Rodzice Julie Mott od ponad dwóch lat przeżywają niewyobrażalny koszmar! Ich 25-letnia córka zmarła w 2015 roku po ciężkiej walce z mukowiscydozą. Zrozpaczeni rodzice podjęli decyzję o skremowaniu ciała córki, jak się okazało później nigdy do tego nie doszło! Pracownicy zakładu pogrzebowego, którzy miał zająć się ceremonią  zgubili bowiem zwłoki młodej kobiety!

 

 

 

Historia jest o tyle przerażająca, że najbliżsi Julie do dziś niewiedzą, co tak naprawdę stało się z jej ciałem. Trumna, która dotarła do spopielarni zwłok okazała się uszkodzona i pusta! Właściciel firmy Mission Park Chaples&Cameteries próbował oskarżyć chłopaka 25-latki, który początkowo nie godził się na kremację, jednak teoria ta została szybko obalona przez sąd. Podczas kolejnych długich rozpraw światło dzienne ujrzały nowe fakty. Z ustaleń śledczych wynika, że jeden z pracowników, którzy transportowali ciało i miał z nim bezpośredni kontakt interesował się satanizmem.

 

 

 

Okazało się, że ten trop również nie pozwolił rozwiązać tej sprawy. Trwający prawie 3 lata proces nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, jednak rodzicom Julie udało się wywalczyć ogromne odszkodowanie. Sąd przyznał im 8 milionów dolarów za ból i cierpienie jakiego doświadczyli. Państwo Mott poczuli się usatysfakcjonowani decyzją sądu jednak nie zmieni to faktu, że ta sprawa będzie ciągnąć się za nimi do końca życia.

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Do przerażającego wypadku doszło w czasie uroczystości pogrzebowych w Indonezji. 40-letni mężczyzna postanowił godnie pożegnać swoją zmarłą matkę, dlatego wyprawił jej pogrzeb zgodny z obowiązującą tam tradycją. Podczas wnoszenia trumny z ciałem zmarłej na specjalny podest zawaliła się drabina, a ciężka drewniana trumna spadła na grupę wnoszących ją mężczyzn.

 

 

 

Traf chciał, że ofiarą okazał się 40-letni syn kobiety, Samen Kondorur, który znajdował się na końcu konduktu mężczyzn wnoszących trumnę na wzniesienie. Drewniana skrzynia spadła wprost na jego głowę powodując poważne obrażenia i śmierć mężczyzny. Mimo pomocy jakiej udzielono mu chwilę po tym tragicznym wypadku Samen zmarł pogrążając zgromadzonych w jeszcze większej rozpaczy. Śmierć mężczyzny była szokiem dla lokalnej społeczności, ponieważ był to pierwszy tego typu przypadek w kraju.

 

 

 

 

Wedle tradycji pogrzeby w Indonezji organizowane są z wielką pompą, a trumny są zazwyczaj bardzo ciężkie. Mężczyzna, który zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku został pochowany obok swoje matki. Wielu tłumaczyło ten fakt tym, że był to znak iż matka chciała mieć syna przy sobie.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

Historia jaki wydarzyła się w południowoamerykańskim Paragwaju sprawia, że włos jeży się na głowie. Rodzice 20-letniego Juana Ramona Afonso Penayo byli święcie przekonani, że ich syn nie żyje.Takie informacje otrzymali od policjantów, którzy stwierdzili, że zwęglone ciało młodego mężczyzny to Juan. Zrozpaczeni postanowili pochować swoje dziecko. Ku przerażeniu zgromadzonych na cmentarzu żałobników chłopak pojawił się na własnym pogrzebie!

Z informacji jakie podało BBC wynika, że dramat rozegrał się w maleńkiej paragwajskiej wiosce Santa Teresa. 20-letni Juan nie zaliczał się do grzecznych chłopców i często znikał z rodzinnego domu. Tym razem sytuacja wymknęła się spod kontroli, ponieważ nie widziano go od niemal 2 tygodni. Zaniepokojeni rodzice postanowili zgłosić sprawę na policję. Wszczęto poszukiwania, których efektem było znalezienie zwęglonego ciała młodego mężczyzny. Funkcjonariusze uznali, że to na pewno zaginiony Penayo.
Wkrótce rodzice zostali poinformowani o śmierci syna. Juan miał być przypadkową ofiarą zamieszek między lokalny gangami narkotykowymi. Kiedy nazajutrz rodzina żegnała 20-latka w kaplicy na miejscowym cmentarzu, na pogrzebie pojawił się on sam! Młody mężczyzna nie potrafił wyjaśnić co się z nim działo i gdzie się znajdował przez tak długi czas. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a rodzina cieszy się, że jest cały i zdrów.

