Przerażającego odkrycia w swoim samochodzie dokonał 47-letni Chris Nguyen z USA. Mężczyzna od kilku dni zmagał się z dość uciążliwym problem w swoim samochodzie. Auto nie chciało odpalać, a kiedy już udało się je uruchomić gasło kilka minut po wyjeździe na drogę. Zniecierpliwiony 47-latek postanowił rozwiązać problem na własną rękę. Otworzył maskę, rozebrał części i wtedy ku jego ogromnemu przerażeniu ukazał się gigantyczny wąż.

 

 

 

Problemy z jakimi zmagał się 47-latek zaczęły się od dnia kiedy odwiedził swoją mamę. Kiedy wrócił do auta za nic w świecie nie mógł go odpalić. Gdy mu się to udało samochód zgasł po 10 minutach. Wtedy nie spodziewał się, że znajdzie w nim ponad 2-metrowego węża. Na szczęście w porę uciekł od samochodu i zaalarmował policję. Stróże prawa byli niemniej zszokowani niż on.

 

 

 

Później okazało się, że schronienie pod maską samochodu 47-latka  znalazł sporych rozmiarów pyton. Podczas swojego krótkiego pobytu wąż zdołał narobić wielu szkód. Uszkodził wspomaganie kierownicy i alternator. Wyciąganie zdenerwowanego gada zajęło ponad 4 godziny na szczęście operacja zakończyła się pełnym sukcesem.

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

W USA wirus polio (choroba Heinego-Medina) ostatecznie udało się wyeliminować w 1979 roku, dzięki szczepionkom. Wielu do dziś pamięta tragiczne lata 50, kiedy w Stanach wybuchła prawdziwa epidemia. Jedną z takich osób jest Paul Alexander, który na co dzień mieszka w Teksasie. 70-latek to jedna z trzech osób, które przeżyły koszmar tamtych lat. Mężczyzna mimo tego, że nie może samodzielnie oddychać i większość swojego życia spędził w metalowej kapsule, „żelaznym płucu” jest tryskającym humorem starszym panem, który dziękuje Bogu za to, że żyje.

 

 

Paul, jako sześcioletni chłopak śmiertelnym wirusem zaraził się w roku 1952. Od tamtego momentu jego życie uległo diametralnej zmianie. Chłopiec musiał porzucić wszelkie marzenia o karierze sportowca, nie mógł też bawić się ze swoimi rówieśnikami. Odtąd Paul Alexander całe swoje dotychczasowe życie spędził zamknięty w wielkim, metalowym pudle. Mimo cierpienia, postanowił, że nie może się poddać, ponieważ życie jest tylko jedno. Mężczyzna nauczył się pisać za pomocą długopisu w ustach, potrafi odebrać telefon, a nawet skończył studia i został prawnikiem. Tryskający energią 70-latek jest przykładem dla ludzi, którzy cierpią na inne nieuleczalne choroby. Paul udowodnił, że jeśli się chce to można.

 

Jego maszyna, to respirator, który generuje podciśnienie w klatce piersiowej. Dzięki temu Paul może oddychać. Amerykanin jest jedną z ostatnich żyjących na świecie osób, które korzysta z takiego urządzenia. Choroba Heinego-Medina, na którą cierpi prawnik, to wirusowe zapalenie rogów przednich rdzenia kręgowego. Do zarażenia dochodzi drogą fekalno-oralną. Podczas choroby mogą pojawić się symptomy zapalenia opon mózgowych bądź podrażnienia mięśni oddechowych.

 

źródła: metro.co.uk, youtube.com foto youtube.com

Historia 24-letniego Davide Morany z hiszpańskiego miasta Murcja jest naprawdę przerażająca. Chłopak, który był wulkanem energii, kochał sport, a przede wszystkim cieszył się dobrym zdrowiem przez fatalną pomyłkę lekarzy został kaleką na całe życie. Problemy młodego mężczyzny zaczęły się w styczniu tego roku. Davide, kiedy tylko poczuł się źle zgłosił się do lekarza. Niestety podczas pobytu w szpitalu żaden z medyków, którzy go badali nie potrafił zdiagnozować, że zagraża mu śmiertelne niebezpieczeństwo!

