Anna Lewandowska ma wielu zwolenników i tyle samo przeciwników. Jedni podziwiają ją za osiągnięcia karate, inni nie darują, że wkroczyła do show biznesu jako żona bogatego piłkarza. Anna wydaje się, że jest perfekcjonistką, która nigdy nie przyznaje się do błędów. Nic bardziej mylnego… Jej ostatni wpis na blogu jest wielkim zaskoczeniem! Opisała swoją wielką przegraną!

 

 

Jeżeli ktoś zarzucał w komentarzach Lewandowskiej, że jest nikim to wyliczała, wszystkie swoje tytuły sportowe. Tym razem chciała zmotywować swoje fanki opierając się na swojej porażce…

 

 

„W tym dniu walczyłam o wejście do ścisłej czwórki na Mistrzostwach Świata w Karate Tradycyjnym.
Przed zawodami ciężko trenowałam, momentami ze łzami w oczach. Z bólu i z wysiłku nie miałam czasem siły wstać się z łóżka. Cały okres przygotowawczy byłam skupiona tylko na jednym celu – wygrać! Niestety…  przegrałam. Popełniłam błędy.Schrzaniłam.Zrobiłam nie tak, jak powinnam.Zawiniłam.
Nici z moich planów…. bolało, bolało jak cholera. Nie wiem czy bardziej dlatego, że przegrałam w najgorszy możliwy sposób, czyli bez przyznania punktów, przez wskazanie sędziego, czy dlatego, że wiem co mogłam zrobić lepiej. Może dlatego, że byłam tak blisko i nic z tego nie wyszło”.

 

 

Odkąd Anna jest mamą coraz częściej publikuje posty, w których zdradza swoje uczucia i otwiera się przed swoimi fankami. Wcześniej kreowała się na zawsze zadowoloną z życia, nie mającą żadnych problemów z przylepionym uśmiechem na twarzy sportsmenkę. Teraz zdradza swoje bardziej „ludzkie” oblicze.

 

 

Nie raz śmieszyły nas filozoficzne wywody Anny, która bardzo chciała brzmieć odkrywczo, ale teraz wierzymy jej. W tym poście jest autentyczność i prawda. Polecamy przeczytać całość:

ANNA LEWANDOWSKA : Błędy, porażki

 

Anna Lewandowska

źródło: instagram.com, hpba.pl, youtube.com

Anna i Roberta Lewandowski są nie tylko najbogatsza parą w show biznesie, ale i jedną z najszczęśliwszych. Ich zgodność ponoć wynika z tego, że się rozumieją. Oboje są sportowcami, więc wiedzą, jakie obowiązki na nich spoczywają.

 

 

Lewandowscy się uzupełniają – Robert trenuje, a Anna zajmuje się jego dietą. Teraz Lewandowska przebywa  w Londynie. Robert twierdził, że je tylko to na co Anna mu pozwoli. Chyba i on czasami „ma zachcianki” jak zwykły człowiek. Nakryła go Anna? Pokazała w internecie zdjęcie sugerujące, że Robert jej nie słucha?

 

 

Annę często pytano, co by zrobiła, gdyby przyłapała Roberta na jedzeniu kebaba. Czyżby Anna przyłapała go na jedzeniu pizzy?! Anna dla żartu wrzuciła mema z Robertem. Być może jednak nie jest to żart, tylko ostrzeżenie dla męża, że ona już wie?

 

Zobacz „niby żart”, a może to prawda?

źródło: instagram.com

Anna Lewandowska przyzwyczaiła nas już do tego, że zna się na wielu rzeczach. Nie inaczej jest w kwestii wychowania, czy przyrządzenia zdrowych posiłków dla swojej córeczki. Najsłynniejsza polska WAG opublikowała na swoim  Instagramowym profilu zdjęcie dania, jakie przygotowała dla małej Klary. Widzimy, że dziewczynka jest cała brudna w zielonym, niezbyt apetycznie wyglądającym kleiku. Pomimo tego, że potrawa nie wygląda ładnie jest zdaniem Anny bardzo zdrowa dla dzieci w wieku jej córki.

 

 

 

Kleista substancja, którą jest upaćkana Klara okazała się kremem wykonanym ze zmiksowanych brokułów, batatów i „mięska ekologicznego”. Pomimo tego, że danie jest bogate w witaminy i idealne dla maluszków, zdjęcie potrawy zostało negatywnie odebrane przez fanów polskiej celebrytki. Wielu zarzuciło jej, że ciągle doradza innym matkom, jak wychować i co dawać do zjedzenia swoim dzieciom, a tak naprawdę nie ma zbyt dużej wiedzy na ten temat, bo sama jest mamą od ledwie kilku miesięcy. Druga kwestia, która została poruszona to „ohydny” wygląd potrawki.