 

źródła: wprost.pl, foto youtube.com

Rodzice Julie Mott od ponad dwóch lat przeżywają niewyobrażalny koszmar! Ich 25-letnia córka zmarła w 2015 roku po ciężkiej walce z mukowiscydozą. Zrozpaczeni rodzice podjęli decyzję o skremowaniu ciała córki, jak się okazało później nigdy do tego nie doszło! Pracownicy zakładu pogrzebowego, którzy miał zająć się ceremonią  zgubili bowiem zwłoki młodej kobiety!

 

 

Historia jest o tyle przerażająca, że najbliżsi Julie do dziś niewiedzą, co tak naprawdę stało się z jej ciałem. Trumna, która dotarła do spopielarni zwłok okazała się uszkodzona i pusta! Właściciel firmy Mission Park Chaples&Cameteries próbował oskarżyć chłopaka 25-latki, który początkowo nie godził się na kremację, jednak teoria ta została szybko obalona przez sąd. Podczas kolejnych długich rozpraw światło dzienne ujrzały nowe fakty. Z ustaleń śledczych wynika, że jeden z pracowników, którzy transportowali ciało i miał z nim bezpośredni kontakt interesował się satanizmem.

 

 

Okazało się, że ten trop również nie pozwolił rozwiązać tej sprawy. Trwający prawie 3 lata proces nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, jednak rodzicom Julie udało się wywalczyć ogromne odszkodowanie. Sąd przyznał im 8 milionów dolarów za ból i cierpienie jakiego doświadczyli. Państwo Mott poczuli się usatysfakcjonowani decyzją sądu jednak nie zmieni to faktu, że ta sprawa będzie ciągnąć się za nimi do końca życia.

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Historia jaki wydarzyła się w południowoamerykańskim Paragwaju sprawia, że włos jeży się na głowie. Rodzice 20-letniego Juana Ramona Afonso Penayo byli święcie przekonani, że ich syn nie żyje.Takie informacje otrzymali od policjantów, którzy stwierdzili, że zwęglone ciało młodego mężczyzny to Juan. Zrozpaczeni postanowili pochować swoje dziecko. Ku przerażeniu zgromadzonych na cmentarzu żałobników chłopak pojawił się na własnym pogrzebie!

Z informacji jakie podało BBC wynika, że dramat rozegrał się w maleńkiej paragwajskiej wiosce Santa Teresa. 20-letni Juan nie zaliczał się do grzecznych chłopców i często znikał z rodzinnego domu. Tym razem sytuacja wymknęła się spod kontroli, ponieważ nie widziano go od niemal 2 tygodni. Zaniepokojeni rodzice postanowili zgłosić sprawę na policję. Wszczęto poszukiwania, których efektem było znalezienie zwęglonego ciała młodego mężczyzny. Funkcjonariusze uznali, że to na pewno zaginiony Penayo.
Wkrótce rodzice zostali poinformowani o śmierci syna. Juan miał być przypadkową ofiarą zamieszek między lokalny gangami narkotykowymi. Kiedy nazajutrz rodzina żegnała 20-latka w kaplicy na miejscowym cmentarzu, na pogrzebie pojawił się on sam! Młody mężczyzna nie potrafił wyjaśnić co się z nim działo i gdzie się znajdował przez tak długi czas. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a rodzina cieszy się, że jest cały i zdrów.

źródła: wprost.pl, foto youtube.com

 

O tym, że wypadki chodzą po ludziach świadczy historia jaka wydarzyła się w dalekiej Indonezji. 40-letni mężczyzna postanowił godnie pożegnać swoją zmarłą matkę, dlatego wyprawił jej pogrzeb zgodny z obowiązującą tam tradycją. Podczas wnoszenia trumny z ciałem zmarłej na specjalny podest zawaliła się drabina, a ciężka drewniana trumna spadła na grupę wnoszących ją mężczyzn.

 

 

 

Traf chciał, że ofiarą okazał się 40-letni syn kobiety niejaki Samen Kondorur, który znajdował się na czele mężczyzn niosących trumnę. Drewniana skrzynia spadła wprost na niego powodując poważne obrażenia i śmierć mężczyzny. Mimo pomocy jakiej udzielono mu chwilę po tym tragicznym zdarzeniu Samen zmarł pogrążając zgromadzonych w jeszcze większej rozpaczy. Śmierć mężczyzny była szokiem dla lokalnej społeczności, ponieważ to pierwszy tego typu przypadek.

 

 

 

 

Pogrzeby w Indonezji organizowane są z wielką pompą, a trumny są zazwyczaj bardzo ciężkie. Mężczyzna, który zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku został pochowany obok swoje matki. Wielu tłumaczyło ten fakt tym, że był to znak iż matka chciała mieć syna przy sobie. Inni tłumaczą to nieszczęśliwym wypadkiem.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com, foto youtube.com

 

 

.