 

 

 

24-latek uskarżał się na silne bóle w okolicach żuchwy. W szpitalu przeprowadzono rutynowe badania, pobrano również krew i mocz do analizy. Lekarze  stwierdzili, że Davide ma grypę, przepisali stosowne leki i kazali przez dwa tygodnie nie wychodzić z łóżka. Niestety leczenie nie przyniosło spodziewanych rezultatów, a stan mężczyzny uległ znacznemu pogorszeniu. Bolały go nogi, a na stopach i twarzy pojawiły się dziwne brązowe plamy.

 

 

 

Młody Hiszpan ponownie trafił do szpitala. Dopiero wtedy zdiagnozowano u niego sepsę. Stan 24-latka określono jako bardzo ciężki. Choroba postępowała bardzo szybko i zaatakowała najważniejsze organy jego ciała. Jedynym ratunkiem okazała się amputacja nóg i rąk. Kończyny, które służyły mu do normalnego funkcjonowania w jednej chwili zostały usunięte. Davide w ciągu ostatnich kilku miesięcy przeżył swój życiowy dramat. Teraz zbiera pieniądze na protezy, a jego marzeniem jest powrót do ukochanego sportu.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

31-letni Daniel Brandon od dziecka fascynował się dziką przyrodą. Szczególnie dużą sympatią darzył pająki i węże. I to właśnie miłość do tych drugich doprowadziła do tragedii. Mężczyzna hodował ogromnego ponad 2,5 metrowego pytona, do którego był bardzo przywiązany. Posiadał go od momentu, kiedy gad mieścił się w jego dłoni. Każdego wieczoru wyciągał Tiniego z akwarium i bawił się z nim.

 

 

 

Brytyjczyk darzył stworzenie dużym kredytem zaufania i na pewno nie przewidział, że tamtego feralnego dnia zabawa zakończy się, tak makabrycznie. Wyniki sekcji zwłok i trwające kilka miesięcy śledztwo dowiodło, że Daniel został uduszony przez swojego węża. Początkowo policjanci badali sprawę pod kątem morderstwa bądź nieszczęśliwego wypadku. Najnowsze ustalenia biegłych jednoznacznie wskazały, że 31-latek stał się ofiarą 2,5 metrowego pupila.

 

 

 

Młody mężczyzna prócz pytona, trzymał w mieszkaniu 10 innych gadów, a także tarantule. Śmierć syna okazała się szokiem dla jego matki. Kobieta nie jest w stanie zrozumieć dlaczego syn zginął w tak dramatycznych okolicznościach. Przyznała, że wielokrotnie zwracała mu uwagę, ponieważ Tiny zachowywał się agresywnie nawet w stosunku do swojego opiekuna. Jednak 31-latek przekonywał ją, że wie jak sobie poradzić z ulubieńcem. Niestety tamtego wieczoru wyraźnie zabrakło mu sił, a miłość jego życia doprowadziła go do śmierci.

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

To co przydarzyło się 63-letniemu Aigali Supugaliewowi i jego rodzinie sprawia, że włos jeży się na głowie. Kazach wyszedł z mieszkania 9 lipca i został uznany za zaginionego. Kiedy kilka tygodni później w okolicach jego domu policjanci natrafili na rozkładające się zwłoki byli niemal pewni, że to Aigali. Na potwierdzenie tej teorii wykonano badania DNA, które wskazały, że to właśnie on. Rodzina z czystym sumieniem pochowała doczesne szczątki mężczyzny. Dwa miesięce po uroczystości wydarzyło się coś niesamowitego!

 

 

 

Kiedy pogrążona w żałobie rodzina opłakiwała śmierć krewnego ten jak gdyby nigdy nic wrócił do rodzinnego domu! Dzień w którym 63-latek stanął u progu swojego mieszkania jego bliscy zapamiętają do końca życia. Z relacji brata Kazacha wynika, że był to dla nich prawdziwy szok, ponieważ badania DNA potwierdziły tożsamość Aigali! Widok zmarłego wujka sprawił, że jego bratanica omal nie dostała zawału.

