

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com foto youtube.com

Historia kochliwego 27-latka z Francji nie zakończyła się happy endem. Mężczyzna na własnej skórze przekonał się do czego może posunąć się kobieta, która została zdradzona. Francuski Casanova miał cel, który do tej pory udawało mu się realizować w 100 procentach. Chciał uwieść i wykorzystać jak najwięcej kobiet. Umawiał się z nimi przez Internet. Według jednej z poszkodowanych, które się z nim zetknęły młody amant zapewniał, że to właśnie „ona” jest dla niego najważniejsza, a on będzie wiernym sługą spełniającym wszystkie zachcianki.

 

 

Prawda była zgoła odmienna, ponieważ 27-latek miał równocześnie jeszcze trzy inne dziewczyny. Misterny plan runął w momencie kiedy panie zorientowały się, że jest kłamcą i zostały przez niego okrutnie wykorzystane. Panie dowiedziały się o sobie, zorganizowały spotkanie i zaplanowały okrutną zemstę, którą postanowiły wprowadzić w życie. Ku ogromnemu zdziwieniu romantyka wszystkie cztery zjawiły się w jego mieszkaniu równocześnie i spuściły mu srogie lanie.

 

 

Francuski Casanova nie miał żadnych szans w starciu z rozwścieczonymi kobietami. Mężczyzna został mocno poturbowany, a eskalację przemocy przerwała policja zaalarmowana przez przerażonych sąsiadów, którzy słyszeli krzyki, przekleństwa i wycie dochodzące z jego mieszkania. Jakby tego było mało kobiety zabrały wszystkie drogie prezenty, którymi go wcześniej obdarowały. Sprawę bada policja, która postawiła zarzuty rozboju i kradzieży wszystkim paniom. Poobijany 27-latek znajduje się w szpitalu. Po całej sytuacji zrezygnuje zapewne z podobnych amorów.

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Niewyobrażalna tragedia jaka dotknęła 48-letniego Grega Mantefufela z Winconsin w USA odmieniła jego życie do góry nogami. Mężczyzna był wielkim miłośnikiem psów i to właśnie ona doprowadziła go na skraj życia i śmierci. W czasie zabawy ze swoim pupilem zaraz się od niego bardzo niebezpieczną bakterią. Zakażenie było tak poważne, że jego wszystkie kończyny zaczęły obumierać.

 

 

 

Amerykanin uwielbiał zwierzęta, a przede wszystkim psy. Nikt z jego bliskich nie spodziewał się, że może przytrafić mu się coś takiego, ponieważ nigdy nie narzekał na zdrowie. Kiedy pewnego dnia poczuł się źle i został zabrany do szpitala, lekarze podejrzewali, że cierpi na grypę. Niestety działo się z nim coś bardziej groźnego. Na ciele Grega pojawiły się dziwne, czerwone plamy, co zaniepokoiło personel. Dopiero szczegółowe badania dały prawdziwą diagnozę.

 

 

 

 

Okazało się, że 48-latek zaraził się od swojego psa bakterią o nazwie Capnocytophaga występującą w ślinie psów, jak i kotów. Bakteria jest szczególnie groźna dla osób z osłabioną odpornością, reszta nie ma się czego bać. Wiąże się z nią wiele groźnych dla życia ludzkiego powikłań, a w skrajnych sytuacjach może zakończyć się śmiercią. W przypadku Grega doszło do spadku ciśnienia krwi w organizmie i osłabienia krążenia co miało dla niego fatalne konsekwencje.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com