Ogromna wyrwa w drodze zaniepokoiła mieszkańców miasteczka Pembroke Pines na Florydzie. Nikt z nich nie przypuszczał jednak, że przeszkoda jaka zagrażała ich samochodom to efekt pracy rabusiów, którzy w ten niecodzienny sposób planowali dokonać skoku na lokalny bank! Dziura od kilku dobrych dni była dla mieszkańców miasteczka tematem numer jeden. Kiedy na miejsce przyjechały odpowiednie służby i policja szybko odkryto, że tunel nie powstał przypadkowo!

 

 

 

Szczegółowe badania ogromnej dziury w drodze, którą wydrążono przy pomocy specjalistycznego sprzętu ujawniły, że podkop ma aż 50 metrów i powstawał przez kilka dni. Wytrwały złodziej lub złodzieje wykonał go przy użyciu małego kilofa i musiał być bardzo zdeterminowany skoro poświęcił na to tak wiele godzin.

 

 

 

 

 

Jak się później okazało ktoś kto próbował obrabować pobliski bank nie zrealizował swojego celu. Z ustaleń miejscowej policji wynika, że pracownicy banku nie zgłaszali kradzieży, ponieważ z instytucji nic w ostatnim czasie nie zginęło. Mimo wszystko stróże prawa dmuchają na zimne i będą obserwować pobliski teren przez najbliższe kilka tygodni.

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

Kierowcy podróżujący autostradą międzystanową w USA byli świadkami niecodziennego zdarzenia. Na ruchliwej szosie ich oczom ukazał się widok rodem z filmów akcji, ponieważ kierowca SUV-a pędził z mężczyzną uczepionym maski swojego samochodu. Po krótkich wyjaśnieniach okazało się, że panowie spotkali się już chwilę wcześniej, ponieważ ich auta uczestniczyły w kolizji.

 

 

 

 

Bohaterami tego widowiskowego, a zarazem bardzo groźnego zdarzenia okazali się 65-letni Richard Kamrowski i Mark Fitzgeerald. Mężczyźni poróżnili się podczas stłuczki i kiedy Fitzgeerald próbował uciec z miejsca zdarzenia Kamrowski rzucił się na maskę jego Infinity. Kierowca SUV-a nie miał zamiaru zatrzymać auta i pędził autostradą ze starszym mężczyzną uczepionym maski

 

 

Szaleńczy rajd trwał ponad 5 km, na szczęście kierowcę SUV-a zatrzymali inni uczestnicy ruchu, którzy nie pozwolili mu na kontynuowanie jazdy. Krewcy panowie będą teraz musieli wyjaśnić całą sprawę na policji, jednak zdaniem obserwatorów więcej na sumieniu ma kierowca Infinity, który swoim bezmyślnym zachowaniem spowodował ogromne zagrożenie na drodze.

 

źródła: o2.pl. youtube.com, foto youtube.com

 

 

O prawdziwym cudzie mogą mówić rodzice 3-letniego Casey’a Hathaway’a z USA. Maluch mieszkający w Karolinie Północnej spędził samotnie w lesie 72 godziny. Kiedy po dwóch dobach poszukiwań nie udało się odnaleźć chłopca wszyscy spodziewali się najgorszego. Na szczęście trzeciego dnia poszukiwań zlokalizowano Casey’a. Maluch był wyziębiony, ale w dość dobrej formie.

 

 

 

 

Z ustaleń szeryfa, który rozmawiał z chłopcem wynika, że przez cały czas był przy nim niedźwiedź, dzięki któremu 3-latek przetrwał w trudnych warunkach. Chłopiec powiedział, że niedźwiedź pilnował aby nic się mu nie stało. W cud wierzy również rodzina 3-latka. Rodzice, jak i ciocia chłopca są przekonani, że ktoś musiał mu pomóc, ponieważ nie było najmniejszych szans by samotny 3-latek przeżył tak wiele godzin w zimnym lesie.

 

 

 

 

Casey zaginął w trakcie zabawy ze swoimi kuzynami. Chłopcy bawili się w ogrodzie prababci. W pewnym momencie maluch zniknął im z oczu i nie wrócił do domu. W poszukiwania chłopca zaangażowała się rodzina, policjanci a nawet piechota morska. Na szczęście przygoda zakończyła się happy endem. 3-latek zaplątał się w gałęzie i nie potrafił się uwolnić. Mimo, że był przemarznięty i bardzo przestraszony dość szybko odzyskał siły i wrócił do zdrowia.