 

 

 

Chwile grozy przeżyli pracownicy spopielarni zwłok w domu pogrzebowym Hillside Chapel w Cincinatti (USA). W czasie procesu kremacji zmarłego mężczyzny doszło do eksplozji pieca. Powodem wybuchu była zbyt duża masa ciała nieboszczyka. Z relacji właściciela domu pogrzebowego, Dona Catchena wynika, że temperatura wewnątrz pieca przekroczyła dozwolone normy i ogień rozprzestrzenił się poza komorę, w efekcie czego doszło do wybuchu.

Mężczyzna przyznał, że zwiększenie mocy było spowodowane tuszą kremowanego mężczyzny, który ważył ponad 200 kilogramów. Sam proces trwał dłużej niż powinien, bo aż 4 godziny co doprowadziło do przegrzania pieca, pożaru i wybuchu. Na szczęście prócz pieca, który został zniszczony żaden z pracowników nie odniósł obrażeń. Według przeprowadzonych analiz powodem pożaru i wybuchu był tłuszcz z ciała nieboszczyka, który rozgrzał się do takiej temperatury, że stopił metalową konstrukcję komory pieca.
Właściciel oszacował zniszczenia na ponad 30 tysięcy dolarów. Jak przyznał, szczęście w nieszczęściu, że budynek jest odporny na ogień, ponieważ wszystko mogło skończyć się zdecydowanie gorzej. To  nie pierwszy tego typu przypadek zanotowany na świecie. Podobne sytuacje miały miejsce w krematoriach w Anglii, Niemczech czy Austrii.
źódła: thesun.co.uk, foto youtube.com

Informacja o śmierci 29-letniego dj’a Avicii była wielkim ciosem dla jego kolegów z branży i milionów fanów na całym świecie. 20 kwietnia podczas pobytu w Muscat w Omancie szwedzki muzyk popełnił samobójstwo. Według policyjnego raportu wykrwawił się po zadaniu sobie rany stłuczoną butelką. Mimo młodego wieku, artysta ma w swoim dorobku wiele hitów, które podbijały światowe listy przebojów.

 

 

 

Wiadomo również, że do jego śmierci przyczyniły się problemy z jakimi zmagał się od dłuższego czasu. Cierpiał na depresję i nie mógł sobie poradzić z presją otoczenia. Kilka lat temu zakończył nawet swoją karierę, ponieważ chciał wyleczyć się z choroby alkoholowej, która nadszarpnęła jego zdrowie. Szwedzki Dj był bardzo wrażliwą osobą, tak przedstawiali go bliscy, która nie pasowała do świata w jakim przyszło jej żyć.

 

 

Na jednym z portali pojawiło się ostatnio kolejne oświadczenie rodziny. Dotyczy ono uroczystości pogrzebowej muzyka i jest odpowiedzią na pytania fanów, którzy często o nią pytali. W oficjalnym komunikacie do mediów rodzina Tima Berglinga poprosiła media i jego wielbicieli o uszanowanie prywatności, ponieważ pogrzeb będzie miał charakter rodzinny i wezmą w nim udział wyłącznie jego najbliżsi.

 

 

 „Rodzina Bergling potwierdza, że pogrzeb będzie miał charakter prywatny i odbędzie się w obecności najbliższych Tima. Media są proszone o uszanowanie tej decyzji.”

 

 

źródła: radiozet.pl, foto youtube.com

Środowisko hiphopowe w Polsce nadal jest w szoku po niespodziewanej śmierci warszawskiego rapera Chady. 39-latek zmarł 18 marca w szpitalu psychiatrycznym do którego został przewieziony. Przeprowadzona autopsja również nie wyjaśniła wszystkiego, a spekulacji na ten temat jest całe mnóstwo.

 

 

 

 

Raper spoczął wczoraj na cmentarzu w podwarszawskim Józefowie. Pogrzeb miał charakter prywatny i prócz rodziny uczestniczyli w nim jego najwięksi przyjaciele, w tym producent i raper Żurom. Po uroczystości nagrał specjalny filmik, w którym opowiada, jak przebiegała ceremonia i podzielił się swoimi refleksjami związanymi ze śmiercią swojego przyjaciela Chady.

 

 

Żurom prócz długiego wywodu na temat samej uroczystości i osób jakie na niej spotkał, przyznał, że  nie wierzy w samobójczą śmierć swojego kolegi. Raper przyznał, że nie jest w tym sam i jest wściekły na media i Internautów, którzy wypisywali steki bzdur na temat śmierci Chady. Mężczyzna wierzy, że prawda kiedyś „ujrzy światło dzienne”. Żurom przyznał również, że był to jeden z najsmutniejszych dni w jego życiu, jednak liczy się pamięć o Chadzie, która nigdy nie zginie.

 

 

źródła: muzyka.interia.pl, youtube.com, foto youtube.com