Niektórzy twierdzą, że wygląd nie ma znaczenia, liczy się wnętrze i to jakim człowiek jest się naprawdę. Trudno jednak nie oprzeć się pokusie, że teza ta jest dość mylna i zbyt ogólnikowa. Przykładem jest 19-letnia Rosjanka, na punkcie jej urody szaleje tysiące nastolatek w Rosji i na świecie. Mało tego uważają ją za ideał kobiety i za wszelką cenę próbują się do niej upodobnić. Szaleństwo na punkcie ślicznej Liki Andreevy osiągnęło już granicę absurdu!

Dziewczyna została uznana za najpiękniejszą kobietę do lat 20 w Rosji. Popularność jaką zyskała zawdzięcza mediom społecznościowym. Jej profil na Instagramie obserwuje prawie 300 tysięcy osób, a liczba ta z każdym dniem staje się coraz większa. Niektórzy już wróżą jej wielką światową karierę modelki. Jakby tego było mało młoda Rosjanka zarzeka się, że urodę odziedziczyła w genach i nigdy nie udoskonalała swojego wyglądu.

 

 

Trzeba przyznać, że Lika Andreeva naprawdę wygląda jak kobieta doskonała, Piękne długie blond włosy, zmysłowe usta, czy idealna talia osy tylko dodają jej seksapilu. Fani i fanki młodej Rosjanki są niemal pewni, że ich idolka jest w 100 procentach naturalna o czym świadczą pozytywne komentarze pod każdym zdjęciem jakie publikuje. Nastolatki czekają  teraz na moment, kiedy Lika zdradzi im co zrobić żeby wyglądać tak jak ona.

 

 

 

źródła: papilot.pl, foto instagram.com

Może się wydawać, że życie pogodnej i pięknej Meghan Gilbert od początku było usłane różami. Niestety historia tej wysportowanej dziewczyny jest bardzo smutna, a to co przeżywała jako nastolatka, o mały włos nie doprowadziło jej do samobójstwa. Dziewczyna jeszcze kilka lat temu zmagała się z problemem otyłości i ważyła 90 kilogramów. Przez swoją masę była szykanowana przez koleżanki i kolegów z klasy. Doprowadziło ją to do ogromnych kompleksów, przez co załamała się psychicznie. Ucieczki od problemów szukała w alkoholu i narkotykach.

 

 

Niewiele brakowało, a przez problemy mogła stracić życie. Meghan zażyła o jedną tabletkę za dużo i wylądowała w szpitalu. Od lekarzy dowiedziała się, że była na granicy życia i śmierci. Kiedy pewnego dnia spojrzała na jeden ze swoich tatuaży, na którym widniał napis „krocz przed siebie idąc za wiarą, nie za wzrokiem” postanowiła, że musi uwierzyć w siebie i zmienić swoje życie na lepsze.

 

 

Dziewczyna rozpoczęła morderczą walkę ze swoimi słabościami. Wróciła do Boga, dzięki czemu odzyskała nadzieję na bycie lepszą osobą. Porzuciła też toksycznych znajomych, którzy zniszczyli jej życie. Zaczęła również regularnie uprawiać sport i chodzić na siłownię. Dzisiaj jest modelką fitness, uczęszcza na regularne ćwiczenia i stosuje zdrową dietę. Swoją przemianę opisuje na Instagramie, gdzie obserwuje ją wiele osób. 21-latka stała się dla nich inspiracją i nadzieją na lepszą przyszłość.

 

 

źródła: independent.co.uk, foto instagram.com

Amou Haji to bez wątpienia „najbrudniejszy” człowiek na świecie. 80-letni Irańczyk od niemal 60-lat nie mył swojego ciała i jak twierdzi wcale nie czuje się z tym źle! Mieszkający na co dzień na pustyni, z dala od ludzkich zabudowań staruszek jest przekonany, że higiena osobista miała negatywny wpływ na jego zdrowie. Mężczyzna ze względu na swój specyficzny tryb życia nigdy się nie ożenił i raczej stroni od ludzi. Mieszkańcy najbliższej wioski Dejgah są pewni, że 80-latek oszalał i na jego widok pukają się w głowę. Amou nic sobie z tego nie robi i od lat żyje, tak jak mu wygodnie.