 

 

 

 

Rodzina 63-latka nadal nie może otrząsnąć się z szoku jaki przeżyła i ma żal do ekspertów o fatalną pomyłkę jaką popełnili podczas badania szczątków. Krewni Aigali zastanawiają się teraz kogo tak naprawdę pochowali i kto zwróci im koszty jakie ponieśli za wyprawienie pogrzebu. Sprawa zakończy się przed kazachskim sądem, a rodzina liczy na wysokie odszkodowanie. Okazało się, że Kazach, który swoim zniknięciem sprawił wiele problemów swoim bliskim pracował w tym czasie w odległym gospodarstwie i zapomniał powiadomić o tym swoich bliskich.

 

 

 

źródła: o2.pl, foto youtube.com

Amou Haji to bez wątpienia „najbrudniejszy” człowiek na świecie. 80-letni Irańczyk od niemal 60-lat nie mył swojego ciała i jak twierdzi wcale nie czuje się z tym źle! Mieszkający na co dzień na pustyni, z dala od ludzkich zabudowań staruszek jest przekonany, że higiena osobista miała negatywny wpływ na jego zdrowie. Mężczyzna ze względu na swój specyficzny tryb życia nigdy się nie ożenił i raczej stroni od ludzi. Mieszkańcy najbliższej wioski Dejgah są pewni, że 80-latek oszalał i na jego widok pukają się w głowę. Amou nic sobie z tego nie robi i od lat żyje, tak jak mu wygodnie.

 

 

 

 

Starszy pan jest nie lada atrakcją dla turystów i dziennikarzy, z którymi chętnie rozmawia. W rozmowach podkreśla, że przestał się kąpać, ponieważ skłoniły go do tego życiowe perypetie i choroba dzięki , której zrozumiał, że czystość przynosi mu więcej szkody niż pożytku! Haji uważa, że odkąd przestał się kąpać czuje się zdecydowanie zdrowiej i jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

 

 

 

Wiekowy Irańczyk to prawdziwy fenomen nie dość, że się nie myje to unika spożywania świeżych pokarmów, a jego głównym składnikiem odżywczym jest padlina, której szuka podczas wędrówek po pustyni. Wolne chwile spędza na paleniu fajki, którą nabija zwierzęcymi odchodami, a odpoczywa w specjalnie wykopanej podziemnej jamie, która chroni go przed południowym słońcem i mroźnymi, pustynnymi nocami. Wody używa tylko po to, aby zgasić pragnienie.

 

źródła: kozaczek.pl, youtube.com foto youtube.com

Historia 25-letniego Tomasza Nadolskiego jest naprawdę przygnębiająca. Choć jest już dorosłym mężczyzną, to nadal wygląda jak w dniu swoich 12 urodzin i nie jest z tego powodu w ogóle szczęśliwy. Życie Tomka to pasmo bólu i ogromnych problemów. Młody mężczyzna cierpi na bardzo rzadką i nieuleczalną chorobę Fabry’ego wywołaną brakiem enzymu o nazwie alfa-galaktozydaza odpowiedzialnego za przemianę materii. Konsekwencje jej braku są tragiczne dla organizmu chorego, doprowadzają do powolnego niszczenia jego narządów wewnętrznych.

 

 

Tomek od najmłodszych lat nie miał w życiu lekko. Rówieśnicy naśmiewali się z jego wyglądu, mimo, że dorównywał im wiedzą i intelektem, to różnił się od nich fizycznie. Kiedy widział jak koledzy dojrzewają, a on nadal wygląda jak dzieciak sprawiało mu to ogromny ból i często miewał chwilę załamania. Mimo różnych porad lekarskich żaden z nich nie potrafił zdiagnozować co mu dolega. Wmawiano mu nawet chorobę psychiczną.