 

 

Jedna z komentujących napisała, „Nie wiem jak ten brokuł był przyrządzony, ale wygląda nieapetycznie”. Inni napisali, że ta potrawa jest „wstrętna”. Oczywiście wielu wsparło Lewandowską, ponieważ mocno jej kibicują w tym co robi i wiedzą, że nie dała by dziecku czegoś nieodpowiedniego.

 

fot.Instagram.com

 

 

źródła: instagram.com, foto instagram.com, youtube.com

Anna Lewandowska ze swoim bratem Piotrem Stachurskim ma świetny kontakt! Zatrudnia brata przy okazji sesji fotograficznych, czy innych przedsięwzięć, gdzie potrzebna jest artystyczna dusza. Brat Anny jest malarzem, scenografem  – zapewne swój artystyczny talent odziedziczył po mamie.

Jest też honorowym członkiem jej „healthy teamu” i zawsze uczestniczy w jej obozach w Dojo.  Lewandowska chętnie promuje wujka swojej córeczki, media też są przekonane, że jest on ojcem chrzestnym Klary. Ostatnio żona Roberta sprawiła swojemu bratu nie małą niespodziankę!

 

 

W „Tłusty Czwartek” do drzwi Piotra zapukał kurier. Dostał on niespodziewaną paczkę, której nadawcą był nikt inny jak jego siostra Anna. To co zobaczył w środku przerosło jego oczekiwania! Lewandowską stać na wszystko, w końcu każdy wypomina jej bogactwo, a ona podarowała swojemu bratu coś, co wyraża prawdziwą miłość – swoje autorskie, zdrowe, (zapewne bezglutenowe) pączki! Radość, jaką sprawiła bratu była tak ogromna, że pochwalił się swoim prezentem na Instagramie!

 

 

Zrobione coś samodzielnie, z poświęceniem czasu jest cenniejsze niż najdroższe prezenty świata. Fajna siostra z tej Anki, wie jak wywołać uśmiech na twarzy swojego brata.

Rodzeństwo zawsze się wspiera i widać, że bardzo się kochają.

 

źródło: instagram.com

 

Obóz Anny Lewandowskiej to dość elitarny sposób na spędzenie tygodnia. Bardzo trudno się na niego dostać ponieważ miejsca za 3 tys złotych sprzedają się w 15 minut. Ponoć miejsc jest około 100, ale nie ma co ukrywać, większość zajmują koleżanki-celebrytki Anny i raczej one nie muszą koczować przy komputerze, aby się zapisać na obóz. Jedna z nich postanowiła opowiedzieć o tym jak było naprawdę.

 

 

Zaskakujące jest, że własnie ona pojechała na treningi z Lewandowską. Do tej pory ćwiczyła w elitarnej grupie z Chodakowską. Mowa oczywiście o Agnieszce Woźniak-Starak. N a”Balu dziennikarzy” pojawiła się świeżo po obozie i własnie o wrażeniach z niego była pytana. Oczywiście spełniła swoją rolę, przecież obecność celebrytek to forma promocji obozów Anny, i wychwalała całe przedsięwzięcie z Lewandowską na czele:

 

 

„Wrażenia absolutnie obłędne. Absolutnie wyjątkowy tydzień. (…) Było bardzo ciężko, ale jeśli dasz radę, patrzysz na siebie i myślisz sobie: „kurcze jestem fighterką”. To jest super , warto pojechać bo przyjeżdżają niesamowite dziewczyny. Anka też jest bardzo fajną babką – bardzo dużo się nami opiekowała i bardzo dużo takiego ciepła i energii w to włożyła w cały ten obóz. Ja jestem zachwycona i na pewno będę wracać”.

 

 

Nie wszyscy uważają słowa gwiazdy za obiektywne i szukają recenzji „zwykłych” dziewczyn, ale takie się nie pojawiają. Kiedyś ponoć w sieci ktoś, kto był skrytykował jeden z obozów Anny, ale na próżno go szukać, został usunięty. Jeżeli wszystkich odczucia są takie jak Agnieszki to już nie dziwimy się skąd to zainteresowanie.

 

 

Wielu hejterów liczyło na mniej entuzjastyczną recenzję, ale jeszcze może pojawi się jakaś nie celebrycka. Podejrzane jest, że „zwykłe” uczestniczki obozu nie są wylewne w sieci, jak wygląda obóz z ich perspektywy – czyżby miały jakiś zakaz udzielania informacji? Czyżby każdy negatywny, konstruktywny komentarz był uznawany za hejt?