 

 

 

 

Starszy pan jest nie lada atrakcją dla turystów i dziennikarzy, z którymi chętnie rozmawia. W rozmowach podkreśla, że przestał się kąpać, ponieważ skłoniły go do tego życiowe perypetie i choroba dzięki , której zrozumiał, że czystość przynosi mu więcej szkody niż pożytku! Haji uważa, że odkąd przestał się kąpać czuje się zdecydowanie zdrowiej i jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

 

 

Wiekowy Irańczyk to prawdziwy fenomen nie dość, że się nie myje to unika spożywania świeżych pokarmów, a jego głównym składnikiem odżywczym jest padlina, której szuka podczas wędrówek po pustyni. Wolne chwile spędza na paleniu fajki, którą nabija zwierzęcymi odchodami, a odpoczywa w specjalnie wykopanej podziemnej jamie, która chroni go przed południowym słońcem i mroźnymi, pustynnymi nocami. Wody używa tylko po to, aby zgasić pragnienie.

 

źródła: kozaczek.pl, youtube.com foto youtube.com

Ciało 13-letniej dziewczynki znalezione w argentyńskim wulkanie Llullaillaco, to niezwykle fascynująca zagadka naukowa. Naukowcy nazwali ją La Doncella, a jej śmierć nastąpiła około 500 lat temu. Przyglądając się jej z bliska aż trudno w to uwierzyć, ponieważ jej skóra i włosy zachowały się w idealnym stanie. Według opinii badaczy dziecko zostało najprawdopodobniej złożone w ofierze. La Doncella zmarła z wychłodzenia na wysokości 6739 metrów nad poziomem morza.

 

 

 

Oprócz niej znaleziono jeszcze dwa ciała, 7-letniego chłopca i 5-letniej dziewczynki. Jednak tylko ciało najstarszej dziewczyny zachowało się w idealnym stanie. 13-latka była bardzo dobrze ubrana, wokół niej leżało wiele drogocennych przedmiotów. Miała też zaplecione warkoczyki. Badania wykazały, że przed śmiercią została odurzona narkotykami, w jej ustach były liście koki i w przeciwieństwie do pozostałej dwójki umierała spokojna.

 

 

 

 

 

Dzięki wielu żmudnym badaniom naukowcy ustalili wiele interesujących szczegółów. Dzięki fragmentom włosów czy analizie krwi odkryli oni, że dziecko rok przed śmiercią przeszło nagłą zmianę diety. Była tuczona, aby zadowolić bóstwa Inków. Prócz tego sprawdzili poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, przebieg rytuału, substancji odurzających i przebytych chorób.

 

 

 

 

 

Jej ciało znajduje się obecnie w argentyńskim muzeum, gdzie panujące warunki są podobne do tych, jakie występują na szczycie wulkanu. Każdy turysta jeśli tylko tego zapragnie może zobaczyć dzieci, które spoczywają w specjalnej komorze.

 

 

 

źródła: kafeteria.pl, youtube.com, foto youtube.com

 

Niezwykle zaskakujące zdarzenie zarejestrowała kamera w jednym z chińskich szpitali. Początkowo widzimy pusty korytarz i łóżko, na którym leży kobieta. Pacjenta umiera i wtedy zaczyna się dziać coś niesamowitego.

 

 

W pewnym momencie możemy dostrzec, jakby dusza wypływała z ciała zmarłej. Nagranie sprawia, że mamy ciarki na plecach! Sam film wygląda bardzo realistycznie, lecz mógł to być, dzięki dobrze rozwiniętej technice zwykły żart. Zresztą oceńcie sami!