 

 

 

25-latek, który na każdym kroku, czy to w urzędzie, czy w pociągu spotyka się z wieloma przeszkodami, ponieważ ludzie traktują go jak dziecko był bohaterem programu TVN „Uwaga”. To właśnie tam widzowie mogli poznać jego przerażającą historię. Tomek ze szczegółami opowiedział o tym, jak wygląda jego życie i jak bardzo w normalnym funkcjonowaniu przeszkadza mu wygląd. Chłopak przyznał, ze ma dość tłumaczenia iż jest ciężko chory i to właśnie przez chorobę wygląda jak 12-latek. Mimo tego, że jest uwięziony w ciele dziecka to robi wszystko, by cieszyć się życiem.

 

 

 

źródła: rmfmaxxx.pl, youtube.com foto youtube.com

Historia tego mężczyzny to przykład na to, że ludzkie życie w mgnieniu oka może ulec całkowitej zmianie. Ponad 20 lat temu przechadzając się po swojej okolicy, mężczyzna jest mieszkańcem Bangladeszu, spotkał się oko w oko z tygrysem. Przygoda ta zakończyła się dla niego tragicznie i  niemal cudem nie przypłacił jej życiem, jednak odniósł wiele dotkliwych ran, które zaważyły na jego dalszej egzystencji.

 

 

W regionie, w którym mieszka Ali tygrysy nie są niczym nadzwyczajnym jednak bardzo rzadko  dochodzi do ich bezpośredniego kontaktu z człowiekiem, tym bardziej ataków. W tamtej chwili Bengalczyk myślał, że zwierzę go zignoruje i spokojnie minie jednak stało się zupełnie inaczej. Tygrys rzucił się na niego i zmasakrował jego twarz. Dziś mężczyzna ma 40 lat, jednak atak drapieżnika utkwił  głęboko w jego pamięci i wydaje mu się, jakby to było wczoraj. Pamięta, że przeżył niesamowity ból i szok. Swoje życie zawdzięcza rybakom, którzy odgonili rozwścieczone zwierzę.

 

 

 

 

Mężczyzna stracił dużą ilość krwi, a lekarze cudem go uratowali. Mimo wszelkich starań jego twarz na zawsze pozostanie zdeformowana. Dla młodego chłopaka jakim w chwili wypadku był Hashmot Ali wypadek z tygrysem był prawdziwym piętnem,  z którym zmaga się do tej pory. Przez swój wygląd stracił przyjaciół, a kiedy się pojawiał ludzie odwracali wzrok z obrzydzenia. Swoje blizny ukrywał pod chustą, zdarzały się również momenty, że przez wiele tygodni nie wychodził z domu.

 

 

Wypadek zostawił ogromne piętno w jego psychice, mimo to próbuje żyć normalnie. Mężczyzna liczy, że przyjdzie czas kiedy będzie mógł przejść operację plastyczną i cieszyć się każdą chwilą.

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

Mężczyzna, który podczas spotkania z Jacqueline Ades nie mógł oprzeć się jej wdziękowi na własnej skórze przekonał się do czego jest zdolna. 33-letnia makijażystka z USA okazała się bowiem kobietą z piekła rodem! Biznesmen z Arizony postanowił umówić się z nią na randkę, ponieważ Jacqueline zawróciła mu w głowie. Wszystko układało się dobrze do momentu, w którym zakomunikował jej, że ma żonę i dzieci i nie może się z nią więcej spotykać.

 

 

 

Odrzucona makijażystka nie mogła znieść zniewagi jaka ją spotkała i postanowiła urządzić biznesmenowi piekło na ziemi. Kobieta wysyłała mu tysiące obraźliwych sms-ów, groziła w nich nawet śmiercią. Jacqueline posunęła się nawet do tego, że włamała się do jego mieszkania. To jednak nie koniec nieprzyjemności jakie spotkały mężczyznę. 33-latka narobiła mu wstydu przed kolegami z pracy i przedstawiała się im jako jego żona!

 

 

 

W pewnym momencie mężczyzna uznał, że miarka się przebrała i skierował sprawę na policję. Ades postawiono zarzuty, oskarżono ją min. o stalking i nękanie. 33-latka podczas jednej z rozpraw wyparła się wszystkiego i wyznała, że nie czuje się winna. Mimo wszystko mężczyzna sam jest sobie winien, ponieważ gdyby był wiernym i kochającym mężem nie szukał by wrażeń z nieznajomą kobietą.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com