 

 

Oto wypowiedź Agnieszki:

źródło: instagram.com, youtube.com

Robert Lewandowski jest laureatem przeróżnych plebiscytów, zazwyczaj je wygrywa jak np. zorganizowany przez tygodnik „Piłka Nożna”. Rzadko ma okazję sam odebrać nagrodę, więc wysyła na galę żonę, ale tym razem też nie mogła więc wysłał mamę, która nieco za dużo powiedziała podczas przemówienia przy odbieraniu nagrody dla syna!

 

Oprócz słów o tym, jaka jest dumna z syna i jego rodziny, wspomniała o drugim dziecku sportowców:

 

„Pytacie o drugie dziecko! Jest tu z nami na sali mama Ani – rodzina Stachurskich pragnie szybko drugiego dziecka, bo mówią, że Klara jest podobna do Roberta i jego taty, a chcieliby, żeby kolejne dziecko było podobne do ich rodziny. Tak naprawdę Ania bardzo chce drugiego dziecka!”

 

 

Oznacza to, że trzeba najwyraźniej uważnie śledzić Anię, bo każde zaokrąglenie może sugerować kolejną ciążę. Żona Roberta nigdy nie ukrywała, że chciałaby mieć dużą rodzinę, żeby jej córeczka miała rodzeństwo.

 

Niestety nie możemy stwierdzić, czy faktycznie Klara jest podobna do taty, bo Lewandowscy ukrywają buzię córeczki. Musimy babci wierzyć na słowo! Być może zmienią zdanie, kiedy pojawi się drugie dziecko, przy dwójce ciężko będzie kontrolować, aby żadne się nie odwróciło do obiektywu, bo fotografowaniem Klary od tyłu -Anna jest specjalistką!

 

 

źródło: instagram.com, jastrzabpost.pl

 

 

Porównania Ewy Bilan-Stoch i Anny Lewandowskiej zaczęły się pojawiać po Gali Mistrzów Sportu na którym to obie panie reprezentowały swoich mężów. Na początku media skupiły się tylko na kreacjach pań z tego wydarzenia, gdzie zachwyciły się skromnością żony Stocha. Można stwierdzić, że ode tej imprezy Ewa stała się „gwiazdą”, chociaż wcale tego nie chciała. Udzieliła wywiadu, w którym dość dosadnie powiedziała, co myśli o porównaniu z Anną Lewandowską!

 

Co łączy Annę i Ewę? Obie są żonami najlepszych sportowców w kraju. I teoretycznie tylko tyle, ale do mediów to aż tyle. Zapytano żonę Stocha o te porównania, na co ta dosyć stanowczo zareagowała:

 

 

„Nie do końca to rozumiem. Mało jest materiałów na mój temat, nie opowiadam o swoim prywatnym życiu zbyt często, a w takich sytuacjach najłatwiej jest porównywać niż zdobyć ciekawe informacje. Szczerze powiedziawszy nie wiem, co mogę mieć wspólnego z panią Anią”.

 

Kiedy dopowiedziano, że chodzi o mężów sportowców, żona Stocha skomentowała to tylko:

 

 

„Ale takich żon jest setki, tysiące w całej Polsce. Osobiście trochę mnie to bawi”.

 

Najwyraźniej temat Anny nie jest ulubionym Ewy. Stoch przyznała się, że trenowała judo, na co zasugerowano jej, że to kolejna płaszczyzna na której może paść aluzja do Lewandowskiej, to Ewa skomentowała to milczeniem. Dała jasno do zrozumienia, że ona nie chce rozmawiać o Lewandowskiej i nic więcej o niej nie powie.

 

Zapytano ją czy będzie się promować jako „żona znanego męża”, w jej odpowiedzi można by znaleźć słowa opisujące właśnie najpopularniejsze Wags:

 

„Gdybym miała to robić, to już dawno bym zaczęła, bo okazję mam od kilku lat, odkąd Kamil wygrywa kolejne konkursy (śmiech). Może niektórych zmartwię, ale tą drogą na pewno nie pójdę. Mam zamiar promować to, na czym mi zależy i czego się podjęłam i wcale nie przez swoją prywatność. (…) Jeżeli dzięki temu, że jestem Ewą Bilan-Stoch, mogę zyskać przychylność ludzi do pomocy w naszym klubie, jeśli mogę zrobić coś dobrego, promując to swoją osobą, to korzystam, ale nie mam potrzeby uzewnętrzniania każdego fragmentu mojego życia, poddawania go ocenie innych. To, czym chcę się dzielić, pojawia się na mojej stronie oraz na Instagramie. Są jednak rzeczy, które zostawiam dla siebie, i to się nie zmieni. To moja osobista sprawa”.