 

 

 

źródła: youtube.com, foto youtube.com

Śmierć dziecka to najtrudniejszy moment w życiu człowieka. Spotkało to Gruzinkę Tsiuri Kwartatsheila. Kobieta do tej pory nie może pogodzić się ze stratą syna, który zmarł w wieku 22 lat. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że kobieta od 1995 roku przetrzymuje jego ciało w trumnie z małym okienkiem w domowej piwnicy!

 

Od 22 lat praktycznie codziennie Gruzinka dba o doczesne szczątki swojego dziecka. Początkowo balsamowała zwłoki tradycyjnymi metodami. Później miała sen, w którym tajemnicza zjawa poinstruowała ją by używała do tego wódki! Zgodnie z zaleceniami okładała ciało syna prześcieradłami nasączonymi wódką. Uważa, że dzięki temu udaje jej się przywrócić je do stanu przedśmiertnego. Przez lata na każde urodziny zmienia mu również ubranie!

 

Kobieta ze względu na wiek i chorobę nie jest już w  stanie codziennie doglądać ciała syna, dlatego rozkład zaczyna postępować. Mimo wszystko twierdzi uparcie, że jeśli poczuje się lepiej i zastosuje swoje wódczane rytuały rozkład się cofnie…

 

Przetrzymywanie zwłok w piwnicy, a nie cmentarzu tłumaczy potrzebą bliskości. Chce aby jej dziecko było zawsze przy niej. Troszczy się również o swojego wnuczka. Mówi, że robi to ze względu na niego. Tata zmarł gdy chłopiec miał dwa latka. Gruzinka chce, by wnuk o nim nigdy nie zapomniał. Tsiuri mówi, że dzięki niej wnuczek mógł poznać swojego tatę…

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

Wstrząsający widok ukazał się policjantom, którzy odwiedzili jedno z mieszkań w Mikołajewie na Ukrainie. 77-letnia kobieta od dłuższego czasu nie wychodziła z domu, co zaniepokoiło jej sąsiadów. Poprosili więc policjantów, by sprawdzili, czy ze staruszką wszystko w porządku.  Kiedy pukanie do drzwi nie przyniosło efektów, funkcjonariusze zdecydowali się je wyważyć. To co zobaczyli w mieszkaniu jest przerażające. 77-latka leżała w jednym z pokoi na stercie śmieci, natomiast w pomieszczeniu obok spoczywało zmumifikowane ciało drugiej kobiety…

 

 

 

Zmarłą okazała się matka 77-latki. Kobieta nie żyła od ponad 30 lat, a jej zwłoki przez cały ten czas leżały w jednym z pokoi. Policjanci byli zszokowani tym co zastali w mieszkaniu i warunkami w jakich przebywała staruszka. Emerytka nie była w stanie samodzielnie się poruszać. Wokół niej panował wszechobecny brud i smród. 77-latka żyła bez bieżącej wody, gazu i energii elektrycznej, które zostały odcięte po tym jak przestała opłacać rachunki.

 

 

Pokój, gdzie leżało ciało jej matki był jedynym czystym pomieszczeniem w całym domu. Kobieta była ubrana i wyglądała tak jakby cały czas spała. Wokół niej leżały święte obrazki i stały świece. Pod łóżkiem znajdowała się miednica z wodą do mycia ciała. Śledczy ustalili, że gdyby żyła, miałaby 100 lat. Sąsiedzi byli przerażeni, tym co usłyszeli z ust policjantów. Nikt z nich nie zdawał sobie sprawy, że 77-latka mieszka ze zwłokami matki. Dochodzenie przeprowadzone w tej sprawie wykazało, że przez cały czas kobieta pobierała nielegalnie emeryturę za zmarłą.