 

 

 

źródła: o2.pl, foto youtube.com

 

 

 

Historia Ericki Carner i jej fascynującego odkrycia jest naprawdę niezwykła. Kobieta postanowiła przeprowadzić gruntowny remont swojego mieszkania. Wynajęła do tego pracowników, ponieważ trzeba było skuć podłogę. Pracę remontowe przerosły najśmielsze oczekiwania kobiety, ponieważ jej dom skrywał niesamowitą tajemnicę. Pod budynkiem znajdowała maleńka drewniana trumna ze szklanymi szybkami.

 

Kiedy pracownicy oczyścili szyby ich oczom ukazało się doskonale zachowane ciało około 3-letniej dziewczynki. Niestety nikt nie potrafił zidentyfikować dziecka, które znajdowało się w trumnie, więc Erika nazwała ją „Miranda”. Dziewczynka przeleżała pod domem kobiety ponad 120 lat, jednak bez jakichkolwiek danych osobowych i aktu zgonu miasto nie wydało pozwolenia na organizację pogrzebu.

 

 

60-latka wzięła więc sprawy w swoje ręce i postanowiła rozwiązać tajemniczą zagadkę. Zgłosiła się do organizacji zajmującej się odkrywaniem tożsamości ludzi, których nikt nie potrafi zidentyfikować. Pracownicy placówki zlecili testy DNA, dzięki czemu po roku badań udało się rozpoznać kim była tajemnicza 2-latka z fioletowymi kwiatkami wpiętymi we włosy. Była nią niejaka Edith Howard Cook zmarła 13 października 1876 roku. W chwili śmierci miała niecałe 3 latka. Dzięki swojemu uporowi  Erica mogła pochować małą Edith na lokalnym cmentarzu.

 

 

źródła: metro.co.uk, foto youtube.com

Policjanci dokonujący kontroli pojazdu młodego małżeństwa, po tym co zobaczyli przecierali oczy ze zdumienia. Para została oskarżona o kradzież w jednym ze sklepów na Florydzie. Po otrzymaniu zgłoszenia patrol ruszył za wskazanym samochodem. Po kilkunastu minutach funkcjonariusze namierzyli auto, którym podróżowali podejrzani. Doszło do zatrzymania kobiety i mężczyzny.

 

 

 

 

Jednak najbardziej poruszająca w tej historii jest reakcja 2-letniej córki małżeństwa. Przestraszona i zestresowana dziewczynka widząc, że policjanci zatrzymują jej rodziców wybiegła z samochodu i podobnie jak mama i tata uniosła rączki do góry. Sytuacja skruszyła serca policjantów, którzy byli zaskoczeni widokiem małej zapłakanej 2-latki.

 

 

Na szczęście policjanci zachowali się bardzo empatycznie i pozwolili dziewczynce wtulić się w ramiona swojej mamy. W samochodzie znajdował się jeszcze roczny synek małżeństwa. Cała czwórka została przewieziona na pobliski posterunek policji. Interwencja policji spotkała się ze sporym uznaniem internautów, którzy docenili ich wrażliwość i to, że podczas zatrzymania kierowali się dobrem dzieci.

 

https://www.facebook.com/bernardm.stevens/videos/2942414642451020/

 

źródła: thesun.co.uk, facebook.com, foto facebook.com

Do tego zaskakującego incydentu doszło dobrych kilkanaście lat temu, jednak 38-letni dziś Levan postanowił podzielić się nim ze światem. Jako mały, 5-letni chłopiec odwiedził wraz z rodzicami ZOO, by świętować swoje urodziny. Malec był tak zafascynowany przebywającymi tam gorylami, iż w pewnym momencie zagapił się , stracił równowagę i runął na wybieg, gdzie przebywało 5 ogromnych małp. Ku zaskoczeniu gapiów, którzy spodziewali się najgorszego doszło do czegoś niesamowitego.

 

 

 

 

Chłopiec w wyniku upadku stracił przytomność, a ludzie zamarli w przerażeniu, kiedy 250-kilogramowy samiec Jumbo zbliżał się zaciekawiony do Levana. Okazało się, że goryl nie miał wrogich zamiarów, a chciał po prostu popilnować chłopca, aby żaden z jego towarzyszy nie zrobił mu krzywdy! W pewnym momencie widzimy jak Jumbo głaszcze 5-latka i chroni go przed stadem

 

 

Goryl czekał, aż pracownicy ogrodu zabezpieczą chłopca i wyniosą go na górę. Wtedy oddalił się jak gdyby nigdy nic. Dorosły dziś mężczyzna z rozrzewnieniem wspomina tamtą sytuację. Przyznał również, że po całym zdarzeniu odwiedzał Jumbo co tydzień, aż do jego śmierci.