 

Ewa to kobieta stanowcza i twardo stąpająca po ziemi. Nie daje się wciągnąć w medialne manipulacje i nie szuka rozgłosu. Najwyraźniej „narciarsie Wags” są zupełnie inne niż te od mężów piłkarzy.

źródło: instagram.com, dziennik.pl

 

 

Anna Lewandowska pojawiła się w „fit świecie” niedługo po tym jak wyszła za mąż za Roberta. Wcześniej w Polsce królowała tylko jedna „motywatorka” od zdrowego trybu życia – Ewa Chodakowska. Polki chociaż sceptycznie nastawione do obydwu fit celebrytekpodzieliły się na fanki „Lewej” i „Chody”.

 

Podział poniekąd nastąpił również u celebrytek – jedne jeżdżą na obozy Anny, inne na luksusowe Ewy, ale zazwyczaj korzystają z obu opcji – rzadko zdradzają swoje sympatie, do której motywatorki im bliżej.Takich obiekcji nie miała Małgorzata Rozenek! Jasno określiła swoje stanowisko.

 

Dziennikarka zapytała Małgosię o to, czy miałaby ochotę pojechać na obóz Anny Lewandowskiej, który właśnie trwa. Ona elastycznie podjęła temat obozów organizowanych przez Ewę Chodakowską:

 

„Ja byłam na obozach Ewy Chodakowskiej i bardzo lubię trenować z Ewą. Jestem zresztą z nią w stałym kontakcie. Nie zawsze udaje mi się trenować z nią na miejscu w Polsce. Ewa też bardzo często wyjeżdża. Trenujemy się internetowo, więc jak tylko będę miała chwilę to na obóz do Ewy zawsze”.

 

Co więcej zdradziła, że Ewa rozpisała jej dietę i treningi na wakacje na które właśnie się wybiera z rodziną, a wiadomo, ze to Lewa uważa się za eksperta od diety.

Dyplomatycznie Małgosia stwierdziła, że jest w zespole wszystkich trenerek, które zachęcają Polki do aktywności fizycznej, ale broniła się od tego, żeby chociaż użyć nazwiska Lewandowskiej. Bardzo starała się podkreślać zażyłość z Chodakowską.

 

Anna nie może liczyć na aż taką lojalność, bo jej „gwiazdorskie uczestniczki” obozu chętnie też trenują pod okiem Chodakowskiej. Małgorzata nawet nie kokietowała, że mogłaby na obóz Anny pojechać – nie skomentowała tego wątku. Nie było dla niej takiej opcji.

 

Lewandowska najwyraźniej nie jest u pierwszoligowych gwiazd tak ceniona jak Chodakowska. Znając jej ambicje, bardzo zaboli ją zlekceważenie przez Małgosię.

 

Zobaczcie tę wypowiedź:

źródło: Youtube.com. instagram.com

Robert Lewandowski oprócz tego,Że jest najlepszym polskim piłkarzem, najbogatszym sportowcem to i najatrakcyjniejszą gwiazda pod względem reklamowym. Chociaż wiele osób ma dość, że Lewy reklamuje szampony, telefony, maszynki do golenia to on korzysta ze sławy i zarabia na kontraktach krocie! Właśnie zrezygnował ze współpracy z Coca-Colą na rzecz reklamowania innych napojów i zarobi na tym grube pieniądze!

 

Robert podpisał kontrakt z firmą produkującą napoje izotoniczne „Oshee”. Według „Super Expressu” to jeden z najwyższych kontraktów reklamowych, jakie podpisał. Za reklamowanie tych napojów zarobi rocznie około 3 milionów złotych!

 

Okazuje się, że z tą samą firmą podjęła współpracę również żona Roberta. Anna reklamuje wodę mineralną, czym już pochwaliła się w swoich mediach społecznościowych. Niby nazwisko to samo, ale Anna jest dużo niżej ceniona niż jej mąż według fachowców od reklamy. Jej gaża wynosi o wiele, wiele mniej niż ukochanego. Anna rocznie zgarnie może około pół miliona złotych za reklamę wody w tej samej firmie.

 

Nie ma co ukrywać, że na nazwisko Robert zapracował, a Anna je tylko przyjęła. Mimo swojej aktywności w świecie fit nadal nie jest tak cenną gwiazdą jak mąż i raczej nigdy nie będzie. Ważne, że również zarabia, a nie tylko leży i pachnie.

Tak naprawdę pół miliona to kwota o której większość polskich gwiazd może tylko pomarzyć!

 

źródło: „Super Express”, instagram.com