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

Rodzice Julie Mott od ponad dwóch lat przeżywają niewyobrażalny koszmar! Ich 25-letnia córka zmarła w 2015 roku po ciężkiej walce z mukowiscydozą. Zrozpaczeni rodzice podjęli decyzję o skremowaniu ciała córki, jak się okazało później nigdy do tego nie doszło! Pracownicy zakładu pogrzebowego, którzy miał zająć się ceremonią  zgubili bowiem zwłoki młodej kobiety!

 

 

 

Historia jest o tyle przerażająca, że najbliżsi Julie do dziś niewiedzą, co tak naprawdę stało się z jej ciałem. Trumna, która dotarła do spopielarni zwłok okazała się uszkodzona i pusta! Właściciel firmy Mission Park Chaples&Cameteries próbował oskarżyć chłopaka 25-latki, który początkowo nie godził się na kremację, jednak teoria ta została szybko obalona przez sąd. Podczas kolejnych długich rozpraw światło dzienne ujrzały nowe fakty. Z ustaleń śledczych wynika, że jeden z pracowników, którzy transportowali ciało i miał z nim bezpośredni kontakt interesował się satanizmem.

 

 

 

Okazało się, że ten trop również nie pozwolił rozwiązać tej sprawy. Trwający prawie 3 lata proces nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, jednak rodzicom Julie udało się wywalczyć ogromne odszkodowanie. Sąd przyznał im 8 milionów dolarów za ból i cierpienie jakiego doświadczyli. Państwo Mott poczuli się usatysfakcjonowani decyzją sądu jednak nie zmieni to faktu, że ta sprawa będzie ciągnąć się za nimi do końca życia.

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Ludzie w dążeniu do doskonałego wyglądu zrobią wszystko, co niekoniecznie jest dobre dla ich organizmu. Wielu nie zdaje sobie nawet sprawy jak ogromną krzywdę wyrządza sobie w ten sposób. Ogromnym błędem jest również brak zasięgnięcia konsultacji medycznych przed wprowadzeniem określonej diety, sposobu odżywiania. Podobnie było w przypadku 25-letniej Australijki, która zmarła przez swoją niewiedzę. Kobieta mogłaby żyć, gdyby wcześniej swoje odżywianie omówiła z dietetykiem.

 

 

Meegan cierpiała na hiperamonemię wtórną, której nabawiła się poprzez katowanie swoich mięśni bardzo intensywnymi ćwiczeniami na siłowni. Negatywne efekty zwiększyła dietą bogatą w białko, spożywanie proteinowych szejków, które miały pomóc jej w budowaniu sylwetki przyczyniły się w pewnym stopniu do pogorszenia jej stanu zdrowia.

 

Kilka dni przed tragedią, skarżyła się bliskim na bardzo złe samopoczucie. Odczuwała ciągłe zmęczenie, wszystko ją bolało i bardzo dużo spała. Kobieta przypuszczała, że dzieje się tak przez intensywne treningi, jakim oddawała się 6 dni w tygodniu. Robiła to, ponieważ chciała za wszelką cenę osiągnąć idealną sylwetkę. Kiedy pewnego dnia nie przyszła na trening jej zaniepokojona przyjaciółka postanowiła ją odwiedzić. Znajoma znalazła ją w mieszkaniu nieprzytomną. Meegan leżała na podłodze w kuchni. Kobieta zadzwoniła po karetkę, która zabrała ją do szpitala, jednak lekarze nie byli już w stanie odzyskać przytomności Australijki. Mimo wysiłków Meegan zmarła dwa dni później.

 

 

Sekcja zwłok wykazała, że zabójcza okazała się dla niej hiperamonemia, czyli zaburzenie cyklu mocznikowego, która spowodowana była zwiększeniem poziomu stężenia amoniaku we krwi. Chorzy cierpiący na tę przypadłość czują się ospali, wymiotują, po czym dochodzi do zgonu w skutek obrzęku mózgu.

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com