 

 

 

źródła: thesun.co.uk, youtubr.com, foto youtube.com

Rodzice Julie Mott od ponad dwóch lat przeżywają niewyobrażalny koszmar! Ich 25-letnia córka zmarła w 2015 roku po ciężkiej walce z mukowiscydozą. Zrozpaczeni rodzice podjęli decyzję o skremowaniu ciała córki, jak się okazało później nigdy do tego nie doszło! Pracownicy zakładu pogrzebowego, którzy miał zająć się ceremonią  zgubili bowiem zwłoki młodej kobiety!

 

 

 

Historia jest o tyle przerażająca, że najbliżsi Julie do dziś niewiedzą, co tak naprawdę stało się z jej ciałem. Trumna, która dotarła do spopielarni zwłok okazała się uszkodzona i pusta! Właściciel firmy Mission Park Chaples&Cameteries próbował oskarżyć chłopaka 25-latki, który początkowo nie godził się na kremację, jednak teoria ta została szybko obalona przez sąd. Podczas kolejnych długich rozpraw światło dzienne ujrzały nowe fakty. Z ustaleń śledczych wynika, że jeden z pracowników, którzy transportowali ciało i miał z nim bezpośredni kontakt interesował się satanizmem.

 

 

 

Okazało się, że ten trop również nie pozwolił rozwiązać tej sprawy. Trwający prawie 3 lata proces nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, jednak rodzicom Julie udało się wywalczyć ogromne odszkodowanie. Sąd przyznał im 8 milionów dolarów za ból i cierpienie jakiego doświadczyli. Państwo Mott poczuli się usatysfakcjonowani decyzją sądu jednak nie zmieni to faktu, że ta sprawa będzie ciągnąć się za nimi do końca życia.

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Historia 22-letniego Brocka Mieister’a z Plymouth w USA jest niewiarygodna. Młody mężczyzna trzykrotnie wyrywał się ze szponów śmierci. Jego życie od samego początku było wyboistą drogą. Po przyjściu na świat nie oddychał, a kiedy miał kilkanaście lat zachorował na raka mózgu. Brock dostawał chemię i przeszedł radioterapię. Mimo fatalnego położenia pokonał śmiertelnego wroga, jednak ostatnia przygoda jaka mu się przydarzyła jest wręcz nieprawdopodobna.

 

 

 

 

Pewnego styczniowego wieczoru wraz ze swoim przyjacielem podróżował jego pikapem. Na drodze panowały fatalne warunki mimo to postanowili przejechać kilka kilometrów, by dostać się do domu, w którym mieli spotkać z resztą swojej paczki. Okrutny los sprawił, że ich auto wpadło w poślizg na śliskiej nawierzchni i wjechało do rowu. Na nieszczęście dla Brocka impet uderzenia skupił się na jego stronie, ponieważ samochód upadł na bok od strony pasażera.

 

22-latek w wyniku zdarzenia doznał poważnych obrażeń, uderzył głową w szybę rozbijając ją. Młody mężczyzna przyznał, że bardzo bolała go szyja, a krew spływała mu po całej twarzy mimo to chciał wysiąść z samochodu. Na szczęście nie pozwolił mu na to przyjaciel. Tym samym uratował mu życie, ponieważ po przewiezieniu do szpitala okazało się, że Brock doznał „dekapitacji wewnętrznej” (oddzielenia czaszki od kręgosłupa). Jest to poważny uraz, który w większości przypadków kończy się zgonem osoby poszkodowanej. Na szczęście dla Brocka los znów okazał się łaskawy.

 

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com foto youtube.com

48-letni Geoffrey Cassidy z USA na długo zapamięta wizytę przed domem Tony’ego Bechama. 40-latek w przeszłości był zawodowym zawodnikiem futbolu amerykańskiego (NFL). Traf chciał, że to właśnie pod jego domem znalazł się Cassidy, który tego dnia podglądał przez okno 15-letnią córkę Bechama. Jak można było się spodziewać spotkanie obu mężczyzn miało fatalne konsekwencje dla pierwszego z nich.

 

 

 

 

Z informacji jakie podała lokalna policja zboczeniec wykorzystał moment, kiedy 15-latka przygotowywała się do kąpieli. Na szczęście jej ojciec w odpowiednim czasie znalazł się przed domem i wymierzył 48-latkowi zasłużoną karę. Spotkanie z umięśnionym piłkarzem miało opłakane skutki dla Cassidy. Mężczyzna  ma podbite oko. złamaną kość jarzmową i jest mocno poobijany.

 

 

 

 

Kiedy na miejsce zdarzenia dotarł pierwszy patrol policji przestraszony 48-latek błagał by jak najszybciej go aresztowano. Becham przyznał później, że nie mógł zareagować inaczej, ponieważ chodziło o dobre imię jego córki. Były gracz NFL jest przerażony całą sytuacją , jednak ma nadzieję, że zwyrodnialec który podglądał nastolatkę już nigdy nie wpadnie na podobny pomysł.

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com